Jacek Gmoch: słaby bije mocnego, ale nie za często, bo też byłby mocny:)

redakcja

Autor:redakcja

16 maja 2009, 01:46 • 3 min czytania

Reklama

„Polska”: Na trzy kolejki przed zakończeniem rozgrywek ligi mnożą się zagadki: kto wygra, kto spadnie? Odpowiedź jest prosta. Zwycięża w piłce ten, komu najbardziej pali się pod nogami. Wisła Kraków, Lech Poznań czy Legia Warszawa? Teoretycznie każda z tych drużyn ma szansę. Dzieli je tylko jeden mały punkcik z aż dziewięciu, które pozostają do zdobycia.
W dodatku grają mecze z zespołami dużo słabszymi. Lech z Lechią, Polonią Warszawa i Cracovią. Legia z Polonią Bytom, Śląskiem i Ruchem. Zaś Wisła z ŁKS, Lechią i Śląskiem. Spacerek? Otóż, brrr, niekoniecznie.

Reklama

– Finisz ligi, zresztą praktycznie każdej, pokazuje, że zespoły uznawane za słabsze wygrywają z mocniejszymi. Wkładają bowiem w grę więcej serca, a determinacja niweluje różnice w poziomie wyszkolenia. To zresztą widać było w meczach Wisły, Lecha i Legii na przykład z Piastem Gliwice – mówi „Polsce The Times” Jarosław Kołakowski, czołowy polski menedżer. – Nie wolno zatem dopisywać nikomu punktów przed meczem, ponieważ taka arytmetyka nigdy się nie sprawdza. Każdy z kandydatów na mistrza może stracić punkty wszędzie. Gdybym miał jednak typować faworyta, to jest nim Wisła. Bo ona ma i klasę piłkarską, podobnie zresztą jak Legia z Lechem, ale ma i tę waleczność, co spadkowicze. فączy najlepsze cechy. No a Legia? Sorry, spójrzmy na dreptanie Rogera – dodaje Kołakowski.

Finisz ligi jest ciekawym pretekstem do rozważań. Ale o czym? O składzie? O taktyce? Nie, bynajmniej. O psychice! – Bo mecze piłkarskie rozstrzygają się trochę w nogach, ale o wiele bardziej w głowach – wyjaśnia nam były selekcjoner reprezentacji Polski Jacek Gmoch.

– Determinacja niweluje różnice między wyszkoleniem zawodników. To widzi każdy – dodaje trener. – Słaby napina muskuły i bije mocnego. Ale gdyby to było takie proste, to przecież biłby go raz za razem, no więc nie byłby słaby! Tylko mocny! Absurd?

Problem w tym, że determinacji nie wyzwala się na zawołanie – kontynuuje Gmoch.- Człowiek tylko wtedy wydobywa z siebie wszystkie siły, nawet więcej, niżby samego siebie podejrzewał, gdy jest w sytuacji stresu. Gdy znajduje się na krawędzi, gdy stoi niemal nad przepaścią! Wtedy włączają się instynkty przetrwania, takie pierwotne zachowania i uruchamiają niewyobrażalne wprost rezerwy: sił, pomysłów, wszystkiego, co jest niezbędne do przeżycia. I dlatego właśnie, najczęściej, słabi leją mocnych. Niestety, taka motywacja działa na krótką metę, to po pierwsze. I nie u każdego – to po drugie. I nie za pieniądze – to po trzecie.

Reklama

Jacek Gmoch nie bez powodu uchodzi za alchemika futbolu. Ale nawet on wystrzega się spekulacji, kto wygra polską ligę. Być może nie do końca wie, kto – psychicznie – znajduje się właśnie na krawędzi i musi wygrać. Musi. Ł»eby przetrwać.

Kołakowski to wie. Wygra Wisła. Bo oprócz klasy ma też determinację, którą Legia z Lechem gdzieś ostatnio pogubiły.

Dlaczego? Tu wróćmy jeszcze na chwilę do Gmocha. – Bo stres nie na każdego działa mobilizująco. Niektórzy, ba, większość nawet reaguje ucieczką! I dlatego czasem wielkie piłkarskie gwiazdy na piłkarskim boisku wypadają tak blado. Nawet Messi.

Ale gdy przychodzi mecz o naprawdę wielką stawkę i albo zostaniemy skopani, albo musimy odpłacić pięknym za nadobne i wejść w rywala jeszcze mocniej, wtedy dopiero wychodzą na pierwszy plan charaktery. Te charaktery wygrywają. Mentalność. I dlatego Messi jest wielki.
Kto wygra polską ligę? – Sekret nie tkwi w nogach – mówi Gmoch. – Wisła – przekonuje Kołakowski.
Za trzy kolejki przekonamy się sami. Co siedzi w głowach piłkarzy Wisły, Lecha lub Legii.

Reklama

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Ameyaw się pożegnał. „Wiele rzeczy pozostaje dla mnie niezrozumiałych”

Jan Broda
12
Ameyaw się pożegnał. „Wiele rzeczy pozostaje dla mnie niezrozumiałych”

Weszło

Reklama