W środę 1:4, w poniedziałek 4:0. Witamy w ekstraklasie

redakcja

Autor:redakcja

18 grudnia 2017, 20:39 • 3 min czytania

W środę 1:4, w poniedziałek 4:0. Witamy w ekstraklasie

Górnik Zabrze jest niewątpliwie rewelacją tej rundy, ale też niewątpliwie wielu obserwatorów ekstraklasy zadawało sobie pytanie, kiedy ekipa Brosza spuchnie. Później ta zagadka ewoluowała, zamiast „kiedy”, w zdaniu pojawiało się „czy”, przecież zabrzanie pasować nie chcieli, regularnie kosili krajową konkurencję. Jednak w grudniu jakby coś się zacięło – jeszcze Wisła została pokonana, ale Lechia zmusiła Górnika do podziału punktów, a Arka wzięła dla siebie cały łup. Dwie porażki z rzędu? To się jeszcze Górnikowi nie zdarzyło i porażka z Cracovią byłaby znakiem, że paliwa zaczęło brakować, tym bardziej że przecież zabrzanie u siebie jeszcze nie przegrali. I cóż, kontrolka na desce rozdzielczej ekipy Brosza chyba się świeci, gdyż Cracovia zabiera do domu komplet oczek.

Reklama

Szczerze mówiąc, byliśmy zaskoczeni postawą przyjezdnych, bo chwilkę temu dostali po głowię od Wisły, a tutaj zaczęli mecz, jakby nic się nie stało. Wysoko, odważnie, bez kunktatorstwa i błagania o bezbramkowy remis. Co prawda nie przynosiło to przez pewien czas specjalnie groźnych sytuacji pod bramką Loski, bo za taką trudno uznać niecelne uderzenie Hernandeza, ale pozwalało ekipie Probierza z optymizmem spoglądać w przyszłość tego meczu. To się potwierdziło w 28. minucie – Piątek uderzył, Loska odbił ten strzał dobrze, zgodnie z fachem do boku, ale zabrakło asekuracji (zaspał Kurzawa) i piłkę na pustaka dobił Fink. Chwilę później obrona gospodarzy znów się pogubiła, poszła wrzutka ze stałego fragmentu, Karwot główkował tak, jakby był snajperem Cracovii i zmusił Loskę do drugiej kapitulacji.

Górnik dzisiaj nie przekonywał. Wciąż był mocny przy stałych fragmentach, strzał Kądziora został szczęśliwie zablokowany, zgranie Suareza o mały figiel nie dotarło do napastników, raz Wilk musiał interweniować, ale właśnie, ten jeden koń nie był w stanie zawieźć gospodarzy do zwycięstwa. Brakowało akcji z gry, prostopadłych podań Kurzawy do Angulo i Wolsztyńskiego, aktywnego Kądziora z boku boiska. Co bowiem zapamiętamy z ofensywnej gry Górnika, gdy zapomnieć o wrzutkach ze stojącej piłki? Głównie pudło Matuszka z trzech metrów i tyle.

Reklama

Cracovia w drugiej połowie się wycofała, chciała dowieźć to 2:0 do końca i pozwoliła Górnikowi główkować nad wyrównaniem. Gdyby więc zatrzymać mecz w – załóżmy – 75. minucie i powiedzieć przyjezdnym, że swoje prowadzenie podwoją, pewnie sami by w to nie uwierzyli. A jednak – najpierw Wieteska nabił wślizgiem Hernandeza i piłka zaskoczyła Loskę, potem Suarez sprokurował rzut wolny, wyleciał z boiska za drugą żółtą kartkę, natomiast „Pasy” po ładnej kombinacji ustaliły wynik meczu na 4:0.

To jest jednak ekstraklasa – Cracovia po porażce 1:4 jedzie do Górnika, który u siebie jeszcze nie przegrał i wygrywa czwórką. To może być jednak też odpowiedź o przyszłość zabrzan w rundzie wiosennej, bo gdy dziś brakowało Wolniewicza i Koja, było ciężko, machina te ubytki odczuła. Co się więc stanie, gdyby Górnikowi zabrać zimą jeszcze ważniejsze ogniwa?

[event_results 389403]

Fot. FotoPyk

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama