Cracovia jak dzieci we mgle

redakcja

Autor:redakcja

01 kwietnia 2017, 20:55 • 3 min czytania

Cracovia jak dzieci we mgle

Najpierw 0:3 z Koroną, teraz 1:4 z Wisłą Płock. Dwa kolejne starcia, w których Cracovia położyła się na boisku, a potem czekała grzecznie, aż rywal zrobi co będzie chciał. Nawet nie zaśmierdziało remisem, nawet nie zaśmierdziało podjęciem walki. Dla Cracovii to szósty mecz bez zwycięstwa z rzędu, a w obliczu plagi kontuzji i formy godnej reprezentacji ciechocińskich kuracjuszy, coraz poważniej na horyzoncie majaczy widmo spadku z Ekstraklasy.

Reklama

Perspektywa nie do pomyślenia przed startem sezonu, ale po takim widowiskowym oklepie? Dlaczego nie? Przecież defensywa „Pasów” urwała się z kasety z „Futbolowymi jajami”. Dzisiaj wyglądali, jakby mieli premie za asysty do napastników Wisły. Przed nimi ślamazarni, totalnie wywabieni z kreatywności koledzy, z których jeden Steblecki robił co mógł, ale poza nim – kaplica. Kuriozalna była zmiana Cetnarskiego na Mihalika: kuriozalna w tym sensie, że beznadziejny Cetnarski, który nie potrafił raz zagrać dokładnie, irytował złymi decyzjami i wywracaniem się, został zastąpiony przez zawodnika, który nie potrafił raz zagrać dokładnie, irytował złymi decyzjami i wywracaniem się. To nie była zmiana, a jakiś cholerny Matrix.

Co w takiej sytuacji mieli robić gospodarze, chyba sami zaskoczeni, z jakimi ogórami przyszło im dzisiaj grać? Robili swoje, czyli strzelali bramki. Zaczął Kriwiec, który wykorzystał wielbłądy stoperów i przytomnie strzelił obok Sandomierskiego, który więcej razy dziś wyjmował piłkę z siatki, niż ją odbijał czy chwytał. Jeszcze na tę bramkę Steblecki odpowiedział kapitalną bombą z dystansu, ale po trzech minutach znowu do głosu doszła Wisła. A raczej do głosu doszedł Tomasz Kwiatkowski, bo karnego na pewno nie było. W najlepszym wypadku – jeśli Deleu w ogóle faulował – rzut wolny:

Reklama

C8VwYgnXgAAjGs0

Tak, to błąd arbitra dał Wiśle prowadzenie, ale wkrótce było już 3:1. Kun objechał Deleu tak, jakby ten drugi miał betonowe buty, potem wyłożył do Piątkowskiego. Polczak kryje boczną siatkę, Wołąkiewicz na grzybach – scenariusz, który powtórzy się nie raz, 3:1. Wisła złapała taki luz, że Kriwiec spróbował np. uderzenia z czterdziestu metrów. Trafił w poprzeczkę.

Po przerwie gospodarze zwolnili tempo natarcia skupiając się na tyłach. I co tu kryć – Cracovia nie mogła zrobić sztycha. Może kąśliwie uderzył Kanach po wrzutce Brzyskiego, może jedną przypadkową sytuację miał Vestenicky, ale generalnie w wyjątkowo toporny sposób walili głową w mur. Obrona Pasów kilka razy pokazała jeszcze swoje firmowe zagrania, w rezultacie Furman miał sam na sam, wynik w końcówce podwyższył z bliska Piątkowski.

4:1 to najniższy wymiar kary dla Cracovii. Drużyna wygląda dramatycznie. Dzisiaj – różnica klas, choć grali z zespołem, który przecież jesienią potrafili ograć. Teraz nawet się o to nie otarli. Cracovia sprawiła, że obrona Wisły wyglądała jak wyrwana ze skrótów AC Milan początku lat dziewięćdziesiątych, w pomocy każdy zdawał się ligowym kozakiem, a Piątkowski przypomniał sobie najlepsze czasy.Gdzie w Cracovii jakość? Niestety dla nich, na L4.

Płocczanie natomiast dali jasny, czytelny sygnał: gramy o pierwszą ósemkę. Wyjazd do Lublina, podjęcie Lecha i wizyta w Gdyni to nie autostrada do grupy mistrzowskiej, ale w Ekstraklasie nie ma już łatwych terminarzy. Takich, co mogą wyjść na bosaka i pokopać na kacu, a mimo to coś ugrać, po prostu już nie ma.

wisla

Fot. FotoPyK

Najnowsze

La Liga

Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski

Jakub Radomski
11
Barcelona drżała do końca, ale ma półfinał! Słaby Lewandowski
Reklama

Weszło

Reklama
Reklama