Reprezentacja Włoch przeprowadziła test – czy da się wygrać mecz, nie zginając nóg w kolanach? Da się. Przy większym farcie – nawet wysoko. Ograli drużynę PZPN na stojaka, a żeby związkowcy nawiązali poważną walkę, goście z Italii pewnie musieliby się położyć – czego nie zrobili, bo za zimno. W ciszy meczowi przyglądała się publiczność, w dawnych czasach nazywana „dwunastym zawodnikiem”. Ale wiadomo: „Trenerze, dwunasty zawodnik? Nie, to biedronka”. Podoba nam się wymowa tej reklamy, trafia w dziesiątkę, gdy z trybun słychać co najwyżej lekki szmerek. Dwunastego zawodnika zespół PZPN nie ma na pewno.
Senna atmosfera uśpiła między innymi Wojciecha Szczęsnego, któremu Mario Balotelli chciał podać piłkę, ale Wojtuś się w tym czasie był myślami gdzieś daleko (analizował, czy już jest legendą, czy dopiero będzie) i niespodziewanie padł gol. Był to gol mocno francuski, bo piłkę wcześniej stracił Ludovic Obraniak, a Balotelliemu w swoim stylu – czyli pasywnie i z dystansu – przyglądał się Damien Perquis, nawet nie podejmując próby interwencji. Bramka na 2:0 to oczywisty spalony, ale też specjalność zakładu o nazwie „Jakub Wawrzyniak na lewej obronie”. Legioniście zawsze wszyscy uciekają dokładnie tak samo, niezależnie czy to liga, europejskie puchary, czy kadra. Jak na pewno widzieliście, PZPN mógł zdobyć honorową bramkę, ale Jakub Błaszczykowski strzelił, jak strzelił.
Co nam się jeszcze rzuciło w oczy…
Po pierwsze – szczęście w nieszczęściu, że PZPN jest organizacją tak nieudolną, że nawet akcja mordowania orzełka nie została przeprowadzona poprawnie, dzięki czemu godło państwowe widoczne było między innymi na kurtkach (Smuda, Zieliński) czy też na koszulkach chłopców, którzy wyprowadzali piłkarzy na boisko. W ogóle ze sprzętem w kadrze musi być bardzo krucho, prawie jak w trzeciej lidze. Kadrowicze nie dysponowali nawet kompletem strojów z długim rękawem, więc musieli coś zakładać pod koszulkę z krótkim rękawem (w przeciwieństwie do Włochów). Prawdopodobnie zaprojektowanie długiego rękawa zajmie firmie Nike 26 miesięcy, więc na Euro 2012 nie ma szans się wyrobić – ale to będzie czerwiec, więc spoko. Jest też możliwe, że doszycie rękawów wymuszałoby przemielenia jeszcze pięciu pustych butelek, a w PZPN butelek zabrakło. Ale to mało prawdopodobne, odrzucamy.
Po drugie – „Były kontrowersje wokół nowych strojów kadry, ale to nie czas i miejsce, by o tym mówić”. To oczywiście cytat z Dariusza Szpakowskiego, który uznał, że pierwszy mecz bez godła, rozgrywany akurat w dniu Święta Niepodległości, to nie jest CZAS i MIEJSCE by o tym mówić. Zapewne lepszy czas będzie w sierpniu 2067 roku, a lepsze miejsce – doki rybackie w San Francisco. Publiczność miała trochę inne zdanie, raz na jakiś czas skandując: „Gdzie jest orzeł?”. Co ciekawe, „Gdzie jest orzeł” to chyba hasło zakazane, stąd ciągłe interwencje spikera.
Po trzecie – poraża nas hasło promocyjne Nike: „Mówią, że nie mamy przyszłości”. Ktoś łebski musiał nad tym myśleć 18 miesięcy. To prawie tak samo celne jak biedronkowe: „Błaszczykowski, sam nie wygrasz!”. W reklamach da się wyczuć rękę samego Nostradamusa.
Po czwarte – PZPN jest nieudolny także w sprawie akredytacji, ponieważ żadnej nam nie przyznał, ale w celu zagrania Olejkowskiej na nosie na konferencję postanowiliśmy jednak wejść i oczywiście weszliśmy (w końcu nazwa Weszło zobowiązuje). Jak Weszło weszło? – musiała się głowić Olejkowska, więc szczerze jej odpowiadamy: Weszło wchodzi drzwiami i wychodzi drzwiami, zawsze tymi, które sobie wybierze. Franiu jak usłyszał, że pytanie zadaje mu Tomek Kwaśniak z Weszło to minę niewesołą, a potem zdobył się na bardzo błyskotliwą odpowiedź. Uwaga: – PAN NIE ROZUMIE, CO JA MÓWIĘ, DLATEGO WY MACIE TÄ„ TAKÄ„ WESZŁO. Trudno selekcjonerowi odmówić racji.
Po piąte – Perquis zagrał do tej pory cztery mecze w reprezentacji, ale trzech nie zdołał dokończyć. Strasznie kruchego zdrowia ten stoper z odzysku.
Po szóste – przez całą drugą połowę komentatorzy żałowali niewykorzystanych sytuacji z pierwszej części gry. Ciekawe, ilu osobom cisnęło się na usta pytanie: – Jakich sytuacji?