Nie będzie chyba przesadą, gdy stwierdzimy, że Pavel Kuka to jeden z najlepszych napastników w Europie z połowy lat 90. Ze swoimi kolegami awansował do finału Euro 96, strzelając po drodze piękną bramkę Rosjanom. Dziewięć lat grał w Slavii Praga, a sześć w Niemczech, gdzie zresztą strzelił 64 gole. W 1998 roku Bundesligę nawet wygrał, w barwach Kaiserslautern. Z Kuką rozmawiamy o losowaniu, obecnej kadrze Czech i czeskich menedżerach.
Co pan czuł, gdy w Kijowie kolejno wyciągane były karteczki z napisami: Czech Republic, Greece i Russia?
Radość. I cieszę się wciąż, bo nie będę ukrywał, że nasza grupa jest zdecydowanie najłatwiejsza. Wszyscy, którzy w niej są, mogą z losowania być bardzo zadowoleni. Co więcej, ja nawet w historii ostatnich wielkich turniejów nie przypominam sobie tak łatwej grupy.
Kto jest faworytem?
Pierwsza powinna być Polska. I mówię to szczerze. Nie dlatego, że akurat z tego kraju pan dzwoni. Wiem, że wasi piłkarze są często krytykowani, że w mediach im się dostaje, ale uważam też, że macie naprawdę dość duży potencjał. Czemu pan się śmieje?
Co innego mnie rozbawiło, proszę mówić dalej…
Poza tym gracie u siebie, a to naprawdę duży handicap. Ściany pomagają.
Kojarzy pan któregoś z polskich piłkarzy?
W latach 90. z kilkoma spotykałem się w Bundeslidze. Kojarzę też kilku, którzy grają dzisiaj.
Poproszę nazwiska…
Yyyy… hmmm. Akurat jakoś wypadli mi z głowy (śmiech)
Dobrze, czyli Polska wygrywa grupę. A kto będzie drugi?
Czesi, głęboko w to wierzę, choć z Rosjanami nie będzie nam tak łatwo. Sadzę, że najsłabsi mogą okazać się Grecy…
Ale przecież Czesi wyślą do Polski najsłabszą reprezentację spośród tych, które weszły na Euro. I mówi to wasz kapitan – Tomas Rosicky.
Nie zgadzam się z nim. Ta drużyna ma naprawdę dobrych piłkarzy, o których już niedługo może mówić się tyle co o Nedvedzie, Smicerze, Bejblu. Piłkarzy mamy naprawdę dobrych i o żadnym kryzysie nie powinno się mówić. Natomiast faktem jest, że ci zawodnicy w eliminacjach bardzo zawodzili i mój kolega Radek Drulak miał trochę racji, choć mógł wyrazić to ładniej. Ale już w barażu z Czarnogórą pokazaliśmy klasę. Czesi to zawsze był zespół mocny psychicznie, mobilizujący się w trudnych momentach.
I właśnie to pozwoliło wam zostać w 1996 roku wicemistrzami Europy?
Wtedy sytuacja była zupełnie inna. Przede wszystkim losowanie wydawało się beznadziejne. Wszyscy mówili, że z Niemcami i Włochami nie mamy, żadnych szans, a sukcesem będzie wyprzedzenie Rosjan. Tymczasem to właśnie Rosja strzeliła nam najwięcej goli, a Włochów odprawiliśmy z kwitkiem. A oni byli wtedy wicemistrzami świata.
Gra bez presji wam pomagała?
Oczywiście, że tak. Przed każdym meczem mówiliśmy sobie, że oni muszą, a my możemy. Jak jeden z nas siedział zestresowany w szatni podchodziło się do niego i tłumaczyło, że nic strasznego się nie stanie, jeśli przegramy. A w razie zwycięstwa będziemy pisać piękną historię. I napisaliśmy.
Wyobraża pan sobie taką scenę: wracacie do Czech ze srebrnymi medalami, wysiadacie z samolotu w Pradze w pomiętych garniturach, formujecie okrąg i wspólnie śpiewacie, że jeden z krytycznych wobec was dziennikarzy nie ma „curaka”?
Nie, nie wyobrażam sobie. Ale wiem, do czego pan zmierza. Chcę powiedzieć, że ja chłopakom współczuję. Zapomnieli się, trochę za dużo wybili, ich zachowanie było niegodne reprezentantów. Tylko, że oni już przeprosili i zapłacili karę, która mała nie była. Zresztą my w 1996 roku też nie byliśmy święci. To przecież nie zawsze jest tak, że drużyna, która bawi się, pije i imprezuje, na boisku jest do niczego. A często jest w ogóle na odwrót.
Michal Bilek to odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu?
Na razie tak na dobrą sprawę nie ma żadnych podstaw, by go wychwalać. Ale spokojnie, poczekajmy na Euro. Ten turniej go zweryfikuje.
Po zakończeniu kariery był pan krótko trenerem, potem agentem piłkarskim. Teraz już chyba pan tego nie robi…
Nie, już nie. Teraz prowadzę fundację, dotyczącą byłych piłkarzy.
W Polsce piłkarscy agenci mają fatalną opinię. Mówi się, że myślą tylko o własnym zysku, lecą na kasę i psują zarówno rynek, jak i pojedynczych piłkarzy. A jak jest w Czechach?
Szczerze mówiąc, podobnie. Ale ja myślę, że to jest zjawisko dużo szersze, powszechne. Przecież wszystkie takie negatywne odczucia, jak zawiść czy szukanie na siłę afer obecne są też w popkulturze, dotyczą piosenkarzy, aktorów. Więc menedżerowie nie są tutaj wyjątkiem.
Ale jednak muszą mieć jakieś cechy szczególne?
Jasne, że tak. Każdy musi być trochę takim cwaniakiem, trochę naginać normy. Bo to w sposób naturalny należy do ich profesji.
Rozmawiał JAKUB RADOMSKI
W tłumaczeniu pomagała Ewelina Klata