Katarzyna Piter – wojowniczka z dyskontu

Jan Ciosek

Autor:Jan Ciosek

07 września 2018, 18:23 • 3 min czytania

Katarzyna Piter – wojowniczka z dyskontu

Przyznamy szczerze: takiej historii z kortów tenisowych nie pamiętamy. Katarzyna Piter długo zapamięta przykrą przygodę, jaka spotkała ją podczas turnieju w Sofii. Kiedy polska tenisistka jechała taksówką na mecz, padła ofiarą złodzieja.

Reklama

Złodziej był na tyle bezczelny, że dopadł do taksówki, która zatrzymała się na światłach, otworzył samochód i zabrał z niego torbę tenisową. Zanim Piter i kierowca zdążyli zareagować, nie było już po nim śladu. Razem z nim zniknęły buty, strój, rakiety i dokumenty tenisistki. A wszystko to chwilę przed meczem drugiej rundy z Olgą Janczuk.

Godzinę przed meczem byłam częścią filmu akcji. Bez rakiet, z dużymi emocjami i wieloma biurokratycznymi procedurami. Miałam szczęście, że obok mnie byli ludzie, którzy okazali mi wsparcie – opisuje całą sytuację pokrzywdzona tenisistka. O całej sprawie powiadomiła policję oraz organizatorów turnieju. Ci pierwsi oczywiście wiele nie zrobili. Drudzy przełożyli jej mecz na później. – Dzięki temu miałam czas poszukać butów, pożyczyć rakietę i znaleźć torbę. Siatka Lidla też działa super!

Reklama

I w ten sposób Katarzyna Piter dołączyła do naszego kolegi z Weszło FM Piotra Wąsowskiego, który od dłuższego czasu przy każdej okazji promuje niemiecki dyskont. Tak czy inaczej, z pożyczonymi od Gregany Topalovej rakietami w reklamówce Lidla, Polka zdołała pojawić się na korcie.

piter

Z notowaną o 62 miejsca wyżej Olgą Janczuk z Ukrainy walczyła niesamowicie dzielnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczności. Mimo stresu, nerwów i gry pożyczonymi rakietami w znalezionych na szybko butach, Piter wygrała drugiego seta, a w trzecim miała piłkę meczową. Ukrainka ją obroniła, a potem wybroniła się, mimo prowadzenia Polki 3:0 w tie-breaku.

Po trzech godzinach walki muszę powiedzieć, że to nie był mój dzień. Do domu wracam z prawie pustą walizką i bez dokumentów – podsumowuje. – Ale jestem przekonana, że chce grać, nawet, jeśli nie mam torby, albo wszystkich rakiet. Wszystko, czego potrzebujemy to dobrzy ludzie i pasja.

Niewiarygodne, że takie rzeczy dzieją się w dzisiejszych czasach. Najważniejsze, że tobie nic się nie stało. Masz moc, że po takiej akcji weszłaś jeszcze na kort i tak walczyłaś. Szacun! – mówi Joanna Sakowicz-Kostecka, była zawodniczka, dziś komentująca mecze w Eurosporcie.

Piter wraca do domu, ale i tak ma się z czego cieszyć. W tym samym czasie jej narzeczony Łukasz Kubot zapewnił sobie awans do finału debla na US Open.

Powody do radości ma także Iga Świątek, która idzie jak burza. W ubiegłym tygodniu wygrała turniej ITF o puli 60 tysięcy dolarów w Budapeszcie. Teraz walczy w podobnym, w szwajcarskim Montreux. Dziś awansowała do półfinału, eliminując Elenę Gabrielę Ruse. To nazwisko akurat możecie pamiętać. Rumunka przeszła eliminacje Wimbledonu, a potem w pierwszej rundzie napędziła mnóstwo strachu Agnieszce Radwańskiej. Dość powiedzieć, że Ruse miała w trzecim secie sześć piłek meczowych. Polka wyszarpała wygraną 6:3, 4:6, 7:5. Dziś Świątek wygrała 2:6, 6:1, 6:2. Symptomatyczne…

Co ważne, Świątek, awansując do półfinału w Montreux już zapewniła sobie skok z 298. miejsca w rankingu w okolice drugiej setki. Rok zaczynała w ósmej setce i aż strach myśleć, gdzie może się zatrzymać.

foto: newspix.pl

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Igrzyska

Trzy polskie medale na igrzyskach? Cel trudny do osiągnięcia

AbsurDB
5
Trzy polskie medale na igrzyskach? Cel trudny do osiągnięcia
Igrzyska

Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”

Jakub Radomski
15
Usłyszała od Piesiewicza, że będzie chorążą. „Jestem dumna”
Igrzyska

Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”

Jakub Radomski
6
Przeanalizował szanse Polaków. „Żurek jedzie po dwa medale”
Reklama
Reklama