Tekst czytelnika: Lech bez mistrzowskiej mentalności

redakcja

Autor:redakcja

04 kwietnia 2014, 11:09 • 6 min czytania

Reklama
Tekst czytelnika: Lech bez mistrzowskiej mentalności

Jeśliby uznać, że w sytuacji bramkowej w meczu Legia – Lech Miroslav Radović faulował Marcina Kamińskiego, to niebawem piłkarze zamiast korków musieliby zakładać baleriny. Gdyby w ogóle uznawano za przewinienia takie zachowania, jak to serbskiego playmakera mistrzów Polski, bylibyśmy na prostej drodze, by „piłkę nożną” zamienić na „piłkę sędziowską”. Futbol byłby sportem kontaktowym już tylko w teorii. Grają, grają, gwizdek. X dotknął Y! Faul! Nie dałoby się tego oglądać.
Gdyby bramkę z polskiego „hitu” pokazać np. piłkarzom Atletico Madryt, bez dodatkowych komentarzy, prawdopodobnie doceniliby spryt napastnika, jakość dośrodkowania i dostrzegliby klopsy w defensywie. Sugestie o faulu zbyliby śmiechem. I niby wszystko jest w tej sprawie jasne, a jednak nie przestaje mnie drażnić pomeczowa postawa Lecha Poznań, która zaczyna już zakrawać na mało smaczny żart, w dodatku uparcie powtarzany.

Reklama

Jestem pod wrażeniem zachowania Radovicia przy strzelonym golu. W takich chwilach wychodzi boiskowa inteligencja piłkarza. Dobrze przyczaił się względem źle ustawionego, niekontrolującego jego pozycji obrońcy, po czym subtelnie, niemal niezauważalnie, jedną ręką, przestawił go jak pudełko zapałek. Piłkarze przy rzutach rożnych używają mniej wyrafinowanych środków, by wywalczyć sobie pozycję w polu karnym i nikt nie robi o to karczemnych awantur. I początkowo nie zrobił jej nawet sam Marcin Kamiński, który schodząc w przerwie meczu do szatni powiedział przed kamerami, że popełnił błąd przy golu. Dopiero w szatni ktoś poczęstował go tanią wymówką, która mu zasmakowała do tego stopnia, że po meczu był już nawet przekonany, iż po faulu Radovicia wpadł do bramki. Silna hipnoza.

Jestem zażenowany czytając jeszcze kilka dni po meczu Legia – Lech komentarze piłkarzy, a nawet członków sztabu szkoleniowego wicemistrzów Polski o nieprawidłowo uznanej bramce. Ale też przestaje mnie to powoli dziwić.

W poznańskim obozie oczywiście podkreślają, że nic nie stało na przeszkodzie, by zapakować Legii kilka goli i wywieźć do domu trzy punkty. Problem w tym, że gdy zgłaszasz jakieś „ale”, nikt już nie pamięta, co przed tym „ale” miałeś do powiedzenia. Jak w zdaniu: „Szanuję cię, ale jesteś słaby”.

Brakuje mi walecznego, zadziornego charakteru Lecha. Tego zespołu, który na kartach historii, także najnowszej, bywał polskim towarem eksportowym. Nie wylewał żali, nie ustawiał się w pozycji ofiary, tylko pokazywał męską postawę. Jakże inny byłby odbiór drużyny, gdyby po meczu w Warszawie do dziennikarzy wyszedł kapitan zespołu i powiedział: „Pretensje możemy mieć tylko do siebie. Sytuacja bramkowa jest na tyle trudna do oceny, że musimy zaakceptować zdanie sędziego”.

Reklama

Szukanie usprawiedliwień, dyskusje o sędziowaniu – to oznaka słabości. Jej okazywanie jest o tyle niezrozumiałe, że Lech zagrał przy فazienkowskiej lepszy mecz od Legii i kibice raczej nie wieszają psów na zawodnikach. Taki bywa sport. Czasami decydują detale. Inteligentni fani to rozumieją, a drużyna, zamiast przekuć taką lekcję na swoją siłę, sama się osłabia. Przykład najnowszy – Real Madryt zgłaszający oderwane od rzeczywistości zarzuty po ostatnim El Clasico. Jeszcze przed spotkaniem mówiło się, że nawet porażka nie spowoduje utraty kontroli „Królewskich” nad ligową tabelą. Tymczasem, już po niej, zajęci jałowym sporem gracze Carlo Ancelottiego zgubili głowy, dostali bęcki od Sevilli i znów muszą oglądać plecy rywali.

W Poznaniu panuje ostatnio moda na krytykowanie Manuela Arboledy. Słuszna, bo to zawodnik spisujący się znacznie poniżej oczekiwań. Mało kto jednak zwraca uwagę na fakt, że upadek Arboledy jest symbolem upadku całego mistrzowskiego charakteru Kolejorza. Zjazd „Mańka” od momentu podpisania ostatniej umowy z Lechem nawet pod względem czasowym idealnie nakłada się z obniżeniem lotów przez ekipę ze stolicy Wielkopolski. Kontraktu, który mu wszyscy wypominają (bo jest czarny, wiadomo), Kolumbijczyk nie dostał za piękne oczy. Dostał go, ponieważ był wzorem boiskowego profesjonalisty, jednym z liderów znakomicie radzącego sobie w europejskich pucharach zespołu i czołowym stoperem w polskiej lidze. Trudnym w kontaktach gościem, na którego narzekali kumple w szatni, był natomiast zawsze. Kiedyś po prostu nie było sensu sięgać po ten argument. Jakim natomiast jest piłkarzem kończąc swoją przygodę z poznańskim klubem? Nie wymaga to szczegółowego opisu.

Tymczasem Lech, klub jeszcze niedawno o europejskich aspiracjach, słynący z charakteru i walki do końca, po meczu w Warszawie wciela się w schyłkowego Arboledę i oznajmia światu, że przegrał z Legią, „bo jest czarny”. Bo był faul. Widoczny (jeśli w ogóle) na dziesiątej powtórce, przy piętnastym oglądaniu, przyjmując aptekarskie standardy. Zacietrzewionych kibiców to wyżywi. Sędziego Gila nazwą „sędzią Gi(L)em”, zwietrzą spisek, mistrzem ma być Legia. Nic to, że ludzie starający się naprawiać polską piłkę prawdopodobnie oddaliby pół królestwa, żeby mistrzem Polski został nareszcie zespół, który dla odmiany nie skompromituje się na arenie międzynarodowej. Nawet gdyby miała to być (przykładowa, z całym szacunkiem) Olimpia Grudziądz.

Natomiast Kolejorz coraz bardziej sam sobie obniża standardy. Waleczną ekipą jest już chyba tylko na ustach i na hasłach, zamiast w praktyce. Ile jest warte całe to gadanie o nawiązywaniu do najlepszych, mistrzostwach, budowie klubu na średnią skalę europejską? Proszę łaskawie rzucić okiem, jak walczą ludzie z lepszego piłkarskiego świata. Co tam gwiżdżą, czego nie gwiżdżą. Z czego tam się robi kontrowersję kolejki, a z czego u nas.

Reklama

Wracając na chwilę do Marcina Kamińskiego – choć nie ma on najwyższego kontraktu w T-Mobile Ekstraklasie i jest jeszcze dość młody, dziwi mnie, gdy w dość podobnych sytuacjach wszyscy chętnie krzyżują Arboledę, a jemu odpuszczają. Wolą otoczyć potencjalnego reprezentanta Polski wianuszkiem złudnych wymówek, zamiast uratować mu karierę. I on chętnie chowa się za takim „faulem” Radovicia, choć w pierwszej chwili sam kompletnie go nie odczuł. Później za tym chowa się reszta drużyny, odstawiając błazenadę.

Jestem tym bardziej rozczarowany, że – wierzcie, lub nie – od kilku tygodni właśnie tak wyobrażałem sobie gola straconego przez Lecha na Legii. Postawa, postura Kamińskiego – języczek u wagi. Obrońca, przeciwko któremu napastnicy chcą grać, zamiast się go bać. I nikt mu nie powie: „Stary, co się z Tobą dzieje? Znowu zawaliłeś, weź się za siebie. I na litość boską, zasuwaj na siłownię” (wersja bezmięsna). Oczywiście, zaraz pojawiają się odpowiedzi – że nie można zatracić jego dynamiki, że nie ma być kulturystą. Ręce opadają, gdy widzi się przyszłego (obecnego?) lidera defensywy wicemistrzów Polski ćwiczącego podczas obozu przygotowawczego z samym gryfem. Chyba czas się zdecydować. Albo zrobić z Kamińskiego kawał chłopa, od którego przeciwnicy będą się odbijali, a nie odwrotnie, albo – jeśli ma taką wspaniałą dynamikę i „wyprowadzenie piłki” (kocham ten zwrot w polskich realiach. Najczęściej oznacza ładne podawanie w poprzek i do tyłu) to należy mu zmienić pozycję na boisku.

Ten, kto szuka winy najpierw we wszystkim dookoła, a nie w sobie, nigdy nie zostanie prawdziwym mistrzem. Mistrzowie mają kontrolę, panują nad sytuacją i starają się ograniczać wpływ pobocznych zjawisk na swoją postawę i przyszłość. Nie czynią z nich głównej osi wydarzeń, przyznając przy okazji, że ich los zależy tak naprawdę od przypadku.

Piłkarzom (nie tylko Lecha) życzę, by dojrzewali do bycia mistrzami i nie robili z siebie ofiar. Niech charakter, waleczność, twarda gra wejdą w krew, zamiast być tylko pustymi frazesami. W innym przypadku jeszcze długo wstyd będzie wychylać nos za granicę, nawet litewską. A na myśl o klubach z europejskiej czołówki w ogóle łapią mnie zabawne skojarzenia. Bo jeśli w Lechu narzekają, że Radović popchnął Kamińskiego, to co by się stało, gdyby musieli zagrać przeciwko Yaya Toure? Pobiegliby z płaczem do matek? Założyli hokejowe ochraniacze? Czy z minami skazańców pozwolili się przerobić na placek drożdżowy?

Reklama

SZYMON RATAJCZAK

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Duży transfer w Ekstraklasie! Piłkarz Rakowa trafi do ligowego rywala [NEWS]

Szymon Janczyk
1
Duży transfer w Ekstraklasie! Piłkarz Rakowa trafi do ligowego rywala [NEWS]

Weszło

Reklama