Zgłaszają się kolejni kandydaci na prezesa PZPN, jednak wszyscy oni nie mają najmniejszego znaczenia. Dopóki chęci kandydowania nie ogłosi Zbigniew Boniek, można ze stuprocentową pewnością zakładać, że Grzegorz Lato zostanie na najbliższą kadencję. Z tego co nam wiadomo, sprawa z Bońkiem nie jest jeszcze jasna, facet się waha i może się wahać tak długo, jak długo środowisko nie wyjdzie z jasnym przekazem: chcemy ciebie. Zdaje się, że prowadzenie kampanii wyborczej i jeżdżenie po Polsce, żeby działaczom lokalnych klubów rozdawać obrusy, sztućce i zestawy łazienkowe, nie jest w jego stylu.
Kosecki, Czarnecki, Jagodziński i Masiota. Te nazwiska na razie oznaczają tylko i wyłącznie trochę wyborczego folkloru, bo nie realną walkę o władzę. „Kosa” – fajny chłop – startować już miał w poprzednich wyborach, ale jak przyszło co do czego to w ostatniej chwili się wycofał. Nie ma on żadnych szans na pokonanie Laty, zapewne sam o tym wie, bo już coś wspomina o „koalicjach”, co oznacza, że chętnie znowu odda walkowera. Zgadujemy, że dla Koseckiego – jak i dla Czarneckiego, człowieka z kosmosu – najważniejsza jest kampania. Kandydując na prezesa, gwarantuje sobie stałą obecność w mediach, i to obecność pozytywną (każdy, kto walczy z Latą, jest odbierany pozytywnie), a to dla polityka wartość niesamowita.
Nie to, że mamy coś przeciwko Koseckiemu, bo absolutnie nie mamy, ale on po prostu NIE WYGRA. Koniec, kropka. Jedyne, co może wygrać, to kilka procent głosów, ale w wyborach parlamentarnych.
O Czarneckim i Jagodzińskim szkoda gadać – bo szkoda naszego czasu na pisanie, a waszego na czytanie. Pozostaje jeszcze Masiota, o którym słychać, że „zgromadził 250 tysięcy złotych na kampanię”. Biorąc pod uwagę sposób wyboru prezesa, nie wiemy, na czym ta kampania mogłaby polegać, bo przecież nie na rozklejaniu plakatów. Jedyne co nam przychodzi do głowy, to kupowanie głosów, a o to Masiotę – prawnika – nie podejrzewamy. W każdym razie i Masiota szanse na sukces ma mniej więcej takie, jak Marcin Plichta na tekę ministra skarbu. Problem z Masiotą polega na tym, że nawet działacze, którzy chcą zmian (bo wbrew pozorom takich nie brakuje) na widok właśnie jego dostają z nerwów wysypki. Przez ostatnie lata jak tylko stawał przed kamerami, to robił z członków zarządu durniów, a środowisko jest pamiętliwe.
Na dziś prezesem jest więc Lato i na dziś będzie on nim także po październikowych wyborach. Jak się sytuacja zmieni, tzn. jak Boniek podejmie ostateczną decyzję, będzie o czym rozmawiać.
Zabawnie bywa też w wyborach na niższym szczeblu. Pamiętacie Adama Olkowicza? Jeszcze niedawno chciał kandydować na prezesa PZPN i prosiłâ€¦ Surkisa o wsparcie, lecz ukraiński oligarcha chłopa wyśmiał. Teraz Olkowicz będzie miał problem, żeby w ogóle na zjazd się dostać. W Lubelskim Związku Piłki Nożnej pomagał w kampanii Zbigniewowi Bartnikowi, ten po zwycięstwie, w ramach rewanżu, miał zgłosić jego kandydaturę do zarządu. No i z obietnicy się wywiązał, zgłosił, tylko później przeszedł się po sali i po cichu prosił, żeby na Olkowicza nie głosować. W efekcie Olkowicz przepadł i teraz jeśli miałby dostać się na zjazd, to raczej tylnymi drzwiami, np. w przebraniu kelnera.
Może i dobrze, przynajmniej nie będzie do nikogo krzyczał „wypierdalaj!!!”, jak przed meczem Włochy – Niemcy, w loży VIP.