O Nicolasie Anelce powiedziano i napisano właściwie już wszystko, ale warto niektóre opinie i historie przypomnieć, aby ukazać portret człowieka tyleż skomplikowanego, co zwyczajnie dziwnego. Tym z was, którzy napalili się jednak czytając tytuł tego artykułu, jesteśmy winni chociaż jedną pikantną historię. Oddajmy zatem głos jednej z byłych partnerek Anelki, oczywiście modelki. Przekaz dziewczyny brzmiał mniej więcej tak: „Dziwny gość (…) Tylko raz zachował się jak prawdziwy mężczyzna, gdy wziął mnie swoim sportowym autem wieczorem do parku i zrobił co trzeba (…) Niepojęte”. Witajcie w nieodgadnionym świecie księcia z akademii Clairefontaine.
Antysemita?
Jako piłkarz wykuty został w tym samym futbolowym Hogwarcie, co wielki Thierry Henry. Klasyczny genotyp chłopaka z getta, widzącego szansę na lepsze jutro w kopaniu piłki na boisku. Równie utalentowany co Henry, jednak nieco mniej zdeterminowany. Miał lepsze wejście w świat piłki niż Henry, już w wieku 18 lat czarował w barwach Arsenalu, niedługo później przeniósł się do Realu Madryt. Henry walczył o sławę nieco dłużej, zaliczając najpierw średnio udany pobyt w Turynie, by dopiero później stworzyć swoją legendę w zespole Wengera. Anelka dostał w młodym wieku od losu wszystko i… coś w nim pękło. Zacznijmy jednak od końca.
Nie tak dawno, bo niecałe dwa miesiące temu szefami West Bromwich Albion wstrząsnęło. Oto ich niesforny napastnik napisał na Twitterze: „By zachować poczucie uczciwości, postanowiłem uwolnić się i zakończyć umowę łączącą mnie z WBA już teraz”. W mediach zawrzało, ponieważ piłkarz zrobił to bez jakiejkolwiek wcześniejszej rozmowy z włodarzami klubu. Nie były to także pierwsze kłopoty, jakie właścicielom WBA zafundował Anelka. Trochę wcześniej Nicolas został bohaterem historii, którą znamy właściwie wszyscy, a dotyczącej (nie)sławnego już gestu „quenelle”. Anelka po strzeleniu gola w meczu ligowym złapał się lewą ręką za prawe ramię, co powszechnie uznawane jest za gest antysemicki. Piłkarz tłumaczył się, że jedynie pozdrawiał swojego przyjaciela, który jest znanym we Francji „komikiem” i politycznym aktywistą, słynącym właśnie z pozdrowienia zwanego „quenelle”. Nie musimy mówić, że ów komik znany jako Dieudonne MBala MBala także był już oskarżony o antysemityzm. FA była nieugięta – kara pięciu meczów zawieszenia i 80 tysięcy funtów grzywny dla Anelki. Nico był zaskoczony, poczuł się zdradzony i zaszczuty. Tak nie traktuje się przecież boskiego Nicolasa.
Francuska prasa pisząc o Anelce używa stwierdzenia „nomadic”, odnoszącego się oczywiście do Nomadów, wiecznie wędrujących plemion nie posiadających swojego stałego miejsca zamieszkania. Tak jak Anelka – wieczny tułacz, skaczący z kwiatka na kwiatek enfant terrible francuskiego futbolu. Nie zawsze tak jednak było. Zanim karierę i talent Nicolasa zaczęto opisywać przymiotami pokroju „niewykorzystany” lub „zepsuty”, na początku porównywano go do super lekkiego pierwiastka Lithium, czyli Litu – wykorzystywanego m. in. do produkcji baterii. Taka była też gra młodego Nicolasa – szybka, efektowna, wybuchowa. Gołowąs momentalnie ściągnął na siebie wzrok wszystkich poszukiwaczy młodych talentów w Europie.
Le Sulk
Niecały miesiąc przed swoimi osiemnastymi urodzinami został kupiony z PSG za 500 tysięcy funtów przez Arsenal Londyn. W wieku 20 lat miał już na koncie 65 meczów w Premier League i 23 gole, a także mistrzostwo Anglii i Puchar Anglii. Czarował coraz bardziej, a wobec kontuzji maszynki do strzelania goli Iana Wrighta to Anelka został podstawowym napastnikiem „Kanonierów”. Im był lepszy, tym bardziej nieznośny. Kibice nazwali go „Le Sulk”, co można przetłumaczyć jako „Dąsający się”. Nicolas uwielbiał kłócić się z trenerami, zdarzało mu się w niezrozumiały sposób celebrować gole, często z grobową miną w stylu Balotellego (dostrzegamy pewne podobieństwo…). Kibicom nie przypadło to do gustu. Anelka dodatkowo zażądał podwyżki, ale Wengerowi i zarządowi Arsenalu nie podobał się fakt zachłanności piłkarza oraz to, że w jego sprawy wtrącali się bracia „agenci”. Po pewnym czasie stało się jasne, że drogi zawodnika i klubu muszą się rozejść. Na horyzoncie pojawił się Real Madryt. Arsenal kupił Nicolasa za pół miliona funtów, a sprzedał za ponad 22. Interes świetny, ale nie o to Wengerowi chodziło. Z Anelką wiązano wielkie plany, ale charakter piłkarza już od najmłodszych lat nie należał do najłatwiejszych. Zaczęła się jego wędrówka po Europie.
Lista klubów, w jakich grał Anelka po Arsenalu robi wrażenie: Real, ponownie PSG, Liverpool, Manchester City, Fenerbahce, Bolton, Chelsea, Shenhua, Juventus, WBA… Dużo tego, aż za dużo. Dodatkowo przeważnie gdzie się pojawiał, wprowadzał zamęt. Anelka stał się modelowym przykładem na to, jak wyjątkowy piłkarz może popaść w przeciętność przez swój charakter i nieumiejętność zagrzania gdziekolwiek na dłużej miejsca. W kadrze Francji Anelka rozegrał 69 meczów i strzelił 14 goli, zdobywając tytuł mistrza Europy w roku 2000. „Apogeum” jego gry dla „Tricolores” to jednak rok 2010, kiedy w przerwie meczu przeciwko Meksykowi w ramach MŚ w RPA obraził ówczesnego selekcjonera Raymonda Domenecha, za co został wyrzucony i zdyskwalifikowany aż na 18 meczów kadry. Jakich słów użył Nicolas? Ponoć brzmiało to niczym dialog wyjęty rodem z wczesnych filmów Pasikowskiego: „Idź pier… się, Ty brudny synu swojej matki dzi…”. Nieźle.
Król smsów
Anelka przeszedł na Islam, ma trójkę dzieci ze swoją żoną, belgijską choreografką Barbarą Tausią. Siedem lat temu, kiedy jeszcze grał w Boltonie, zdradzał ją jednak z 24-letnią wtedy sprzedawczynią Natalie Merriman. Piłkarz i dziewczyna poznali się w klepie, gdzie ona pomagała mu wybrać dżinsy. Typowa historia z pogranicza seksu i futbolu. On jej nie mówił, że lata do Paryża, by spotkać się ze swoją narzeczoną, tej znowuż zapomniał oznajmić, że w Anglii regularnie zdradza ją z kimś innym. Mało tego – Nicolas zasypywał Natalie dziesiątkami pikantnych sms-ów, dodatkowo przesyłając jej swoje nagie fotki, które oczywiście ujrzały światło dzienne. Po czterech miesiącach podwójnego życia Nico oznajmił swojej angielskiej kochance, że leci na wakacje. Jakież musiało być jej zdziwienie, gdy przeczytała, że Anelka właśnie miał huczne wesele w Maroko. Myślicie, że to finał opowieści? Skąd. Piłkarzowi zdarzyło się jeszcze sms-ować do Natalie, nawet podczas własnego ślubu! Angielka opisywała go jako energetycznego kochanka. Cóż, chyba Nico wyrobił się od czasów tamtej historii z parkiem i modelką.
Wspaniale piłkarza scharakteryzował jego były trener Avram Grant. Ex boss Chelsea w taki oto sposób spuentował Anelkę: „To być może największy talent, jaki w życiu widziałem. Miał wszystko – szybkość, umiejętność gry jeden na jednego, wykończenie akcji (…) Brakowało mu jednak tego najważniejszego, co odróżnia amatora od zawodowca – pasji. Pasji do zwyciężania, do progresu, do bycia coraz lepszym i lepszym (…) Odkąd miał 19 lat i grał w Arsenalu spisywał się dobrze, ale nic ponadto. Powiedziałem mu, że niewielu ludzi będzie pamiętać go, gdy skończy już karierę (…) Może nie był aż tak problematyczny jak się go opisywało, trenował dobrze, ale brakowało mu zaangażowania. Nie żył piłką – trening się kończył, on szedł do domu i tyle (…) Aby być kimś więcej nią tylko dobrym piłkarzem, trzeba mieć pasję. On jej nigdy nie miał. Strasznie tego żałuję…