Reklama

Ligowy dżemik? Kosa pracuje, by nie przykleić do siebie tej łatki

redakcja

Autor:redakcja

11 maja 2018, 13:50 • 3 min czytania 6 komentarzy

23.04 – Jakub Kosecki udziela Weszłopolskim wywiadu, w którym rewelacyjnie wypada. 

Ligowy dżemik? Kosa pracuje, by nie przykleić do siebie tej łatki

30.04 – Jakub Kosecki strzela dwie bramki Lechii, wykłada piłkę do pustaka Pichowi (ten nie strzela) i dostaje od Weszło notę 8.

04.05 – Jakub Kosecki zalicza asystę w meczu z Cracovią i dostaje od Weszło notę 7.

08.05 – Jakub Kosecki indywidualnymi akcjami wypracowuje dwie bramki w meczu z Pogonią i dostaje od Weszło notę 8.

Przypadek? Tak sądzimy.

Reklama

Oczywiście zbyt wcześnie jest posądzać Koseckiego o powrót do swoich najlepszych lat, gdy jego gra czyniła go jednym z najpoważniejszych kandydatów do tytułu piłkarza sezonu, ale obok ostatniej zwyżki formy zwyczajnie nie można przejść obojętnie. Śląsk Wrocław – motywowany premią za utrzymanie, bądź nie – wskoczył na bardzo wysokie obroty, a tym, który pociąga za sznurki najmocniej jest właśnie „Kosa”. Imponuje dynamiką, przebojowością, wejściem w drybling – wszystkim tym, z czego dał się poznać w czasach Legii Warszawa. Jeśli osiągnąłby stabilizację, może wyjść jeszcze z marazmu, bo patrząc całościowo na ten sezon, niebezpiecznie blisko zbliżył się do miana „ligowy dżemik”, do którego zbliżać by się pewnie nie chciał.

W gronie kozaków znalazł się także – oczywista oczywistość – największy kozak kolejki, a może i nawet sezonu. Ktoś powiedział kiedyś, że bramkarze są jak wino – im starsi, tym lepsi. Bardzo często stwierdzenie to jest nadużywane przy opisie długowiecznych golkiperów, którzy na stare lata po prostu nie zapominają swojego fachu, ale do Arkadiusza Malarza pasuje ono jak ulał. To teraz, w wieku 38 lat, przeżywa najlepszy czas w swojej karierze i kto wie, czy nie zostanie obwołany graczem sezonu.

Malarz został wybrany jako jedyny legionista do piątki, spośród której zostanie wybrany najlepszy piłkarz sezonu (obok niego Novikovas, Kurzawa, Angulo, Carlitos). Dwóch pierwszych rywali to jednak nie ten poziom spektakularności, kandydatura Angulo mocno przyblakła, na tę chwilę Malarz walczy w zasadzie tylko z hiszpańskim snajperem Wisły Kraków. Jakaż to smutna puenta sezonu Legii Warszawa – prawdopodobnie przyszłego mistrza Polski – że jej najlepszym zawodnikiem okazuje się akurat bramkarz. Wymowne.

FlQp6rI

Gdyby Dominik Furman dalej był zawodnikiem Legii, właśnie świętowałby, że to po jego kluczowym podaniu warszawski klub zdobył bramkę na wagę – wiele na to wskazuje – mistrzostwa kraju. Furman zaprezentował się w końcówce meczu jak największy szrot ze szrotów – nie dość, że rozłożył dywan przed mistrzostwem rywalowi z regionu, to jeszcze mocno skomplikował drogę do pucharów swojemu klubowi. Combo doskonałe.

Równie pierdołowatą postacią tego meczu okazał się Mauricio, który imponuje w Ekstraklasie wyłącznie zarobkami i CV. Podobno udał się po meczu do szpitala z ryzykiem wstrząśnienia mózgu i dla jego dobra będzie lepiej, jeśli to odcięcie prądu w meczu z Wisłą zrzucimy właśnie na barki tej dolegliwości. Obrońca Legii mógł wylecieć z boiska na dobrą sprawę już dużo wcześniej. Dziwiło nas, że trener Klafurić zdecydował się akurat na niego – zwłaszcza, że na ławce rezerwowych znalazł się Remy. On może zostać jednak jeszcze schowany do lodówki, w przeciwieństwie do Eduardo, który w obliczu kontuzji Niezgody – wygląda na to – dogra sezon na środku ataku do samego końca. Chyba że Legia zdecyduje się grać bez nominalnego napastnika, co wydaje się nie tak głupim pomysłem.

Reklama

WjBWbBvg

Fot. FotoPyK

Najnowsze

Komentarze

6 komentarzy

Loading...