Za co Smuda szanuje Beenhakkera? Głównie za to, że nas wydoił!

redakcja

Autor:redakcja

10 października 2008, 14:37 • 6 min czytania

Reklama
Za co Smuda szanuje Beenhakkera? Głównie za to, że nas wydoił!

Za co Franciszek Smuda szanuje Leo Beenhakkera? Jest jedna taka rzecz – za zarobki. – Nie chcę krytykować Leo, mówię to jako kibic, który miał też jakieś oczekiwania, gdy Leo przyjechał do Polski. Okazało się, że zbawicielem nie jest. Ale jedną rzecz zrobił super. Naprawdę super i za to niesamowicie go szanuję. Dla kolejnych trenerów reprezentacji Polski załatwił świetne zarobki. Następna Beenhakkera będzie wiedział, że pracuje za konkretne pieniądze – mówi „Franz”. Czyżby już się cieszył na swój następny kontrakt i liczył, ile to może dostać?
Dziś w „Magazynie Sportowym” bardzo fajny wywiad z Franciszkiem Smudą. Z oddechem, nieszablonowy, widać że autor posiedział ze szkoleniowcem Lecha kilka godzin i potrafił do niego dotrzeć. Franek mówi dużo, także na tematy, na które wcześniej nie zabierał głosu. Wynotowaliśmy kilka fragmentów…

– W rodzinnym domu w Lubomii ojciec niesamowicie dbał o dyscyplinę, moją i rodzeństwa, czyli brata i dwóch sióstr. Pamiętam doskonale, a przecież mam sześćdziesiątkę na karku, jak zapierniczyłem komuś zabawkę. Dostałem tęgie lanie. Tęgie to złe słowo. No, to było straszne bicie. Ojciec powtarzał, że jeżeli komuś coś się ukradnie, kogoś oszuka, to wejdzie w nawyk. Nie było więc obaw, że wejdzie mi w krew oszukaństwo, bo czekało mnie takie lanie, że można było zemrzeć. Różne rzeczy mogą o mnie gadać, ale nie to, że jestem nieuczciwy. Wiem, wiem, teraz niemodnie i niepolitycznie jest mówić o biciu dzieci. Ale ja nie żałuję, że dostawałem. Jestem ojcu za to wdzięczny. Zmarł dość młodo, ale zdążył nas wychować.

Reklama

– Na jeden z naszych treningów w Poznaniu przychodzi pięciu gości. Trzech na czarno, dwóch po cywilu. Myślałem, że to nasi klubowi ochroniarze. W końcu jeden mówi: panie trenerze, możemy pana na moment prosić? A co, CBA? – zażartowałem. A oni nic. W końcu poszedłem, a jeden z tych funkcjonariuszy podaje rękę i mówi: dziękujemy panu za walkę z korupcją i gratulujemy ostatniej wygranej w lidze. Niestety, musimy zabrać jednego z pańskich współpracowników… Andrzej jednak niczego złego u nas nie zrobił, a poza tym sam namawiałem go, żeby pojechał dobrowolnie do Wrocławia do prokuratury i opowiedział o wszystkim. Ale nie chciał, bo musiałby donosić. Był lojalny do końca wobec tych, którzy wepchnęli go w to gówno. Andrzejowi kazano brać udział w tym syfie. Nie miał wyjścia, był asystentem. Sam by w to nie wlazł. Szkoda mi go niemożliwie, bo świetnie zna bramkarski fach.

– Kochałem piłkę, choć nie byłem utalentowany. Nie przeszkadzało mi to ganiać z chłopakami za piłką. Książki szły w kąt i jazda na pole. Do nocy. Liznąłem trochę małej piłki, jednak musiałem włożyć sporo pracy. No bo jak brakuje talentu, to trzeba tyrać. Nie mieliśmy w rodzinie sportowców, zresztą szalała wojna. Ojciec czy wujkowie nie mieli głowy do sportu. Tato trafił do niewoli. Tam dostał zwapnienia żył, przyplątały się choroby, dlatego szybko umarł. Ciężkie były czasy. Bieda. Każdy w rodzinie musiał sobie pomagać. Najpierw pomagaliśmy braciom ojca stawiać dom. Później oni pomagali nam. A dziś? Wziąłem firmę i raz dwa postawili mi dom w Krakowie. Oni budowali, a ja rządziłem. Zresztą, co tu porównywać…

– Pracowałem przy czyszczeniu tanków w rafinerii. Były wysokie, jakieś czterdzieści stóp. Paru chłopaków przy malowaniu spadło. Śmierć na miejscu. Ja też malowałem. Wisiało się jak alpinista. Gdy się skończyło fragment, to przesuwali cię sznurami w bok i dalej do roboty. Najgorsza była praca w środku. Otworem, którym wypływał olej, właziło się do wnętrza tanku. Czyściło się też pod ciśnieniem, konserwowało. Obowiązkowo w maskach, bo tam praktycznie nie było powietrza. Sześć miesięcy tam pracowałem, bo tyle trwała rehabilitacja kolana. Zacząłem grać w turniejach. W Harford powstał właśnie klub zawodowy. No i po jednym z turniejów zaproponowano mi kontrakt. Musiałem rzucić robotę przy tankach.

– Musiałem przecież z czegoś żyć, a poza tym w Polsce miałem rodzinę. Koperty z zielonym trzeba było słać, paczki. Do tej pracy przy tankach przychodzili Polacy. Przeważnie wytrzymywali pół dnia, a odchodząc mówili, że nie są Murzynami, żeby za takie małe pieniądze coś takiego robić. Ja po trzech miesiącach sumiennej roboty zostałem nadzorcą. Przywoziłem ludzi do roboty albo dostarczałem piasek do piaskowania. Jak komuś nie szło, pokazywałem, jak to się robi. A jeśli ktoś rzucał robotę w połowie, to ja kończyłem.

Reklama

– W Stanach znakomity niemiecki trener Dietmar Kremer obserwował mnie i w końcu powiedział: będziesz lepszym trenerem niż piłkarzem. No i jestem. I będę przynajmniej do siedemdziesiątki. Luis Aragones ma 70 lat i podpisał w Turcji trzyletni kontrakt.

– Trener musi dobrze się wgryźć w drużynę. Ja te klocki ciągle ustawiam i ten przez nas budowany domek powoli zaczyna jakoś wyglądać. A w większości klubów dwa, trzy mecze i szukają trenera. Później następnego. W końcu piłkarze baranieją, bo co rusz muszą inaczej grać. Dłubią, wiercą. A bo ten nie ma kontaktu z drużyną, a tamten źle ją przygotowuje, innemu z gęby jedzie… I tak w kółko.

– Widziałem jeden naprawdę dobry mecz tej reprezentacji – 2:1 z Portugalią. Może jeszcze jeden możliwy. Ok., zakwalifikowaliśmy się do mistrzostw Europy, ale to nie był rewelacyjny zespół, który wszystkich zmiótł w eliminacjach czy grał futbol piękny dla oka. Podczas Euro optymizm szybko prysnął, kibice byli totalnie zawiedzeni tym, co pokazaliśmy. Nie wyskoczył żaden młody piłkarz, nic nie wskazywało, że mamy zalążek fajnego zespołu. Dziś też nie widzę koncepcji gry. Tak naprawdę często nikt nie wie, jaką my taktyką gramy. Nie chcę krytykować Leo, mówię to jako kibic, który miał też jakieś oczekiwania, gdy Leo przyjechał do Polski. Okazało się, że zbawicielem nie jest. Ale jedną rzecz zrobił super. Naprawdę super i za to niesamowicie go szanuję. Dla kolejnych trenerów reprezentacji Polski załatwił świetne zarobki. Następna Beenhakkera będzie wiedział, że pracuje za konkretne pieniądze.

– Leo nie powinien się obrażać, lecz okazać trochę więcej życzliwości klubowym trenerom. Spotkać się, pogadać o piłkarzach. Na początku on wyglądał tak niedostępnie jak ta Statua Wolności w Nowym Jorku. A w piłce dziś jesteś na siódmym piętrze, a jutro w piwnicy. Pokora się przydaje.

Reklama

– Bardzo go szanuję (Bogusława Cupiała – przyp. red.), myślę, że on mnie też. Ma poczucie humoru. Pośmialiśmy się przed meczem Wisły z Lechem. Franiu, mówi, dostaniesz piąteczkę i będziesz dalej pracował, bo dopiero jakbyś od Wisełki dostał szóstkę, to by cię zwolnili. Mało brakowało, a oni dostaliby tę piąteczkę! Kiedy pracowałem w Wiśle, ciągle mnie molestował: Franiu, zrobiłbyś dla mnie jakąś siódemeczkę. No i gramy któregoś razu ze Stomilem Olsztyn, 20 minut do końca, wygrywamy 6:0. Myślę, no, nareszcie zrobi mu tę siódemkę. A tu słupki, spaprane sam na sam i nici z siódemeczki. No, mówię, to pochwal mnie chociaż za szósteczkę. Nie, Franiu, umawialiśmy się na siedem!

WYSYفAJ KODY Z BUTELEK I PUSZEK WARKI.
Wygraj wyjazdy na mecze najbardziej uznanych klubów Europy.

FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Królewski potwierdzał, że chce go w Wiśle. Zagra dla ligowego rywala

Mikołaj Duda
1
Królewski potwierdzał, że chce go w Wiśle. Zagra dla ligowego rywala

Weszło

Reklama