Lewczuk uderza w Probierza, Lenczyk na wylocie…

redakcja

Autor:redakcja

04 kwietnia 2014, 09:54 • 19 min czytania

Reklama
Lewczuk uderza w Probierza, Lenczyk na wylocie…

Piątek, jak zwykle, stoi między innymi pod znakiem dodatku ligowego do Przeglądu Sportowego. Znajdziemy w nim chociażby obszerny, bardzo dobry wywiad z Arkadiuszem Głowackim albo nieco mniejszą rozmowę z Ricardo Monizem, trenerem Lechii. Mimo wszystko, warto zajrzeć też do innych tytułów. Fakt zapowiada, że z posadą trenera Zagłębia rozstanie się wkrótce Orest Lenczyk, zaś Igor Lewczuk na łamach „Sportu” wbija mocne szpile w Michała Probierza. – Władze Miedziowych nie są zadowolone ze współpracy z Lenczykiem. Z naszych informacji wynika, że prezes Zagłębia Tomasz Dębicki (40 l.) prowadzi już wstępne rozmowy z kandydatami na nowego trenera – przeczytamy w dzisiejszym wydaniu „Faktu”.

Reklama

FAKT

Zdecydowanie najwięcej miejsca w dzisiejszym numerze zajmuje wywiad z Arkadiuszem Głowackim, zatytułowany: Kiedyś się piło, dzisiaj się gra. „Głowę” zawsze czyta się z przyjemnością, więc jedziemy.

O poziomie ligi
Kiedyś był podział na grających i kopiących. Każda drużyna miała kilku zawodników od zadań specjalnych. Tak zwanych łamignatów, których interesowało tylko obrzydzenie meczu najlepszym z przeciwników. Pozostali grali w piłkę. Ten podział już się zatarł, dziś każdy musi grać w obronie i w ataku. Nieważne, w jakiej części boiska się znajduje, ma odebrać piłkę i biec do przodu. Sam zaczynałem jako obrońca kryjący. Ubij, zabij i podaj do najbliższego. Od trenerów słyszałem, żeby nie włączać się do ataku. Środkową linię traktowałem jak podłączoną pod prąd i nie zbliżałem się do niej. Połowę przekraczałem przy sprzyjających okolicznościach. Najlepszy był libero, w meczu przebiegał mniej kilometrów niż bramkarz.

O transferze
W Lechu chcieli mnie sprzedać i obwozili po Europie. Byłem na testach w Bordeaux, Hercie i Borussii Dortmund. Wyjazd do Niemiec nie miał sensu. Pojechałem tam z łapanki, w okresie roztrenowania. To był rok 1998. Borussia we wcześniejszym sezonie wygrała Ligę Mistrzów. Mentalność zawodników była na tyle dojrzała, że nie dali mi odczuć, że jestem gorszy. No, może poza tym, że na dzień dobry w dziadku dostałem siatkę od Chapuisata.

Reklama

Trening z Łazarkiem
Trenerem został pan فazarek. Pamiętam jego specyficzne ćwiczenie. Staliśmy w bramce, a asystent Marek Kusto rzucał piłkę od jednego słupka do drugiego. Trzeba ją było wybijać wślizgiem. Uszkodziłem łąkotkę i nie mogłem zagrać.

Zaczynamy z wysokiego „C”, od ciekawego materiału. Więcej pewnie w Przeglądzie Sportowym.

„Lenczyk odejdzie z Zagłębia Lubin” – donosi Przemysław Bator. Ale żeby zaraz Skorża? Wątpimy.

Reklama

Kontrakt doświadczonego szkoleniowca wygasa po zakończeniu tego sezonu. Władze Miedziowych nie są zadowolone ze współpracy z Lenczykiem. Co prawda zespół z Lubina ostatnio notuje niezłe wyniki, ale nawet utrzymanie w ekstraklasie i zdobycie Pucharu Polski nie uratuje obecnego trenera. Oficjalnie prezesi Zagłębia zapewniają, że pomiędzy zarządem a trenerem nie ma żadnych tarć. Rzeczywistość wygląda jednak inaczej. Głównym powodem rozstania jest trudny charakter trenera, który chciałby mieć władzę absolutną chociażby w sprawach transferowych. Zarządowi klubu z Lubina nie podobają się również wypowiedzi szkoleniowca, który publicznie krytykuje swoich zawodników. – Zawiodłem się na kilku piłkarzach. W klubie jest wielu przeciętnych graczy – mówił „Oro” w wywiadzie dla Faktu. Z naszych informacji wynika, że prezes Zagłębia Tomasz Dębicki (40 l.) prowadzi już wstępne rozmowy z kandydatami na nowego trenera. W gronie potencjalnych następców Lenczyka wymienia się m.in. Skorżę.

W ramkach mamy kilka mniejszych informacji:
– Ruch liczy na powrót Kuświka
– Wisła sądzi się o pieniądze z Genkowem i Jovaniciem
– Bramkarz Banika Ostrawa na celowniku skautów Wisły.

A na koniec jeszcze Tomasz Kuszczak, który zapewnia, że jego miejsce jest w Premier League.

Reklama

Z naszych informacji wynika, że Kuszczakiem wstępne zainteresowanie wyraziły Sunderland, Fulham i Cardiff. Polak jest też na celowniku najlepszych klubów w Championship, które właściwie zapewniły już sobie awans, czyli Burnley i Leicester. – Myślę, że wykonałem swoją robotę. Dobrą dyspozycją zwróciłem na siebie uwagę i teraz zobaczymy, jak to się potoczy. Na konkrety trzeba poczekać przynajmniej do czerwca. Wiadomo jak jest. Mam już pewne doświadczenie w tej materii. Najpierw musi się rozpocząć ruch w interesie. Ktoś musi odejść, żeby ktoś mógł przyjść. Nie chcę wymieniać, gdzie ewentualnie mógłbym trafić. Na pewno nie jestem anonimowym piłkarzem. Gram na Wyspach od wielu lat i myślę, że jestem tu doceniany. Plus mam dobre kontakty w kilku zespołach, więc może kogoś namówię na swoje usługi – znów żartuje były piłkarz Czerwonych Diabłów. Kuszczakowi kontrakt z Brighton kończy się po zakończeniu sezonu – podobnie jak dwunastu innym zawodnikom. – Nie spieszę się z nową umową. Ewentualne rozmowy zostawiam sobie na koniec rozgrywek. Teraz i tak nie ma na to czasu. Wszyscy czekają na rozstrzygnięcia w lidze, czy jeszcze powalczymy. Zostanę w Brighton? Nie wiem. Nie ukrywam, że celem numer 1 dla mnie jest Premier League.

RZECZPOSPOLITA

W Rzeczpospolitej najpierw mamy króciuteńką zapowiedź Ekstraklasy, której absolutnie nie warto poświęcić minuty czasu (chyba że na przykład nie znacie weekendowego terminarza), później mamy tekst Michała Kołodziejczyka o Zbigniewie Przesmyckim, którego firma produkuje… stadionowe krzesełka.

W polskiej piłce mamy nową wojenkę, tym razem partyzancką. Zbigniew Przesmycki swoimi decyzjami i sposobem rządów doprowadza do buntu sędziów. Ci nie mogą wypowiadać się publicznie, nawet na tematy z sędziowaniem związane tylko pośrednio. Sędzia Marcin Wróbel, na którym wciąż ciążą prokuratorskie zarzuty, a który walczy teraz o oczyszczenie przed Trybunałem Arbitrażowym przy PKOl, opublikował wczoraj na Twitterze i Facebooku wpisy uderzające w Przesmyckiego. „Szef sędziów, działacz PZPN – jednocześnie Prezesem Zarządu firmy sprzedającej krzesełka klubom piłkarskim. TYLKO DYMISJA !” – napisał. – Już jesienią było głosowanie nad przyszłością Przesmyckiego. Teraz walczy o przeżycie. Środowisko zawrzało po tym, jak pozbawił zawodowego kontraktu Pawła Pskita po jednej błędnej decyzji jego asystenta, który nie zobaczył spalonego. Teraz pewnie zaczyna się szukanie haków, ale skoro to wojna, to obowiązują wojenne zasady. Większość sędziów uznaje, że totalitarne rządy tego pana i dbanie tylko o swój interes, szkodzą całemu środowisku – mówi „Rz” Wróbel. Sprawa z firmą ArtPlast, której Przesmycki jest prezesem, zapewne nieprzypadkowo wypłynęła właśnie w tym momencie. ArtPlast w 2012 roku wygrał przetarg na nowe siedziska na stadionie Pogoni Szczecin. – Jestem biznesmenem i właśnie dlatego mogę 95 procent czasu poświęcać sprawom sędziowskim. W PZPN wiedzą, że mam firmę, to żadna tajemnica. Wygraliśmy przetarg, jeżeli ktoś zarzuca mi nieuczciwość, spotkamy się w sądzie – mówi „Rz” Przesmycki.

Reklama

PZPN ma odnieść się do sprawy w poniedziałek, tak poinformował dziennikarza.

GAZETA WYBORCZA

W ogólnopolskim wydaniu GW dziś tylko krótki kawałek o Śląsku Wrocław.

Reklama

Śląsk ma problem z wygrywaniem, jest całkowicie uzależniony w ofensywnie od jednego gracza – Marco Paixao. W zasadzie nikt poza Portugalczykiem nie strzela goli. Jeśli on zawiedzie, drużyna jest bezradna. Tak było podczas ostatniego ligowego meczu z Zawiszą. Śląsk długo dominował, miał wiele okazji do zdobycia bramki, ale był nieskuteczny i przegrał 0:1. Rozczarowują inni ofensywni zawodnicy, którzy mieli być siłą drużyny – Słowak Robert Pich oraz brat bliźniak Marco Paixao – Flavio. Mimo że Śląsk ostatnio zgubił mnóstwo punktów, trener Tadeusz Pawłowski, który niedawno zastąpił Stanislava Levy`ego, jest zadowolony z gry zespołu. – Chcemy zbudować drużynę, która przyciągnie kibiców, będzie grała efektownie i efektywnie. Na pewno nie można osiągnąć tego w ciągu miesiąca, ale idziemy w dobrym kierunku – uspokajał po meczu z Zawiszą. Przyznał jednak, że sam Paixao meczów wygrywać nie będzie. – Mamy tylko jednego zawodnika, który znajduje się w czołówce klasyfikacji strzelców, a na drugim miejscu jest Waldek Sobota, który nie gra w Śląsku od sierpnia, a ma też na koncie najwięcej asyst w zespole – podkreślił Pawłowski. Trener szuka nowych rozwiązań. Znalazł np. nowe miejsce na boisku dla byłego kapitana Sebastiana Mili, który ostatnio był rezerwowym. Pawłowski chce, aby Mila grał jako cofnięty, defensywny pomocnik. Trener preferuje agresywny pressing po stracie piłki, a według niego Mila jest za mało dynamiczny, by występować na pozycji rozgrywającego. Mimo odległego miejsca w tabeli we Wrocławiu wciąż nie wierzą, że Śląsk może skończyć sezon spadkiem do I ligi. – Proszę nawet nie wspominać o takim scenariuszu – denerwuje się Rafał Holanowski. Nie wiadomo, co o trudnej sytuacji Śląska myśli prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, który nie odpowiedział na nasze pytania dotyczące kryzysu w klubie. Miasto ma 49 procent udziałów w Śląsku i przez ostatnie lata wpompowało w drużynę kilka milionów złotych publicznych pieniędzy. Prezydent Dutkiewicz najprawdopodobniej unika komentarza do sytuacji w swoim klubie, bo nie chce być kojarzony…

Tymczasem w wydaniu stołecznym prawdziwa gratka. Wywiad z… Danielem Kokosińskim!

W pewnym momencie przestał pan grać, a zaczęły się treningi w „Klubie Kokosa”.
– „Klub Kokosa” to była dla mnie szkoła życia. Wiadomo, ludzie w życiu robią wiele błędów. Ja dopiero teraz zrozumiałem te, które popełniłem, będąc w Polonii. Ale staram się nie wspominać tamtych doświadczeń jako bardzo złych, bo to nie ma sensu. Wyciągnąłem z nich sporo pozytywnych wniosków. W mojej przeszłości staram się szukać pozytywów, które dobrze nastroją mnie do pracy.

Reklama

Dziś gra pan w trzeciej lidze, w Kotwicy Kołobrzeg.
– Odżyłem tutaj. Kotwica to bardzo poukładany klub, ze świetną bazą treningową i ze świetnymi obiektami. W klubie panuje znakomita atmosfera, która sprzyja rozwojowi. No i jesteśmy liderami tabeli, choć do awansu daleka droga. Nawet jeśli zajmiemy pierwsze miejsce, to czeka nas gra w barażach.

Niestety rozmowa rozczarowuje, bo tak naprawdę dotyczy jakiegoś zupełnie nieistotnego meczu czwartej ligi, między klubami, w których Kokosiński w przeszłości kopał się po czole.

SPORT

Podbeskidzie gra dziś o spokój z Cracovią.

Reklama

Pojedynkiem kolejki Sport wybiera pojedynek „żółtodzioba z królem”, czyli Artura Skowronka z Franciszkiem Smudą. Gazeta przekonuje, że w ten weekend oczy zwrócone będą na zespoły, które wciąż walczą o grupę mistrzowską. A największa presja ciąży na Górniku. Gdyby rzutem na taśmę wypadł z ósemki, byłaby to według katowickiego dziennika „większa skala kryminału”.

Na kolejkę zaprasza Jarosław Kaszowski. Słabiutka rozmowa – niby o całej lidze, ale tak bardzo zachowawcza, że aż się odechciewa. Byle o nikim nie powiedzieć źle, nikogo nie skrzywdzić… Może w takim razie Marek Zieńczuk, który wypowiada się o drastycznej zniżce formy Ruchu Chorzów.

– Mogę odpowiadać tylko za siebie. Nigdy nie byłem minimalistą, dlatego nie zadowoliłbym się jedynie awansem do grupy mistrzowskiej i zajęciem w niej ósmego miejsca. To byłby wręcz skrajny minimalizm. Dlatego walczymy o najwyższe cele w lidze. Nie będziemy mieć żadnej satysfakcji, jeśli to ostatnie miejsce zajmiemy nawet w tak doborowym gronie (…) W ostatnich dwóch meczach zasadniczej części sezonu można jeszcze wiele ugrać i przede wszystkim załapać się do czołowej czwórki, która w grupie mistrzowskiej rozegra więcej spotkań na własnym boisku – mówi Zieńczuk.

Reklama

Mecz Śląska z Podbeskidziem zapowiada tekst o Patejuku i Pietrasiaku. Ciekawy tylko jeden fragment. Mówi Pietrasiak: – W piłce jak w życiu, w którym pewne jest tylko to, że umrzemy. Nawet kiedy wracasz do domu, nie wiesz, czy nie zastaniesz swojej żony z innym mężczyzną. W piłce natomiast nie przewidzisz, czy wygrasz, czy też nie – uśmiecha się zawodnik Podbeskidzia.

Huh, takie niepewne powroty do domu to mogą destabilizować formę.

To może jeszcze przedmeczowa rozmówka z Igorem Lewczukiem?

Reklama

Według Macieja Terleckiego jest pan najlepszym bocznym obrońcą w Ekstraklasie.
– I od razu wszyscy mnie pytają, czy Terlecki to nie jest moja rodzina albo czy mam z nim jakieś układy. Nic mnie z nim nie łączy, ale nie będę zaprzeczał jego słowom. Fajnie, że ktoś mnie zauważył, ale to nie sztuka zagrać parę spotkań. Ważne, żeby była regularność.

Zawsze jest wakat na lewej stronie…
– Nigdy w życiu! Grając w Ruchu Chorzów na lewej stronie wiele się nauczyłem. Prawie spadliśmy z ligi… Zdaję sobie sprawę z tego, że lewym obrońcą to ja nie jestem, nie byłem i chyba nie będę (…) Ł»ałuję, że tak późno spotkałem Ryszarda Tarasiewicza, który potrafi z zawodnika wyciągnąć co najlepsze.

Probierz tego nie potrafił?
– Powiem oględnie – do każdego piłkarza trzeba mieć inne podejście. Są trenerzy, którzy na prowadzenie zespołu mają jeden schemat i się go kurczowo trzymają. Inni natomiast do każdego podchodzą elastycznie, a nie wrzucają wszystkich do jednego worka. Trener powinien zaufać zawodnikowi, a może być pewny, że ten odwdzięczy się dwa razu bardziej. Wtedy zrobi więcej z drużyną niż ten, którego model pracy opiera się na terrorze, zastraszaniu, huku, krzykach.

Reklama

Oj, mocna szpileczka w Probierza na koniec. Tytuł o pojawieniu się Andrzeja Blachy, choć brzmi intrygująco, nie dotyczy niczego spektakularnego. A pewnie kilka osób by się zastanawiało.

SUPER EXPRESS

Bardzo fajna tabloidowa robota w Super Expressie. Dwie fotki – Roman Kosecki i jego syn Jakub w swoich samochodach, a do tego tytuł: Młody jeździ porsche, a stary… dacią. Takie czasy.

Kosecki senior w reprezentacji Polski zagrał 69 razy (19 goli), za granicą występował m.in. w Atletico Madryt, Osasunie czy FC Nantes. Jego syn to gwiazda Legii i choć strzelił dla mistrzów Polski dużoważnych bramek, na szerokie wody jeszcze nie wypłynął. W kadrze wystąpił ledwie 5 razy, wciąż nie opuścił polskiej Ekstraklasy. Mimo to w Legii zarabia miesięcznie aż 50 tysięcy złotych. Dlatego mógł pozwolić sobie na zakup panamery, wartej w najlepiej wyposażonych wersjach nawet do 500 tysięcy złotych. Koseckiemu seniorowi wystarcza auto za około 50 tysięcy złotych. Jego dacia na trasie „wyciągnie” najwyżej 170 km/h. Jeśli poseł zechce poczuć ekstremalną prędkość, będzie musiał pożyczyć od syna porsche, które pojedzie nawet 303 km/h. Może w zamian udzieli mu kilku piłkarskich lekcji? – pisze z lekką ironią SE.

Reklama

Na stronie obok Jan Kocian przekonuje, że nie jest cudotwórcą. Ale tabela wciaż nie kłamie. Generalnie, w tekście znajdziemy kilka luźniejszych wątków, bez śmiertelnie poważnych rozmów o piłce.

– Mamy słabszy okres, ale tabela nie kłamie. Uzbieraliśmy 44 punkty, nie kupiliśmy ich, wywalczyliśmy je na boisku – podkreśla Kocian. – Mówię moim piłkarzom: to nie jest przypadek, jesteście dobrzy. Są zespoły bogatsze od nas, które mają lepsze zaplecze, a mimo to w tabeli je wyprzedzamy (…) Spośród trenerów Ekstraklasy Kocian nie ma sobie równych na… korcie. – Tenis to moja pasja, ale wiecznie brakuje mi na to czasu. Potrzebuję również dobrego partnera do gry, a w klubie nikt nie chce ze mną się zmierzyć – śmieje się. – W czasach młodości wzorem dla mnie był Ivan Lendl. Teraz podziwiam Novaka Djokovicia. Staram się ćwiczyć zagrania Serba – zdradza. Podczas występów w Dukli Bańska Bystrzyca trener Ruchu trafił do wojska. – To był klub wojskowy, więc zostałem żołnierzem – wyjaśnia. – Dostałem stopień podporucznika. Generałem zostałem dopiero w Polsce. Podczas prezentacji zespołu pod hasłem „Nadciąga Niebieska armia” – żartuje.

Reklama

فukasz Piszczek przeprasza za Ligę Mistrzów, wie, że zawalił.

– Gdybyśmy jeszcze strzelili gola, to może w Dortmundzie mielibyśmy jakieś szanse, a tak to będzie bardzo, bardzo ciężko – przyznał na antenie nc+ obrońca Borussii. Niestety, trudno będzie również dlatego, że to Piszczek zawalił ostatnią bramkę. – To był mój błądÂ… Mogłem pobiec do przodu, a zagrałem w poprzek boiska, co Real bezwzględnie wykorzystał – kajał się polski obrońca. Na kilka dni przed meczem znów pojawiły się spekulacje, że „Królewscy” chcą wrócić do tematu sprowadzenia Piszczka. Jerzy Dudek na łamach „Super Expressu” przyznał jednak, że Real powinien najpierw poczekać i sprawdzić, czy piłkarz BVB wróci do formy sprzed kontuzji. Pośrednio zgadza się z tym sam zainteresowany. – Potrzebuję gry, by dojść do siebie. Nie obiecuję, że stanie się to już w bieżącym sezonie, ale w przyszłym to już będzie فukasz, jakiego wszyscy pamiętają – zapewniał tuż po meczu z Realem Piszczek.

PRZEGLĄD SPORTOWY

Głowacki na okładce Przeglądu.

Reklama

Ale na początek, niespodzianka. Rozmowa z Eugenem Polanskim, który chce wrócić do kadry. Narzeka, że Fornalik w ostatnim czasie nawet z nim nie rozmawiał. Odpowiada jednak bardzo zwięźle.

W kadrze się pan wyraźnie zaciął. Od meczu eliminacji mistrzostw świata z Mołdawią w czerwcu, dwa następne zgrupowania u byłego selekcjonera Waldemara Fornalika spędził pan ławce. Później u nowego trenera albo nie był pan powoływany, albo grał ogony.
– Co mogę powiedzieć… Na ostatnich zgrupowaniach u trenera Fornalika nawet z nim nie rozmawiałem, z pewnością nie było to miłe. Chociaż teraz nie mogę powiedzieć, że moja relacja z panem Nawałką jest zła. Jedyne, co mi przeszkadza, to fakt iż nie gram.

W maju gramy towarzysko z Niemcami. Kiedyś występował pan regularnie w reprezentacjach młodzieżowych tego kraju i był nawet kapitanem. Serce będzie rozdarte?
– Nie.

Reklama

Cztery lata temu głośno było o panu w kontekście pańskich chęci gry dla kadry Niemiec.
– Wszystko już wyjaśniłem. Wiem, że dla kibiców to szczególne spotkanie. Sam też odczuwam jego wyjątkowość. Na pewno skłamałbym mówiąc, że byłby to dla mnie zwykły mecz. Ł»yję w tym kraju bardzo długo, grałem dla niego. Lubię Niemcy, ale jestem Polakiem i gram dla Polski.

Załóżmy, że strzela pan Niemcom gola. Okazuje pan radość?
– Jasne, że tak.

O Kuszczaku już pisaliśmy przy okazji Faktu, ale może jeszcze inny fragment.

Reklama

– Ostatnie tygodnie to jak wejście na mocno rozkręconą karuzelę. Szaleństwo. Dla zawodników, którzy tu nigdy nie grali, to prawdziwa szkoła przetrwania. Podziwiam chłopaków, że są w stanie przebiegać co dwa, trzy dni po 12 kilometrów w meczu. Ze swojej formy też jestem zadowolony. Mam dobry sezon, gram bardzo dużo, jest wiele okazji do wykazania się. O to mi chodziło, kiedy zdecydowałem się na odejście z Manchesteru United – mówi nam Kuszczak. Faktycznie, statystyki polskiego bramkarza są imponujące. 93 mecze ligowe w trzy sezony. O 33 więcej niż w dziewięciu poprzednich! Brighton ma jedną z najszczelniejszych defensyw w lidze, ale to głównie dzięki bardzo dobrej postawie Kuszczaka klub nadal pozostaje w grze o miejsce barażowe tracąc do szóstego Reading trzy punkty. W tym sezonie aż piętnaście razy zachował czyste konto w meczu. PIG, czyli Pole in Goal (Polak w bramce), błyszczy i niektórzy twierdzą nawet, że jest najlepszym bramkarzem ligi. – Szkoda tylko, że nikt w Polsce tego nie widzi – śmieje się Kuszczak. – Patrząc na liczbę spotkań, które rozegrałem, obyło się bez większych wpadek. Sporo dałem drużynie, wniosłem doświadczenie z Premier League. Wiem, że spokojnie mogę grać klasę wyżej. Pewne rozmowy są prowadzone. Mój agent negocjuje z kilkoma klubami, ale na razie nie mogę mówić o konkretach.

Zaraz po tym zaczyna się dodatek ligowy. Zapowiedziom meczów towarzyszy kilka mniejszych tekstów:

– Mila zjechał z wagą do 75 kilogramów, ale to nie koniec odchudzania
– Tylko Iwan nie zawodzi w Górniku
– Legia w drugich połowach traci na wartości
– Zawisza musi radzić sobie bez Masłowskiego
– Ricardo Moniz odradza Dawidowiczowi Benficę.

– Pytałem Dawidowicza, co będzie robił w Benfice. Czy ma szansę tam grać czy zostać 30. zawodnikiem i trafić do szatni zespołu rezerw? – powiedział Moniz. – Młodzi piłkarze często wyjeżdżają zagranicę zbyt wcześnie, słuchając się swoich agentów. Można wyjechać, ale po to, by odgrywać w nowym zespole wiodącą rolę i gdy ma się realną szansę gry. A myślę, że Paweł nie jest jeszcze gotowy do występów w takim klubie jak Benfica. Powiedziałem mu to podczas naszej rozmowy, poradziłem, by jeszcze raz wszystko przemyślał – dodał Moniz. Sam Dawidowicz zachowuje jednak chłodną głowę. – Na razie nie myślę specjalnie o Benfice. Co będzie, to będzie. Zdaję sobie sprawę z pewnego ryzyka, choć z drugiej strony taka okazja może się już nie powtórzyć. Na razie jednak niczego nie podpisałem.

Reklama

Nie możemy zacytować wszystkiego, więc skupimy się jeszcze na dwóch materiałach. Rozmowie z Arkadiuszem Głowackim, obszernej, na dwie strony gazetowe, bardzo zachęcającej…

Miłość do Wisły była od pierwszego wejrzenia?
– Absolutnie nie, ktoś zdecydował za mnie, że trafię do Krakowa. Dziś cieszę się, że to zrobił.

Kiedy ta miłość wybuchła?
– Na pewno nie w momencie, kiedy trenerem został pan فazarek. Pamiętam jego specyficzne ćwiczenie. Staliśmy w bramce, a asystent Marek Kusto rzucał piłkę od jednego słupka do drugiego. Trzeba ją było wybijać wślizgiem. Uszkodziłem łąkotkę i nie mogłem zagrać w najbliższym meczu. Trener فazarek podsumował: Kupiłem konia, ale w zęby mu nie zajrzałem. Wtedy jeszcze nie czułem się wiślakiem. Trochę to trwało.

Reklama

Gra pan w lidze od 17 lat. Jej poziom się poprawił?
– Kiedyś był podział na grających i kopiących. Każda drużyna miała kilku zawodników do zadań specjalnych. Tak zwanych łamignatów, których interesowało tylko obrzydzenie meczu najlepszym z przeciwników. Pozostali grali w piłkę. To już się zatarło, dziś każdy musi grać w obronie i w ataku. Nieważne, w jakiej części boiska się znajduje, ma odebrać piłkę i biegnąć do przodu. Sam zaczynałem jako obrońca kryjący, pozycja: ubij.

Kogo?
– Przeciwnika. Ubij, zabij i podaj do najbliższego. Od trenerów słyszałem, żeby nie włączać się do ataku. Środkową linię traktowałem jak podłączoną pod prąd i nie zbliżałem się do niej. Połowę przekraczałem przy sprzyjających okolicznościach. Najlepiej miał libero, w meczu przebiegał mniej kilometrów niż bramkarz.

… a także na analizie terminarza i tego, jak będzie wyglądać walka po podziale punktów w lidze.

Reklama

Drużyny, które w sezonie zasadniczym zajmą miejsca 1-4 i 9-12 rozegrają cztery mecze na własnym boisku. Na razie pewne jest, że Legia zajmie 1. lokatę, a Widzew ostatnią. Runda finałowa rozpocznie się w piątek 25 kwietnia. Mecze będą grane od piątku do poniedziałku. 36. kolejka będzie rozegrana w środku tygodnia, grupa mistrzowska zagra w środę, a spadkowa we wtorek. Wszystkie spotkania zostaną rozegrane o jednej porze. 35. kolejka potrwa od czwartku do niedzieli. Natomiast ostatnią serię gier zaplanowano dla grupy spadkowej na sobotę (31 maja), a dla grupy mistrzowskiej niedzielę (1 czerwca). Jeśli po rundzie finałowej dwa zespoły (lub więcej) będą miały tę samą liczbę punktów, o kolejności decyduje liczba punktów zdobytych w fazie zasadniczej. Przy dalszej równości, bilans bezpośrednich meczów z rundy zasadniczej (w przypadku więcej niż 2 drużyn, tzw. mała tabela), następnie bilans bramkowy z sezonu, większa liczba zdobytych bramek, a następnie wyższe miejsce w klasyfikacji fair play.

ANGLIA: Ł»eby kupić, trzeba sprzedać

W Anglii dużo o Chelsea, które ponoć wcale nie wygląda tak dobrze finansowo jak chcieliby tego niektórzy. Jeśli Diego Costa ma założyć koszulkę „The Blues” to podobno Mourinho będzie musiał poświęcić Hazarda albo Oscara. „Sun Sport” donosi, że Sunderland kilkukrotnie wystawił w tym sezonie nieuprawnionego zawodnika, aczkolwiek sprawa – według ich wiadomości – rozeszła się po kościach, skończyło się na „tajnej” karze finansowej, a nie dość zwyczajowej w tym wypadku karze finansowej. Pisze się też o Benteke, który prawdopodobnie nie pojedzie na World Cup.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

WفOCHY: Juve coraz bliżej

Takie czasy, że włoska prasa żyje zwycięstwami w Lidze Europy. Juventus poradził sobie z Lyonem na wyjeździe, jest już jedną nogą w półfinale, gdzie – przy całym szacunku dla Benfiki – będzie najmocniejszą drużyną, już będącą faworytem bukmacherów. Za wczorajszy mecz najlepsze noty zebrali Giovinco, Bonucci. Z drugiej strony „La Gazetta dello Sport” bije na alarm, bo jest wielce możliwe, że w rankingu UEFA Serie A zostanie wyprzedzone przez portugalską Primeira Liga. W tej gazecie także komentarz Bońka odnośnie szans Romy na mistrzostwo. „Corriere dello Sport” najwięcej mówi o transferze Djordjevicia do Lazio. Jeden z bohaterów niedawnego Superclasico, a więc Lanzini z Riveru, ma być ponoć na celowniku Torino.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

HISZPANIA: Barca będzie walczyć

W Hiszpanii tematem numer jeden kara dla Barcelony. Część osób w katalońskim klubei wietrzy spisem, Bartomeu: – Ktoś chce działać na naszą szkodę. Wszczynamy wewnątrzne dochodzenie – przekonuje, a zarazem uspokaja: – Będziemy apelować, bo to nieprawiedliwość. Na pewno będziemy mieli nowego golkipera przed przyszłym sezonem, obiecuję – szef Barcy ma być też już ponoć po rozmowie z Blatterem. Cristiano Ronaldo, który zmagał się z drobnym urazem, ponoć zaleczył go i wystąpi także w najbliższej kolejce La Liga.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

PORTUGALIA: Dobra forma w Lidze Europy

Temat w portugalskiej prasie może być tylko jeden: sukcesy portugalskich ekip w Lidze Europy. Dziennikarze już pompują balonik, chcą by w finale rozstrzygnęli między sobą sprawę triumfu Benfica oraz Porto. W pojedynku kandydatów do zastąpienia Falcao na mundialu lepszy Martinez od Bacci z Sevilli (Porto wygrało 1:0), Benfica natomiast właściwie dość planowo zapewniła sobie awans dalej już po pierwszym meczu w Holandii.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Duży transfer w Ekstraklasie! Piłkarz Rakowa trafi do ligowego rywala [NEWS]

Szymon Janczyk
1
Duży transfer w Ekstraklasie! Piłkarz Rakowa trafi do ligowego rywala [NEWS]

Weszło

Reklama