Wiecie co? Chcielibyśmy napisać, że pierwsze mecze ćwierćfinałowe Centralnej Ligi Juniorów to duży sukces. Ale, niestety, minęlibyśmy się z prawdą. I to grubo – zwłaszcza w przypadku Zagłębia Lubin, no i trochę, jeśli chodzi o Pogoń. To znaczy – nie zrozumcie nas źle. O ile bowiem poziom sportowy był niezły, o tyle kwestie organizacyjne – poza Warszawą – leżały i kwiczały. I jak sobie teraz patrzymy na rewanże, przeczucie graniczące z pewnością podpowiada nam, że znów może być nie najlepiej, pomijając rzecz jasna Poznań.
Legia organizuje mecz na Pepsi Arenie i robi z niego transmisję na żywo na Youtube. Jedyne, co zostało przeoczone, to brak chłopców od podawania piłek. Wiemy, że Kolejorz również stanie na wysokości zadania – LechTV ogarnie spotkanie, które odbędzie się na INEA Stadionie. Skoro ci najwięksi mogą, to czemu – do cholery – inni rzucają chłopakom piłkę w lesie / polu / na ruderze, życząc im powodzenia, zaś jedynym śladem po spotkaniu jest suchy wynik, na dodatek ze źle spisanym składem? Jaja jakieś, skrajny przejaw nieprofesjonalizmu.
Przyznajcie sami: jedni dbają o prestiż nowopowstałych rozgrywek – a przecież leży on właśnie w interesie klubów – z kolei drudzy ostentacyjnie pokazują, że mają je w dupie. To po co grają?
Ł»eby nie było niedomówień. Nie oczekujemy transmisji na żywo z kilku kamer czy pomeczowych kulisów. Ale tak stanąć i nagrać 90 minut jakąkolwiek kamerą, zrobić z tego jakiś przyzwoity skrót, plus główna murawa – da się, prawda? Nie trzeba ruszyć ziemi i nieba ani wydawać fortuny. Wystarczy minimum dobrych chęci i odpowiedni sposób myślenia. Czasami zastanawialiśmy się, czemu kto lepiej w akademii Zagłębia trafia w piłkę, ucieka w podskokach, trochę – przyznajemy – uważając, że to nie fair, może nawet lekko współczując klubowi ładującemu duże pieniądze w szkolenie młodzieży.
No kurcze, teraz już wiemy, że my byśmy stamtąd nie uciekali. Spierdalalibyśmy, aż by się kurzyło.
Zagłębie – kompromitacja, klapa na całego. Przydałaby się oklepana już, słynna okładka Faktu. A te wiatraki w tle, to dla tego Holendra, co mu z każdej strony rzucają kłody pod nogi?
Cracovia – OK, rozumiemy, że dzień wcześniej przy Kałuży grała młodzieżówka, a naturalna płyta to nie orlik. Tylko szkoda, że w takim wypadku nikt nie wysilił, żeby temat pociągnąć jakimś fajnym materiałem wideo. A że zrobić to w Krakowie potrafią, po klipie z powrotem na salony, stylizowanym na sceny z Dzikiego Zachodu, wiemy dobrze.
Pogoń – jak wyżej, poza pierwszym zdaniem.
Już w najbliższą niedzielę czekają nas rewanże. Ł»e w podejście Lecha nie wątpimy, już wspomnieliśmy, jednak naprawdę nurtuje nas to, w jaki sposób do tematu podejdą w Wiśle (awans do półfinału prawie pewny), Bełchatowie i Chorzowie. Główne płyty – wróbelki ćwierkają, że i tu, i tu, i tu. Transmisja, jakieś materiały wideo – tym razem ćwierkają tylko w stolicy Małopolski, ale może po prostu GKS i Ruch nie lubią się chwalić. Oby. Czas, by ludzie zarządzający polskimi klubami zrozumieli, że jak cię widzą, tak cię piszą – w CLJ również.
***
Dobra, czas na inne emocje, teraz te wyłącznie piłkarskie. Działo się, praktycznie wszędzie. Chętnie pokazalibyśmy wam teraz jakieś skróty, jakieś gole, lecz – chyba sami rozumiecie – obejrzycie sobie co najwyżej mecz z Warszawy, a wierzyć musicie nam na słowo.
W Lubinie (pod Lubinem?) Wisła na miękko puknęła Zagłębie dwójkę do zera. Sugerując się wyłącznie samymi składami, zakładaliśmy łatwe zwycięstwo gospodarzy – w końcu wystąpili: as kadry U-17, podobno następny Piotr Zieliński, czyli Filip Jagiełło, a także Krzysztof Piątek, który w trzecioligowych rezerwach Miedziowych ładował aż miło. Tyle że Biała Gwiazda spełniła trzy kluczowe warunki:
– była skuteczniejsza;
– była bardziej zgrana;
– jej trener miał duży wpływ na wynik. Zrobił taktyczną zmianę jeszcze pod koniec pierwszej połowy, a następnie wprowadzony zawodnik przesądził o wygranej.
W Szczecinie Pogoń z Michałem Walskim i Dawidem Kortem, których macie prawo kojarzyć z ekstraklasowych epizodów, pokonała GKS Bełchatów 2:1. Dwa najciekawsze fakty: pierwszy gol dla Portowców padł bezpośrednio z rzutu rożnego, a Flaszka zamierza się zemścić w rewanżu. Dawid Flaszka, żeby nie było…
W Krakowie Pasy rozprawiły się z Ruchem także 2:1. Tutaj jednak bramka na wagę zwycięstwa padłą dopiero w samej końcówce, zaś my – gdybyśmy mieli typować – w rewanżu raczej skłanialibyśmy się ku Niebieskim, którzy w imponującym stylu okazali się najlepsi na zawsze mocnym piłkarsko Śląsku. Cracovia, niczym ta dorosła, Stawowego, lubuje się w eleganckiej, przyjemnej dla oka grze, ale… wąsatego szkoleniowca nieprzypadkowo już nie ma.
Na koniec: halo, Warszawa? W hicie ćwierćfinałów obejrzeliśmy naprawdę fajne widowisko. Legia zdołała nawet uciec na dwa trafienia, lecz ostatecznie dała się Kolejorzowi dogonić, przez co skończyło się 2:2. Gospodarze długimi momentami zbyt nerwowi, goście za to jakby lepiej zgrani. Warto wynotować dwie rzeczy: po pierwsze – dla Lecha trafił Piotr Kurbiel, byłby zawodnik stołecznej Delty (kolejny napastnik niechciany przy Łazienkowskiej, po Lewandowskim i Teodorczyku?), zaś po drugie – po dobrze przygotowanej murawie biegało sobie 21 chłopaków, ale to ten 22., Grzegorz Tomasiewicz robił różnicę. Gol, kilka efektownych dryblingów czy ;prostopadłych podań, efektowna ruleta, zawziętość, walka o odbiór piłki… Świetny występ, miło się go oglądało. Dwie klasy ponad resztą. Jako że nie chcemy być gołosłowni, na potwierdzenie szybka opinia niezastąpionego „Szamo”…
Zerknijcie na naszą CLJ-kową grafikę. Będziemy ją uzupełniać po każdej serii gier.

Fot.FotoPyK
