Siedem razy z rzędu, od 1978 do 2002, marzenia o mundialu wybijano im z głów jeszcze podczas baraży. W ostatnich latach jednak nieźle wpisali się w mundialowy krajobraz. Nie byli turystami, tylko drużyną, która potrafiła dać imprezie finałowej wartość. W 2006 wyszli z grupy i odpadli dopiero po zaciętym pojedynku (i problematycznym karnym) ze Squadra Azzurra, czyli późniejszymi mistrzami świata. Cztery lata później zaczęli od 0:4 z Niemcami, ale potem była wygrana nad Serbami i remis z Ghaną. Przyzwoity wynik, szczególnie, że prezentowali momentami fajną, ofensywną piłkę. Teraz jednak nikt nie daje im najmniejszych szans na wyjście z grupy, a nawet więcej: mają powalczyć tylko o to, by nie zostać najgorszą ekipą imprezy. A to i tak dość ambitny plan gdy przyjrzymy się ich sytuacji.
Gol, który posłał Socceroos na mundial
Plaga pierwsza: spalona ziemia po Osiecku
Holger Osieck to najlepszy przykład tego, że w krajach o ograniczonym potencjale piłkarskim selekcjoner nie może myśleć tylko o wynikach na dziś, ale i o przyszłości kadry. Z jednej strony Niemiec wykonał plan. W Pucharze Azji 2011 Australia przegrała dopiero w finale z Japonią. W 2011 pokonała Niemców na wyjeździe w prestiżowym meczu towarzyskim. Potem jednak zaczęły się schody, czyli słabe eliminacje do Brazylii, choć zakończone awansem. Ostatecznie Osieck został zwolniony po porażkach w meczach towarzyskich, gdy Socceroos zebrali szóstkę od Francuzów i Canarihnos. Kogoś poniosło w australijskiej federacji? Jak to, zwalniać szkoleniowca, który właśnie wywalczył kwalifikację do mistrzostw, na podstawie sparingów? Mało kto podpisze się jednak pod takimi wątpliwościami. Problemy z Osieckiem są bowiem znacznie bardziej złożone.
Niemiec nie wprowadzał do drużyny nowych zawodników, cały czas bazował na „złotej generacji”. Czas nie stoi jednak w miejscu, Kewell, Bresciano, Neill i spółka robili się coraz starsi, a wciąż mieli gwarantowany pierwszy skład. Nie można się tłumaczyć tym, że nie było następców – aby tego dowieść, trzeba najpierw dać niektórym szansę. Dzisiejsze pokolenie graczy mających dwadzieścia kilka lat dopiero teraz otrzymuje pierwsze okazje gry w kadrze, ich rozwój został zahamowany. W konsekwencji dziś najbardziej uznanym australijskim zawodnikiem jest Mile Jedynak z Crystal Palace. Solidny ligowiec z Premiership, ale umówmy się – nic specjalnego. W dodatku już 29-letni. Jest aż tak źle.
Plaga druga: drużyna budowana od nowa
To nie przez wyniki Osieck został zwolniony, a przez to, że jego rządy prowadziły donikąd. Wymowne, że jego następcą został Ange Postecoglou, na arenie międzynarodowej trener anonimowy – w Europie przez chwilę prowadził Ethnikos i tyle. Ale w kraju, poza sukcesami ligowymi, ma również opinię fachowca od pracy z młodzieżą. Prowadził zresztą w przeszłości z sukcesami juniorskie reprezentacje Socceroos. Dostał cel znacznie ambitniejszy, niż godne zaprezentowanie się na mundialu, ma mianowicie przebudować kadrę. A właściwie: zapalić dla niej światełko w tunelu. Na starcie otrzymał pięcioletni kontrakt.
Póki co Ange testuje. W nawałkowym stylu, bo już w pierwszych dwóch sparingach zagrało ponad czterdziestu zawodników. Ale ma ogromne zaufanie, zarówno w związku jak i w mediach. Już przestawił zespół na ofensywny styl, nudna piłka Osiecka poszła w zapomnienie. Wyniki mają przyjść na większą skalę dopiero w Rosji, a kadra ma dorobić się tożsamości na Puchar Azji organizowany za rok w Australii. Jakkolwiek śmiesznie by to nie zabrzmiało: mundial jest dla Socceroos poligonem.
Plaga trzecia: brak jakości
Trzeba powiedzieć wprost: ta kadra nie jedzie wygrywać, ta kadra jedzie zebrać doświadczenie. Załapali się jeszcze zawodnicy tacy jak Bresciano i Cahill, ale raczej by służyć młodszym kolegom radami, by ich czegoś nauczyć. Reszta to różni mniej lub bardziej anonimowi gracze. Jest Kennedy z ligi japońskiej, mogący grać na dziewiątce. Jest Tommy Oar z ligi holenderskiej, ale generalnie przede wszystkim jest bryndza. Ten zespół to mieszanina graczy będących po drugiej stronie rzeki z podstarzałymi żółtodziobami. Młodych zdolnych, którzy za chwilę mogliby stanowić o sile kadry, próżno szukać w większym wymiarze, niż jednostkowym.
Plaga czwarta: przetrzebiony kontuzjami skład
Owszem, takim graczem bez dwóch zdań może być Mathew Ryan, dwudziestodwuletni golkiper Brugii, już dziś budzący zainteresowani większych klubów. Ale w polu? Dwóch najzdolniejszych młokosów pogrzebały kontuzje. Na pewno wiele mógłby temu zespołowi dać Robbie Kruse z Bayeru Leverkusen, który miał naprawdę fajną jesień. Kontuzja odniesiona w styczniu wykluczyła go jednak z mistrzostw. Na te pojedzie wielka nadzieja Socceroos, Tom Rogic, ale i jego rozwój ostatnio mocno wyhamował.
Rogic zamiatał australijską ligą w taki sposób, że upatrywano w nim nowego Kewella. Błyskotliwy, szybki, mający znakomity drybling, potrafiący grać i na dziesiątce i na skrzydle. Dobra dyspozycja zaowocowała transferem do Celtiku, tutaj jednak odbił się od ściany. Ze Szkocji został wypożyczony do Australii, by odbudować formę, ale w sezonie miał niemal tyle samo urazów co ładnych akcji. Jego przyszłość stanęła pod znakiem zapytania.
Plaga piąta: grupa śmierci
Ta porozbijana wszelkimi problemami reprezentacja, jadąca zbierać doświadczenie, zmierzy się z Holandią, Hiszpanią i Chile. To zderzenie muchy z nosorożcem. Socceroos nawet gdyby mieli w składzie całą złotą generację nie byliby w tej grupie faworytem. Jeśli to ma być lekcja, może okazać się bardzo bolesna.
Czego się spodziewać?
Australijczycy podejdą do meczów bez kompleksów. Nie będzie na pewno murowania bramki, to nie styl Postecoglou. Ostatnio Socceroos w sparingu z Chinami przegrali 3:4, cztery gole padły w ostatnich pięciu minutach, a meczem rządził chaos. Ale jeśli Ange ma nauczyć swoich graczy charakteru, to musi zmusić ich do walki z najlepszymi, sprawić, by jego podopieczni nie przegrywali już w szatni. Należy się spodziewać więc otwartych spotkań i wielu bramek, choć nie oszukujmy się, głównie tych strzelanych do australijskiej bramki. Ryan prawdopodobnie będzie najbardziej zapracowanym golkiperem mundialu, ale dla niego jednego to właściwie dobra wiadomość, dostanie bowiem wiele szans by się wykazać i zapracować na transfer do dużego klubu.
LESZEK MILEWSKI



