Dopiero co przeszedł kolejną kontuzję, znów musi odpocząć od piłki. – Synowi potrzebny jest spokój. Chce odciąć się od całego zamieszania – przekonuje ojciec piłkarza. Ale nie… Obok Arjena Robbena przejść obojętnie po prostu nie można.
Kilka dni temu medialną burzę rozpętał Bert van Maarwijk. Był wściekły, że Bayern na zgrupowanie kadry wysłał piłkarza z urazem. Ł»e kontuzja pachwiny u Robbena ani na chwilę nie stała się przeszłością. Winą obarcza pracodawcę, a zachowanie Niemców nazywa brakiem jakiejkolwiek odpowiedzialności.
W Bawarii reagują spokojnie, nie zamierzają się odgryzać. Sam zainteresowany też głosu w sprawie nie zabiera. Dla niego to w sumie sytuacja normalna – uraz się odnowił, kolejny rozbrat z piłką. Norma. Ale od mediów odciął się niedawno. Założył sobie, że nie będzie udzielał żadnych wywiadów. Ani dziennikarzom, których nie zna nawet z nazwiska, ani tym, z którymi się przyjaźni. Koniec i kropka.
Po ostatnim meczu z Hoffenheim jako pierwszy ruszył do szatni, szybko wskoczył pod prysznic i natychmiast poszedł do samochodu, ignorując wszystkich. Nie ma w tym jednak nic dziwnego, bo dla Robbena w Bawarii nadeszły ciężkie czasy. Pokazał to choćby mecz z Manchesterem City w Lidze Mistrzów, kiedy na boisko wszedł w ostatniej minucie gry. Nieważne, że był świeżo po kontuzji. Takich numerów nie robi się zawodnikowi tego formatu.
– Wiem, że Arjen jest zły, niezadowolony. Na jego miejscu też bym był. Musi mnie jednak spróbować zrozumieć, każdy trener ma swoje zasady. Mam robić to, co uznaję za najlepsze dla zespołu – bronił się Jupp Heynckes, trener Bayernu. Szło mu średnio, bo po Robbenie widać było, że jest wściekły, że nie umie pogodzić się z sytuacją. Walter M. Straten, dziennikarz Bilda, niedawno napisał, że Bayern ma dwa siedzące problemy – Breno siedzącego w areszcie i Robbena siedzącego na ławce.
Takie zdjęcie zrobiono Arjenowi i będącej w ciąży żonie Bernadette podczas Oktoberfest. W jednej z gazet pojawił się tytuł: „Tylko na Oktoberfest Robbenowi jest do śmiechu”. W przeciwieństwie do Marcina Burkhardta, holenderski skrzydłowy na boisku ostatnio się nie uśmiechał. I dobrze, bo nie ma powodów. Z Hoffenheim przy piłce był 19 razy, nie wygrał żadnego indywidualnego pojedynku, oddał tylko jeden strzał. W ciągu 45 minut. W tym czasie przebiegł też 4,92 km i był jednym z najszybszych piłkarzy na boisku. Ale nie, co mogłoby wydawać się oczywiste, najszybszym – lepszy był Thomas Mueller. To, jak po murawie biegał Robben, pokazuje ilustracja, której nie powstydziłby się sam Jacek Gmoch:
Takiego Robbena, jak ostatnio nikt oglądać nie chce. Sfrustrowany, poirytowany, zupełnie bez formy. Ale kiedy jest zdrowy… – Wtedy gra na najwyższym poziomie. Jak Leo Messi czy Cristiano Ronaldo. Muszą go tylko omijać kontuzje – uważa Ivica Olić. Sęk jednak w tym, że Robben na urazy wpada po prostu co chwila. A to plecy, a to pachwina, zawsze coś. Potwierdzają to liczby – Holender w tym sezonie w Bundeslidze rozegrał 213 minut.
PIOTR TOMASIK
JEŚLI CHCESZ NAPISAĆ SWÓJ TEKST O LIDZE ZAGRANICZNEJ, WYŚLIJ MAILA. DLA NAJLEPSZYCH NAGRODY PIENIÄ˜Ł»NE!
[email protected]
[email protected]
[email protected]
[email protected]

