Reklama

Najlepszy start od lat. Czy Lechia jest gotowa na przełom?

redakcja

Autor:redakcja

19 września 2016, 19:12 • 6 min czytania 0 komentarzy

Długa ławka, dająca szerokie pole manewru przy zmianach. Nowoczesny stadion, który przy wysokiej frekwencji – choćby takiej jak ta osiągnięta w niedzielę – umożliwia osiągnięcie naprawdę pokaźnego zysku z dnia meczowego. Solidna baza kibicowska. Trener z pomysłem na poskładanie tych wszystkich klocków. Rozbierając na czynniki i rzucając Lechię Gdańsk na papier, otrzymujemy zespół, który jak nic powinien bić się o mistrzostwo Polski, a puchary to w zasadzie mieć jak w banku. I choć takie plany w Gdańsku snuje się już od dłuższego czasu, to dopiero teraz dostaliśmy dość przesłanek, by napisać: kurczę, to może się udać.

Najlepszy start od lat. Czy Lechia jest gotowa na przełom?

Wspomniane sny o potędze pojawiają się od momentu, gdy do Lechii wszedł jako jej oficjalny właściciel Franz-Josef Wernze. Od tamtego momentu klub wydał na transfery według danych Transfermarkt ponad 4,5 miliona euro, a patrząc na liczebność dotychczasowego zaciągu – kolejną małą fortunę na pensje. Paradoksalnie to w tym roku, w którym pozbył się póki co najmniejszej sumy, bo ledwie 550 tysięcy, zaliczył jednak najlepszy start sezonu. Tak jak w poprzednich latach piłkarze Lechii po dziewięciu kolejkach okupowali strefę spadkową i zdążyli pogubić całą masę punktów, których później w walce o puchary w grupie mistrzowskiej bardzo brakowało, tak teraz wreszcie mają pełne prawo zbić ze sobą po pionie i poklepać po plecach.

2014/15 – 10. miejsce, 12 punktów (3 zwycięstwa, 3 remisy, 3 porażki)
2015/16 – 13. miejsce, 7 punktów (1 zwycięstwo, 5 remisów, 3 porażki)
2016/17 – 2. miejsce, 19 punktów (6 zwycięstw, 1 remis, 2 porażki)

Fotel wicelidera na tym etapie jest całkiem wygodny, a i spojrzenie ponad siebie nie wyrabia zbędnych kompleksów. W końcu wyżej jest już tylko Jagiellonia, pozostawiona w pokonanym polu pod koniec sierpnia. I to w Białymstoku.

Nie sposób też oprzeć się wrażeniu, że w porównaniu z Jagą, to Lechia ma bardziej równomiernie porozkładane akcenty w drużynie. Gdyby z Jagiellonii wyjąć Konstantina Vassiljeva, okazuje się, że drużyna traci ze swojego dorobku aż 7 bramek i 5 asyst. W Lechii takiego jednego piłkarza, od którego zależy oblicze drużyny w ofensywie po prostu nie ma. Odpada Kuświk (3 gole, 1 asysta, 1 kluczowe podanie)? No to wskakuje Marco Paixao (4 gole, 1 asysta). Na jednym skrzydle słabiej zagra Peszko (3 asysty, 1 kluczowe podanie)? Żaden problem, po drugiej stronie szaleje Flavio (3 gole, 3 asysty, 1 kluczowe podanie). Słabszy mecz w środku pola rozgrywa – co na początku było wręcz regułą – Wolski (2 kluczowe podania)? Zawsze jest jeszcze Krasić (1 gol, 1 asysta, 1 kluczowe podania) i kilku następnych w kolejce po swoją szansę.

Reklama

Przekłada się to na kolejną rzecz, która w tym sezonie wyróżnia Lechię. Różnorodność. Możemy wręcz powiedzieć: podajcie nam sposób strzelenia bramki, a przywołamy konkretnego gola gdańszczan. Próbujemy?

– stały fragment gry – łatwizna, Marco Paixao z Lechem
– głową po dośrodkowaniu ze skrzydła – a choćby Marco w pierwszym meczu ligi z Wisłą Płock
– bomba z dystansu – Kovacević z Jagiellonią
– bramka w ataku pozycyjnym, po błyskawicznym rozegraniu z pierwszej piłki – od razu przypomina się gol Flavio z Bruk-Betem czy Marco z Wisłą
– sytuacja wypracowana dzięki dryblingowi pojedynczego zawodnika w strefie obrony rywala – Marco z Cracovią
– bramka z kontry – Flavio na 1:0 z Wisłą Kraków

bramki lechi Bramki i asysty Lechii w sezonie 2016/2017 (2 gole samobójcze – Dejmka w meczu z Koroną i Wilusza w meczu z Lechem nie ujęte na grafice)

Tak naprawdę jeśli przeanalizować, skąd padały bramki i jak Lechia notowała asysty, widać tylko jedną „pustą” strefę – prawe skrzydło. Ale raz, że to tam najczęściej zaczyna Flavio, którego ciągnie do środka i który dzięki temu ma już udział przy 7 bramkach Lechii, a dwa że potrafimy sobie przypomnieć choćby setkę Marco Paixao z meczu z Cracovią, właśnie po zagraniu Sławczewa z tej strefy boiska, więc może to po prostu kwestia czasu.

Można też zauważyć, że zdecydowaną większość swoich bramek lechiści strzelają z szesnastki, zwykle z przygotowanych pozycji. Taka też jest widoczna w każdym meczu jak na dłoni filozofia drużyny Piotra Nowaka – zamiast ładować z każdej piłki, kiedy tylko bramka jest w zasięgu wzroku, lepiej rozprowadzić atak i próbować wtedy, gdy sytuacja będzie klarowniejsza. Przy tak bogato obsadzonej linii pomocy, jaką dysponuje Lechia, inne podejście byłoby grzechem. Nie ma więc przypadku w tym, że choć gdańszczanie nie oddają wcale najwięcej strzałów na bramkę, to mogą się pochwalić najwyższym procentem ich celności w lidze.

Zrzut ekranu 2016-09-19 o 19.09.30stan po 8. kolejce

Reklama

Gdzie szukać przyczyn tak dobrego startu Lechii? Na pewno nie przeszkadza osiągnięta dużo szybciej niż zwykle stabilizacja składu. Tak naprawdę trzon zespołu Piotr Nowak mógł budować od początku okresu przygotowawczego, bo nie dość że miał już kadrę sprawdzoną w bojach, to do drugiej linii dostał jeszcze od razu Gamakowa i Wolskiego. W trakcie rozgrywek doszli do nich tylko Vitoria, Nunes, Sławczew i Perger, podczas gdy w poprzednich latach było tych nowych graczy dochodzących dopiero po starcie rozgrywek znacznie więcej. Pomijając już ich faktyczną sportową jakość:

2014/15 (7): Filip Malbasić, Antonio Colak, Rudinilson, Kevin Friesenbichler, Miranda, Diego Hoffmann, Bruno Nazario
2015/16 (6): Milos Krasić, Sławomir Peszko, Neven Marković, Aleksandar Kovacević, Grzegorz Kuświk, Michał Chrapek

Co gorsza, wielu od razu wskakiwało do pierwszego składu, co odbijało się na jego zgraniu i znajdowało brutalne odzwierciedlenie w wynikach. Najbardziej spektakularnie ciała dał chyba Henrique Miranda, który od Quima Machado dostał wędkę po 34 minutach swojego debiutu.

Trzeba jednak w tej beczce miodu znaleźć nieco dziegciu. O ile są mecze, w których kreatywnością Lechii nie sposób się nie zachwycać, to nadal znajdziemy kilka takich, w których to przeciwnik przejmuje inicjatywę i wypracowuje sobie znacznie lepsze okazje strzeleckie. Tak wyglądają wskaźniki xG (expected goals, obliczane właśnie na podstawie ilości i jakości okazji do strzelenia gola) dla ośmiu pierwszych kolejek (pogrubione mecze, w którym Lechia miała współczynnik xG wyższy od rywali, za: ekstrastats.pl):

Wisła Płock – Lechia 1,42 – 0,64 (2:1)
Górnik Łęczna – Lechia 0,76 – 1,45 (1:2)
Lechia – Wisła Kraków 2,00 – 0,5 (3:1)
Śląsk – Lechia 0,45 – 0,64 (0:0)
Lechia – Korona 0,51 – 1,08 (3:2)
Jagiellonia – Lechia 1,34 – 0,17 (0:1)
Lechia – Nieciecza 1,25 – 0,63 (1:2)
Cracovia – Lechia 0,88 – 1,84 (0:1)

Póki co na Lechii zemściło się to tylko w spotkaniu z Wisłą Płock, bo akurat przeciwko Bruk-Bet Termalice tych szans stworzyła sobie znacznie więcej, oddając aż 22 uderzenia, a rywale po prostu wykorzystali, co los dał. Ale mając w planach walkę o czołowe miejsca, o które gdańszczanie już trzeci sezon z rzędu mają się bić, trzeba zdecydowanie bardziej dominować w tym względzie nad rywalami.

W ubiegły weekend rekordowa liczba ponad 26 tysięcy osób na własne oczy, z trybun gdańskiego stadionu widziała przełamanie fatalnej serii Lechii przeciwko Lechowi Poznań, a wynik i widowisko, jakiego uświadczyli utwierdza nas w przekonaniu, że najwyższa frekwencja na Stadionie Energa Gdańsk w tym roku jeszcze zostanie pobita. Pytanie brzmi jednak – czy wszyscy ci kibice wreszcie będą mogli powiedzieć, że są świadkami powstania w Gdańsku drużyny godnej walki o mistrzostwo Polski. Na razie jest obiecująco, a cokolwiek powiedzieć, ta ekipa wygląda nam na najrozsądniej zbudowaną Lechię od paru ładnych lat.

Szymon Podstufka

fot. 400mm.pl

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...