W sobotniej prasie sporo materiałów, po które warto sięgnąć. Można zacząć od wywiadu z Kamilem Glikiem w Gazecie Wyborczej. Warto poczytać Jana Urbana w Przeglądzie Sportowym, historie Rafała Wolskiego i Bartosza Salamona w tej samej gazecie, a także wywiad z Artjomem Rudniewem na łamach Super Expressu.
FAKT
Polonia Warszawa może zostać ukarana zakazem transferowym.
Z odpowiednimi wnioskami wystąpiła już mec. Agata Wantuch, reprezentująca interesy sześciu zawodników, którzy chcą rozwiązać kontrakty z Polonią. – Zgodnie z uchwałą zarządu PZPN z 2002 roku, jeśli klub zalega z płatnościami przez trzy miesiące, można wystąpić o rozwiązanie umów. Zwróciliśmy się już z takimi wnioskami do Polonii, Izby ds. Rozwiązywania Sporów Sportowych przy PZPN i Komisji Ligi Ekstraklasy SA. Wnioski dotyczą także pozbawienia klubu licencji i zakazu dokonywania transferów – tłumaczy mec. Wantuch. Członkowie komisji rozpatrzą wnioski w najbliższych dniach. – Moi klienci bardzo długo byli cierpliwi. Pierwsze wezwania do klubu o spłatę należności wysłaliśmy już pod koniec grudnia. Na początku stycznia zawarliśmy porozumienie, daliśmy Polonii 30 dni na rozwiązanie sprawy. Mamy pisemną deklarację prezesa Króla, że do 6 lutego pieniądze wpłyną na konto. Skoro nie zrobił tego do tej pory, nie wierzymy, że nagle coś się zmieni. Było na to wystarczająco dużo czasu – twierdzi mec. Wantuch.
Najdroższa Młoda Ekstraklasa – oczywiście w Bełchatowie.
W GKS Bełchatów nie ma osoby odpowiedzialnej za rozwiązanie problemu z piłkarzami przesuniętymi do zespołu Młodej Ekstraklasy. Pierwotnie miano się ich wszystkich pozbyć, na czym skorzystałyby finanse klubu, ale większość z nich wciąż trenuje w drugiej drużynie. Miesięcznie na ich konta i tak musi wpływać około 160 tysięcy złotych. Prezes klubu Marcin Szymczyk niedawno mówił w rozmowie z Faktem, że wszystko zmierza w dobrym kierunku. Tyle, że prezes niewiele może. Nad nim stoją ludzie z rady nadzorczej, którzy… na razie nie mają czasu dla GKS. Jedna z osób odpowiedzialnych za działalność klubu stwierdziła nawet, że obecnie ma dużo ważnych spraw w kopalni. Klub więc płaci odsuniętym zawodnikom, którzy trenują z zespołem ME i strzelają gole w sparingach z Polonią Piotrków czy Concordią Piotrków.
GAZETA WYBORCZA
Młody zawodnik Arki wyjeżdża do Bochum.
19-letni napastnik Arki Gdynia Sebastian Bartlewski dostał zaproszenie na testy od zespołu 2. Bundesligi VfL Bochum. Piłkarz ten nigdy nie zagrał w pierwszym zespole żółto-niebieskich, który w sobotę zmierzy się w grze kontrolnej z II-ligową Chojniczanką.
Bartlewski w styczniu wziął nawet udział w specjalnym meczu z udziałem piłkarzy testowanych przez Arkę oraz tych, którzy chcieliby się przebić do składu pierwszego zespołu. Uznania w oczach trenera Pawła Sikory jednak nie znalazł. Teraz będzie szukał swojego szczęścia w Bochum. Tamtejszy VfL po 20 kolejkach rozgrywek 2. Bundesligi zajmuje w tabeli 15. miejsce (ostatnie bezpieczne). Gwiazdą ataku jest w tym zespole reprezentant Słowenii Zlatko Dedić, który w 20 meczach zdobył jednak ledwie cztery bramki. Jeszcze gorzej wygląda dorobek drugiego rozpoznawalnego napastnika Bochum Gruzina Aleksandre Iashvilego (19 meczów, 0 bramek).
Rozmowa z Ivicą Vrdoljakiem.
Czujecie się już mistrzami Polski?
– Nie, przecież do zdobycia jest jeszcze 45 punktów. Mistrzem nie jesteśmy, ale możemy powiedzieć, że jesteśmy faworytami. Nad drugą drużyną w tabeli mamy cztery punkty przewagi, ale by być pewni tytułu, musimy wygrać przynajmniej 14 z 15 meczów.
Kto jest największym rywalem Legii – któryś z goniących was przeciwników czy wy sami?
– Mamy szacunek do rywali, ale to my jesteśmy dla siebie największym zagrożeniem. Musimy udanie rozpocząć rundę wiosenną, uniknąć wpadek na samym początku. I na końcu też. W tym roku nie może powtórzyć się sytuacja z poprzedniego sezonu, kiedy oddaliśmy tytuł przeciwnikom.
Młodzi zawodnicy, którzy dochodzą do pierwszego zespołu, przechodzą chrzest?
– Nie. Sam kiedyś byłem młody i wiem, jak to jest. Ja, jak zaczynałem grać w seniorach, miałem nawet trudniej, bo w drużynie nie było wielu moich rówieśników. Teraz w Legii staram się im pomagać. Pamiętam, jak do drużyny wchodzili Michał Ł»yro i Rafał Wolski – byłem wtedy kapitanem i dbałem, by koledzy z szatni jak najszybciej ich zaakceptowali.
A także wywiad z Kamilem Glikiem.
Twoja droga do Torino miała bardzo dużo zakrętów, rzucało cię od Horadady do trzeciej drużyny Realu Madryt, od Piasta do Palermo. Można się było po drodze zgubić.
– W 2006 r., już po osiągnięciu pełnoletności, dzięki znajomemu nadarzyła się okazja wyjazdu do Hiszpanii. Trafiłem do Horadady, a po roku przeszedłem do Realu Madryt C. Podpisałem juniorski kontrakt, ale szybko zrozumiałem, że jeśli chcę osiągnąć coś więcej, muszę grać na wyższym poziomie. Chciał mnie wtedy tylko Piast. W Gliwicach spędziłem dwa lata, w 2010 r. dostałem propozycję z Palermo. Nie wahałem się ani chwili, choć pierwsze pół roku było bardzo ciężkie. Grałem niewiele, miałem kilka epizodów w Lidze Europejskiej. Po sześciu miesiącach zdecydowałem się odejść na wypożyczenie do Bari, które było ostatnie w tabeli Serie A. Sytuacja była beznadziejna, ale wiedziałem, co robię. Od stycznia do czerwca grałem i krok czy nawet dwa do tyłu opłaciły się. Występy w Bari spowodowały, że dostałem ofertę z Torino. Spędziłem rok w Serie B, w maju ubiegłego roku awansowaliśmy. Od pierwszej do ostatniej kolejki byliśmy w czołowej dwójce, straciliśmy najmniej goli. A ja zdobywałem doświadczenie. Idąc do Torino, skazałem się na II ligę i być może dlatego trener Franciszek Smuda nie wziął mnie na Euro. Dziś gram regularnie w Serie A. Idzie mi nieźle, mniej goli od Torino straciły tylko trzy pierwsze zespoły. Nasz wynik mógłby lepszy, ale sporo bramek dla rywali padło po karnych. We Włoszech jestem coraz bardziej szanowany i doceniany.
Włochy, jak mawiał Leo Beenhakker, to rzeczywiście królestwo obrońców?
– Słyną z dobrej gry defensywnej, świetnych obrońców jest wielu, ale wbrew stereotypom w Serie A pada sporo bramek. Mecze rzadko kończą się bezbramkowymi remisami. Treningi we Włoszech pomogły, jestem teraz lepszym zawodnikiem. Mam mocną pozycję, niedawno zostałem wicekapitanem Torino. W tym sezonie z 23 meczów opuściłem trzy: dwa razy pauzowałem za kartki, raz trener posadził mnie na ławce.
Najtrudniejszy napastnik, przeciwko któremu grałeś?
– Bardzo żałuję, że nie zdążyłem zmierzyć się ze Zlatanem Ibrahimoviciem, który latem odszedł do Paryża. Czekam na kwietniowy mecz z Milanem i spotkanie z Mario Balotellim. Niemal w każdym klubie można spotkać napastnika światowej klasy: Klose, Gilardino, Toni, Cavani, Milito, Cassano, Lamela. Wymieniać można by długo.
SPORT
Były zawodnik HSV Hamburg może trafić do Zabrza.
Do przebywającego na zgrupowaniu w Turcji trenera Adama Nawałki zostały wysłane materiały video oraz CV Mustafy Kucukovicia – byłego gracza HSV Hamburg czy Schalke 04. Kucuković w latach 2004-2006 był zawodnikiem niemieckiego klubu. Wcześniej występował w juniorskich drużynach Schalke 04 i VfL Bochum. Od pół roku napastnik z Bośni (posiadający również obywatelswo niemieckie) pozostaje bez pracy. – Sam zawodnik jest gotów w każdej chwili dolecieć do Turcji na testy – zaznacza menedżer 26- latka, Janusz Oster.
Marcin Brosz o przygotowaniach Piasta.
– Podczas zgrupowania w Hiszpanii nie wygraliśmy żadnego sparingu, ale nie zapominajmy, z kim graliśmy. Były to bardzo dobre zespoły – podkreśla Marcin Brosz. Mimo nie najlepszych wyników, dla trenera „Niebiesko-czerwonych” nie powstał żaden problem. Bo – jego zdaniem – w meczach testowych ważniejszy jest zespół, niż rezultat bramkowy. – Nie wyniki sparingów, a zgrywanie zespołu, wkomponowanie do niego nowych zawodników czy sprawdzenie na innych pozycjach tych, którzy są już z nami od dłuższego czasu – to były istotne czynniki – dodaje Brosz. I jakie obserwacje wobec „starych” piłkarzy poczynił sztab szkoleniowy „Piastunek”? – El Mehdi Sidqy został przekwalifikowany na środkowego obrońcę i wiem, że on podoła temu zadaniu. Już niedługo przekona do siebie kibiców – zaznacza taktyk Piasta. Co z pozostałymi? Podczas sparingów w Alicante wysoką formę prezentowali Pavol Cicman, powracający po kontuzji Rudolf Urban, czy młody Radosław Murawski.
DZIENNIK POLSKI
Wisła doszła do porozumienia ze zbuntowanymi kibicami.
Stowarzyszenie Kibiców Wisły Kraków osiągnęło porozumienie z klubem i zawiesiło swój protest. Oznacza to, że od pierwszego meczu w rundzie wiosennej fani wrócą na trybuny. Rozmowy w tej sprawie trwały od kilkunastu dni, a ostatecznie porozumienie osiągnięto w czwartek późnym wieczorem. Wczoraj natomiast obie strony wydały wspólne oświadczenie. Przypomnijmy, że SKWK protest ogłosiło jesienią. Sytuacja zaogniła się najpierw po meczu z Lechem Poznań, na którym odpalono pokaźną ilość rac. Po tym spotkaniu wojewoda zamknął trybunę północną na jeden mecz. Później przyszło spotkanie ze Śląskiem Wrocław i już wtedy wiadomo było, że dojdzie do protestu, a kibice mieli sporo uwag do działalności klubu w kilku sektorach. W końcu ogłoszono protest, jednocześnie przedstawiając wiele postulatów. Ich spełnienie miało być warunkiem powrotu fanów na trybuny. W grudniu, gdy protest został ogłoszony, liczna grupa kibiców nie przyszła na mecz z Górnikiem Zabrze, i oglądała to spotkanie na telebimie przed stadionem. To był ostatni mecz, jaki Wisła rozegrała w 2012 roku w Krakowie i wszyscy liczyli, że zima przyniesie rozmowy, które doprowadzą do zawieszenia protestu. Do rozmów przystąpiono dopiero wtedy, gdy powiększono zarząd klubu oraz gdy w radzie nadzorczej spółki pojawił się Tadeusz Czerwiński, który miał pomóc w zakończeniu konfliktu. Tak też się stało.
SUPER EXPRESS
Rozmowa z Artjomem Rudniewem.
Jesteś już ponad pół roku w Hamburgu. Jak się czujesz?
– Bardzo dobrze, już się zaaklimatyzowałem, zdobywam gole, więc nie mogę narzekać. A co najważniejsze, są tu ze mną żona Santa i córeczka Arina. W Poznaniu było z tym różnie.
Ale jak słyszę, po polsku mówisz ciągle płynnie. Z niemieckim też dobrze ci idzie?
– O nie! Mam dwie lekcje tygodniowo, ale niemiecki jest dla mnie znacznie trudniejszy. To chyba jedyne moje zmartwienie tutaj.
W sobotę HSV gra z Borussią Dortmund. To będzie starcie dwóch królów strzelców z Poznania: ciebie i Lewandowskiego.
– Rzeczywiście. Lewandowski jest jednak na zupełnie innym etapie kariery, wszyscy go w Niemczech doceniają. Wiem, że on w pierwszym sezonie w Bundeslidze strzelił osiem goli, czyli tyle, ile ja już teraz mam na koncie. Mam wielką ochotę pobić jego osiągnięcie. Najlepiej właśnie w meczu z Borussią.
Jan Tomaszewski o reprezentacji Fornalika.
O ocenę gry poszczególnych piłkarzy w meczu Polska – Irlandia pokusił się na swoim blogu Jan Tomaszewski. Poseł PiS, a niegdyś bramkarz reprezentacji, szczególną uwagę zwrócił na Ludovica Obraniaka, którego nazwał „hamulcowym drużyny”, oraz Jakuba Błaszczykowskiego. Zdaniem Tomaszewskiego to właśnie Obraniak i Błaszczykowski byli najsłabszymi ogniwami drużyny Waldemara Fornalika podczas środowego meczu w Dublinie. – Ludo to hamulcowy. W marcu musimy wygrać z Ukrainą, remis będzie naszą porażką i nie wiem, czy taki hamulec jest nam potrzebny – mówi bez ogródek o piłkarzu Bordeaux Tomaszewski. – Nie podobał mi się też Kuba Błaszczykowski. Facet ciągle gdzieś latał. Na prawo, na lewo, do tyłu. Gdyby grał tak w Borussii od razu wylądowałby u Kloppa na ławie – dodaje.
PRZEGLĄD SPORTOWY
Dobry tekst o Bartoszu Salamonie i Rafale Wolskim.
Po przyjeździe pociągiem do wielkopolskiej Murowanej Gośliny, z której pochodzi Bartosz Salamon, dają do myślenia napisy na blokach pobliskiego osiedla. Wszystkie ostemplowano złowrogim tekstem: „Zakaz gry w piłkę”. Klubik, z którego wyszedł w świat piłkarz AC Milan, mieści się w piwnicy. Siedziba schowana jest za żółtą kratą i kłódką. Trzeba zejść po kilkunastu schodkach. Po wejściu w głowie może zakręcić się od błyszczących pucharów. Upychane są w każde wolne miejsce. Jeśli przybędzie nowych, zdobycze trzeba będzie układać na podłodze. – Od początku jesteśmy w piwnicy. Nie chcieliśmy niczego zmieniać – wyjaśnia prezes klubu Paweł Witkowski.
(…)
Kiedyś w pomieszczeniu leżała kronika z zapisami osiągnięć wszystkich chłopców, w tym Bartka. Ze dwa, trzy lata temu przepadła. Witkowski dzwonił po rodzinach, ale nikt jej nie ma. Przepadła pamięć, ale została pierwsza koszulka Salamona. Biała, z czarnym kołnierzykiem. – Zawsze nosił „ósemkę”. Może, gdy przyjedzie do nas, napisze na niej flamastrem: „W niej zaczynałem” i na Allegro sprzedamy – żartuje prezes.Gdy do rąk bierze fotografie z zagranicznych turniejów, wzdycha: – Nigdy bym nie przypuszczał, że z tej zabawy wypłynie taki chłopak. Kilkunastu chłopaków z Uczniowskiego Klubu Sportowego trafiało po podstawówce lub gimnazjum do juniorów Lecha czy Warty, ale żaden do Milanu! W Murowanej Goślinie słychać, że Salamon zawsze się wyróżniał. Był tak ambitny, że grał mimo bólu. Tak jest do dziś. Nawet otoczony na zdjęciach starszymi kolegami wyróżnia się wzrostem, dziś mierzy 194 cm. Z tego względu przytrafiały się turnieje, gdy rywale żądali sprawdzania jego legitymacji, bo nie wierzyli, że ma tyle lat. Taki był wysoki.
Rozmowa z Janem Urbanem.
Z kim Legia Warszawa ściga się o mistrzostwo? Z niektórych przekazów medialnych wynika, że już z nikim.
– Znam te opinie, ale według mnie ściga się wciąż z całą czołówką. Z jednej strony atakuje nas Lech, który ma tylko cztery punkty straty. Sam sobie liczę, że Śląsk też ma 4 punkty straty, a nie 7. Ich celem jest doprowadzenie do takiej sytuacji, by w ostatniej kolejce, kiedy przyjeżdżają na Łazienkowską, grać z nami o wszystko…
Jednym słowem: widzi pan rywali?
– To brak szacunku dla innych zespołów, gdy się pisze, że Legia Warszawa nie ma z kim walczyć. Oczywiście, mamy największy potencjał, najlepszych rezerwowych w kraju, ale z drugiej strony największą presję, co może odbić się wiosną na postawie naszych młodych zawodników, którzy do rundy przystąpią już jako piłkarze znani a nie anonimowi. Jesteśmy faworytem, jesteśmy w najlepszej sytuacji wyjściowej przed rundą rewanżową, ale w naszej lidze wydarzyło się już tak wiele zaskakujących rzeczy, że lepiej dmuchać na zimne. Wiemy, ile dla nas znaczą Danijel Ljuboja i Miro Radović. Gdyby któryś z nich doznał kontuzji, mielibyśmy problem. Chciałbym, żeby Radović po raz pierwszy chyba, od kiedy jest w Legii, zagrał cały sezon na wysokim poziomie. Z reguły wiosnę miał znacznie słabszą.
Ale zgadza się pan, że Legia Warszawa może się okazać swoim najgroźniejszym rywalem?
– Oczywiście. W Legii Warszawa od lat rokrocznie zdarza się coś, co staje na drodze do tytułu. W zeszłym sezonie drużyna, zwłaszcza po wygranym z Ruchem finale Pucharu Polski, uwierzyła, że mistrzostwo jest już faktem. I że nie ma już konkurenta. Zresztą, nie wiem, czy zbyt szybko uwierzyli, czy po prostu nie wytrzymali tej presji.
I jeszcze na koniec tekst o pieniądzach za transfer Piecha.
Turecki Sivasspor Kulubu zapłacił za Arkadiusza Piecha 400 tysięcy euro. Jak się okazuje, tylko połowa tej sumy trafiła na konto klubu z ulicy Cichej. Przy sprzedaży reprezentacyjnego napastnika do Turcji – jak udało nam się dowiedzieć nieoficjalnie – pośredniczyło aż dwóch menedżerów. Każdy z nich otrzymał prowizję. Nie było to zwyczajowe 10 procent. Można przyjąć, że każdy z nich wziął po około 50 tysięcy euro. 100 tysięcy otrzymał zawodnik. Taką sumę obiecali Piechowi działacze Ruchu, którzy w ten sposób chcieli go nagrodzić za dobre występy i bramki strzelane dla zespołu z ul. Cichej. Wiemy też, że Niebiescy – już po zakończeniu rozmów – zapowiedzieli Turkom, że zawodnik nie wsiądzie do samolotu, dopóki pieniądze nie zostaną przelane na konto chorzowian. Sivasspor spełnił żądania i Piech pojechał do Turcji.