Po raz pierwszy coś wygraliśmy. Puchar Proboszcza!

redakcja

Autor:redakcja

09 sierpnia 2016, 17:30 • 4 min czytania

Po raz pierwszy coś wygraliśmy. Puchar Proboszcza!

– Panie – słyszymy w słuchawce znajomy głos. – A nie chcielibyście zagrać może w takim turnieju w Rzakcie? To jest pod Mińskiem, kilka drużyn. Puchar Proboszcza. Bodajże dziewiąta edycja. 

Reklama

To był selekcjoner elitarnej grupy uderzeniowej Kartofliska.pl. Znaliśmy już dobrze tego rodzaju połączenia telefoniczne – w końcu jesteśmy doświadczonymi żołnierzami tego plutonu, walczyliśmy m.in. w Pucharze Pucharów, czyli turnieju najgorszych drużyn Polski oraz Copa Błota, czyli Mistrzostwach Wielkopolski w piłce błotnej. Radek, sympatyczny prowadzący, naczelny, wodzirej, pomysłodawca, wykonawca i operator kanału Kartofliska.pl znów zbierał bandę, by raz jeszcze przypomnieć światu, co to radosny futbol.

Nie mogliśmy w to nie wejść.

Reklama

20160806_124236

***

– A teraz żegnamy się z państwem po bardzo emocjonujących derbach Krakowa – powiedział na antenie NC+ Żelisław Żyżyński obsługujący w dawnej stolicy hit piątej kolejki Ekstraklasy. Okolice 23.00, relacja na żywo, „Super Piątek”. Od zwycięstwa Cracovii do pierwszego zwycięstwa drużyny Kartoflisk na turnieju o Puchar Proboszcza było jakieś 11, może 12 godzin. Popularny Żelek zdążył w tym czasie zwiedzić wszystkie najważniejsze lokacje na mapie nocnego życia w Krakowie oraz przejechać ze stadionu przy Kałuży do obiektu ulokowanego między dwiema urokliwymi łąkami w Rzakcie.

Reprezentacja dziennikarzy w składzie powiększała się z każdą minutą. Dołączył do niej również ekspert Ekstrastats.pl, Mateusz Januszewski. A mieliśmy przecież i perkusistę zespołu El Dupa, Bartka Lipińskiego, dwóch zawodników z Lublina, Rafała Pydę i Pawła Sochę oraz wyjadaczy z samego trzonu zespołu Kartoflisk, Pawła Muszyńskiego i Krzysztofa Czerwonkę. Dziewięciu jeźdźców apokalipsy rzuconych do liczącej 455 osób i przywołującej skojarzenia z Rakką Rzakty.

IX Edycja Pucharu Proboszcza Parafii Św. Wawrzyńca w Gliniance poza tym egzotycznym zespołem zebrała jeszcze cztery inne – miejscowy LUKS Rzakta, Wolę Ducką, zespół „Nygusów” oraz „Królewski Smak”.

***

Zaczęliśmy w swoim stylu. Od porażki 1:3 i nieszablonowych zagrań.

W czym szukać przyczyn porażki w naszym pierwszym meczu? Cóż, na pewno nie pomagały trudy podróży, w końcu skład zjechał się z całej Polski. Po dokładnej analizie statystycznej eksperta Ekstrastats obecnego w zespole okazało się również, że dokładnie 33,3% drużyny o godzinie 4.30, na sześć godzin przed gwizdkiem, jeszcze budowało formę w lokalach Warszawy i Krakowa.

***

Żelisław Żyżyński, obyty z kryzysami w piłkarskich szatniach i przede wszystkim z receptami na odwrócenie losów spotkania czy turnieju, zaordynował po porażce: musimy sobie powiedzieć kilka mocnych słów. Cały zespół zgodził się, że męska rozmowa w szatni może pomóc w kolejnych meczach. Napotkaliśmy jednak na pewne problemy, a konkretnie na jeden duży problem: brak szatni.

Wobec nieprzewidzianych kłopotów ze znalezieniem budynku odpowiedniego do odbycia ostrej odprawy Rada Drużyny zadecydowała, że najbardziej zbliżony gabarytami i charakterem do piłkarskiej szatni będzie pobliski sklep. Tam też udała się delegacja, przy okazji zakupując niezbędne odżywki i suplementy. Efekt był natychmiastowy.

Od momentu wycieczki do sklepu wygraliśmy dwa kolejne mecze, co ostatni raz zespołowi udało się osiągnąć jeszcze w czasach gdy zwycięstwa kupowało się w sklepach sieci Społem na tzw. „kartki”. Co gorsza – zwycięstwa stawiały nas w bardzo ciężkiej sytuacji. Musieliśmy przeliczyć, ile punktów posiadamy jak wygląda sytuacja w tabeli. Biorąc pod uwagę, że w barwach zespołu występowali dziennikarze z czterech redakcji, za kompromitację należy uznać 15-minutową debatę zakończoną kłótnią, czy drużyna z dwoma zwycięstwami i dwoma remisami ma osiem czy osiemnaście punktów.

Ostatecznie ustaliliśmy, że jakkolwiek zakończą się pozostałe spotkania w turnieju, my jesteśmy zagrożeni pierwszym miejscem. Chwila nieuwagi, jeden prosty błąd w ataku, przypadkowy celny strzał na bramkę i zdobywamy trofeum. Widmo sukcesu zajrzało nam w oczy, a problem z tym mają przecież nawet najbardziej doświadczeni piłkarze. – Co będzie to będzie – zapewnił nas kapitan i rozpoczął rozgrzewkę.

Okazało się, że wygraliśmy ostatni mecz i wobec tego zajęliśmy pierwsze miejsce w jedynej grupie. Zanim zdążyliśmy zaprotestować – już wręczano nam puchar i statuetkę dla króla strzelców, Rafała z Lublina. Porobiliśmy pamiątkowe fotki i… oddaliśmy sprzęt.

20160806_142503

Od organizatorów usłyszeliśmy bowiem, że oficjalna dekoracja zwycięzców IX edycji turnieju o Puchar Proboszcza odbędzie się na niedzielnej mszy odpustowej, o godzinie 10.00 w pobliskim kościele.

Nazajutrz w Gliniance stawiła się skromna, jednoosobowa delegacja, która odebrała puchary dla – jak to ujął ksiądz, zresztą deprecjonując tym samym rolę dwóch bałuckich zawodników Kartoflisk – „drużyny warszawskich dziennikarzy”. Wszystkie będą do obejrzenia w warszawskiej klubokawiarni „Ulubiona”.

Teraz czekamy tylko, aż ktoś znowu powie: „nie graliście w piłkę to się nie wypowiadajcie”. Graliśmy. I to z sukcesami.

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama
Reklama