Dariusz Pasieka: – Bliżej mi do filozofii Hiddinka niż Błochina

redakcja

Autor:redakcja

10 lutego 2013, 10:30 • 8 min czytania

Dariusz Pasieka: – Bliżej mi do filozofii Hiddinka niż Błochina

– Jeden z ludzi odpowiedzialnych za ochronę reprezentacji Rosji powiedział mi, że od kiedy kadrę przejął Capello, pojawiła się w niej dyscyplina, której brakowało choćby na Euro, kiedy Rosjanie ograli na początku Czechów i pomyśleli, że od teraz będzie z górki. Teraz ta aura, którą tworzy Capello, jest odczuwalna. Niewiele odzywa się na treningach – wyręcza się asystentami – ale jak już się odezwie, to widać, że jego słowa od razu są akceptowane. Zresztą, nawet asystenci nie mówią do niego po imieniu, tylko per „mister”. Przekonałem się też, że czasem mniej znaczy więcej – opowiada w rozmowie z Weszło Dariusz Pasieka, który w sobotę wrócił z Hiszpanii, gdzie miał okazję podglądać kilku uznanych trenerów.
Zwykle, kiedy młody polski szkoleniowiec jedzie na staż zagraniczny, treningi ogląda zza płotu i nie wynosi w zasadzie nic, bo trener nie zamierza się z nim dzielić swoim warsztatem. W pana przypadku było teraz inaczej?
Na pewno. Rzadko się zdarza, że do jednego miejsca zjedzie tyle drużyn i różnych stylów, jak teraz w Marbelli. Capello z Rosją, Hiddink z Anży, Ramos z Dnipro, Błochin z Dynamem Kijów, Holger Osieck z reprezentacją Australii, trener Rubina Kazań, chwilę był też Everton, a udało mi się również odwiedzić naszą reprezentację, gdzie odbyłem fachową rozmowę z prezesem Bońkiem i Romanem Koseckim. Dzięki temu, że to okres przygotowawczy, wszyscy byli bardziej otwarci, nie odczuwali takiego stresu jak w trakcie sezonu i kontakt był ułatwiony. Np. treningi Rosji były otwarte przez piętnaście minut, a potem wyrzucano dziennikarzy, ale mnie, jako jedynemu, umożliwiono obejrzenie wszystkich treningów Capello w całości.

Reklama

Umawiał pan te spotkania wcześniej czy wszystko już na miejscu poszło spontanicznie?
Centrum w Marbelli znam bardzo dobrze, bo grałem tam z moimi drużynami sparingi, a osoba, która je prowadzi, to mój bardzo dobry przyjaciel. Na bieżąco informował mnie, co się będzie działo i kto przyjedzie. Dzięki niemu wszyscy z tych drużyn wiedzieli, że można mnie traktować serio, bo jestem swój człowiek. Obejrzałem nie tylko sporo treningów, ale też sparingów, np. Rosji z Islandią. Oczywiście wszystkiego na sto procent nie mogłem oglądać, bo wiele wydarzeń się nakładało, ale cenna była dla mnie możliwość podejrzenia i porównania, jak pracuje kilku wielkich trenerów. Wiadomo, że nie mogli mi poświęcić całego swojego wolnego czasu, ale sporo rozmawiałem np. z prawą ręką Capello, Cristianem Panuccim oraz asystentem Hiddinka, czyli Ł»eljko Petroviciem, którego znam jeszcze z czasów Niemiec, gdy pracował z Martinem Jolem w HSV. Bardzo pozytywne osoby, które nie ukrywają swojej wiedzy, a wręcz przeciwnie – chcą się nią dzielić.

Wielu trenerów po powrocie z takich staży twierdzi, że nie odkryli Ameryki, bo ćwiczenia, które wykonują zagraniczni fachowcy, są takie same, jak w Polsce, tylko wykonawcy to zupełnie inny poziom.
To jest całkiem normalne, bo przygotowanie fizyczne czy treningi są w zasadzie identyczne. Dziś znajdzie pan tysiące ćwiczeń w internecie, ludzie jeżdżą po świecie, przenoszą różne metody do swoich krajów i rzeczywiście – Ameryka została dawno odkryta. Chodzi o podpatrywanie detali. Co mnie zaskoczyło… Np. to, że Dynamo zabrało do Hiszpanii z sześćdziesiąt osób, w tym trzydziestu paru zawodników, bo aż dwunastu pojechało na kadrę, w tym siedmiu z Ukrainą, a Brown z Nigerią na Puchar Narodów Afryki. Dwunastu brakowało, a rozgrywali gierki 10 na 10.

Reklama

Co pan wyciągnął od Fabio Capello?
Widać, że facet ma olbrzymi posłuch. W trakcie treningu nikt się nawet nie odezwie. Jeden z ludzi odpowiedzialnych za ochronę reprezentacji Rosji powiedział mi, że od kiedy kadrę przejął Capello, pojawiła się w niej dyscyplina, której brakowało choćby na Euro, kiedy Rosjanie ograli na początku Czechów i pomyśleli, że od teraz będzie z górki. Teraz ta aura, którą tworzy Capello, jest odczuwalna. Niewiele odzywa się na treningach – wyręcza się asystentami – ale jak już się odezwie, to widać, że jego słowa od razu są akceptowane. Zresztą, nawet asystenci nie mówią do niego po imieniu, tylko per „mister”. Przekonałem się też, że czasem mniej znaczy więcej. Nie trzeba dużo mówić, ale ważne, żeby przekaz był konkretny. Podobało mi się też jego podejście do taktyki. Od pierwszego treningu Capello kładł duży nacisk na stabilność w obronie. Bo wie pan – fajnie jest oglądać treningi, ale tak naprawdę wszystko człowiek docenia, gdy obejrzy mecz. A w starciu z Islandią idealnie było widać, że wskazówki, które Włoch przekazywał na treningach od soboty, już w środę znalazły przełożenie na boisko. Ma na to wpływ autorytet trenera, bo nie jest łatwo dotrzeć do zawodników, którzy zarabiają olbrzymie pieniądze, a z wygodnictwa czasem brakuje im motywacji.

Z tym samym problemem musi się też zmagać Guus Hiddink, trener Anży, którego też pan obserwował.
Akurat miałem okazję obejrzeć pierwsze treningi Williana, który zarabia osiem milionów euro rocznie i za którego zapłacili 35 milionów. I wydawać by się mogło, że skoro wyłożyli taką fortunę, to chłopak od razu zacznie błyszczeć. A tak nie było – na początku był zagubiony, brakowało mu zgrania, kontaktu… Ale to kwestia czasu, kiedy odpali, bo w klubie pracują odpowiedni ludzie, by mu pomóc. Choćby dyrektor sportowy, Roberto Carlos, który odegrał dużą rolę przy transferze. Wspomniał pan o pieniądzach… Wszyscy myślą, że w takim klubie jak Anży wszyscy muszą być zmanierowani. Ja szczerze mówiąc spodziewałem się, że tak może być z Eto’o. Przypominam sobie taką sytuację ze sparingu, kiedy Anży prowadziło 2:1, Dynamo wyrównało 2:2… Eto’o, jako napastnik miał rozpocząć grę po gwizdku sędziego. A on wziął piłkę, wykopał za płot i tak wszystkich tak – za przeproszeniem – zjebał, że szok. Stracili bramkę w sparingu, a tutaj taka reakcja…

Słyszałem, że w reprezentacji Kamerunu bywało podobnie. Ten człowiek jest tak ważny dla drużyny, że większość traktuje go jako drugiego trenera.
Na boisku też odgrywa wiodącą rolę. Nie zauważyłem, żeby się woził na kimś innym i czekał, by ktoś podał mu piłkę. Przeciwnie – sam ciągnie tę drużynę i stara się innym pomagać. To dla mnie niespodzianka, bo różne opinie chodzą na jego temat, a tu się okazuje, że Eto’o jest dla Hiddinka idealną postacią w drużynie. A co do samego Holendra… Jego główna różnica między trenerami Dynama Kijów i Rubina Kazań polega na otwartości. U niego każdy ma więcej swobody, pozwala nawet, żeby piłkarze nawet z niego żartowali, a za atmosferę w dużej mierze odpowiada właśnie Roberto Carlos, który mimo że jest dyrektorem sportowym, bierze udział w każdym treningu. Zresztą, sam Hiddink też gra z zawodnikami w dziadka, ale z racji wieku i szacunku nigdy nie wchodzi do środka.

Trenerzy Dynama i Rubina nie są tak otwarci?
Błochin, który pracuje z Michajliczenką i Berdyjew to typowa stara szkoła – pełna powaga, napięcie, mało żartów. Nie do końca mnie to przekonuje, bo skoro na obozie przez cały czas czuje się taką podniosłość, to jak to wszystko wygląda przed meczami? Taka szkoła. Holendrzy natomiast kładą duży nacisk na to, by trening sprawiał satysfakcję. Zawodnikom z wyższej półki chyba bardziej pasuje taki styl niż ciągłe bieganie i podnoszenie ciężarów. I to się sprawdza, bo trenerem Dnipro jest Juande Ramos, który wcześniej prowadził Sevillę i Real, a teraz jest wiceliderem ligi ukraińskiej.

Takie metody są coraz popularniejsze wśród młodych trenerów.
Ja też myślę, że sukcesu nie osiągniesz, jeśli będziesz tylko wymagał od zawodników, by mówili do ciebie na „pan”. Koncentracja koncentracją, ale dobra atmosfera też jest ważna.

Symbolem takiego podejścia jest choćby Juergen Klopp.
Oczywiście. Pamiętam, że jak Juergen był jeszcze trenerem Mainz, to wszyscy zawodnicy mówili do niego na „ty” i nie oznaczało to braku respektu!

Prezes Mainz zabierał go nawet na negocjacje z potencjalnymi zawodnikami Mainz, bo podobno jak nikt potrafił ich zachęcić do podpisania kontraktu.
Jeżeli trener ma taki dar przekonywania, to grzechem byłoby go nie wykorzystać. Mnie do takiego podejścia jak Hiddink czy właśnie Klopp jest najbliżej. Nie chcę traktować treningu wyłącznie w kategoriach katorżniczej pracy, ale też kreowania atmosfery i teraz tylko się w tym utwierdziłem. Kiedy ktoś rzuci żart w moim kierunku, nie obrażam się, bo odwdzięczę się następnym razem. Chodzi o to, by praca dawała przyjemność.

Tylko teraz czeka pana powrót do szarej rzeczywistości. Bez pracy.
Na razie tak, ale pobyt w Hiszpanii utwierdził mnie w przekonaniu, że to, co robię, ma sens. Po odejściu z Cracovii zrobiłem sobie odpoczynek od piłki, ale teraz jestem przekonany do nowego wyzwania i mam pewność, że prędzej czy później jakąś pracę dostanę. Gdzie, kiedy i jak – trudno powiedzieć. Polska liga jeszcze nie wystartowała, ale czekam na swoją szansę.

Karuzela trenerska jest niewdzięczna dla polskich trenerów. Jak się wypadnie, to trudno na nią wrócić.
Nie tylko w Polsce. Jest duża konkurencja, ale moja przewaga polega na tym, że koncentruję się nie tylko na naszym rynku. Może się okaże, że otrzymam propozycję z zagranicy? Wiecznie człowiek nie będzie bezrobotny, coś się musi wydarzyć. Cierpliwość, pozytywne podejście i poszerzanie kontaktów kiedyś mnie nagrodzi, dostanę kolejną szansę i wiem, że ją wykorzystam.

Wspomniał pan o odpoczynku od piłki. Tak się pan zraził do Ekstraklasy?
Widzę, że przysłuchuje się pan moim odpowiedziom. Ale zrażenie to złe słowo. Musiałem zregenerować swoje podejście do piłki i nabrać pewnego dystansu do pewnych spraw. Nie jest sztuką skakać z jednej pracy do drugiej i brać co popadnie. Teraz to był mój pierwszy zimowy okres przygotowawczy, w którym nie miałem pracy. Czas to zmienić.

***

TUTAJ znajdziecie nasz pierwszy, dużo obszerniejszy wywiad z Dariuszem Pasieką.

Najnowsze

Anglia

„Wenger ma małe pojęcie o piłce”. Intrygująca opinia z Wysp Brytyjskich

Marcin Ziółkowski
1
„Wenger ma małe pojęcie o piłce”. Intrygująca opinia z Wysp Brytyjskich
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama