Reklama

Blisko, coraz bliżej… ale znów się nie udało. Remis z Anglikami w Chorzowie

redakcja

Autor:redakcja

29 maja 2016, 09:53 • 2 min czytania 0 komentarzy

Jest coś takiego w polskiej piłce, że do roli największych legend urosły mecze, których nawet nie wygraliśmy. Nie lubimy wspominać zwycięstw, ciągle na pierwszy plan wyciągane są remisy i pechowe porażki – kolejnym przykładem jest mecz z Anglikami, z którymi 23 lata temu podzieliliśmy się punktami w Chorzowie.

Blisko, coraz bliżej… ale znów się nie udało. Remis z Anglikami w Chorzowie

– Aj, Jezus Maria! – krzyczał Szpakowski, gdy Marek Leśniak odrzucił pomocną dłoń angielskiego bramkarza i nie strzelił gola, kiedy ten po prostu podał mu piłkę w polu karnym. Mieliśmy Anglię w narożniku, prawy prosty wyprowadził Adamczuk, lewym sierpowym poprawić miał Leśniak, ale spudłował. Wtedy na pewno by się udało, Chorzów znów oglądałby zwycięstwo Polaków z Synami Albionu. Niestety, futbol to taka cholerna gra, w której jeśli nie dobijesz rywala, on wstanie i zada ci bolesny cios. Tak też zrobili Anglicy. Ian Wright i 1:1. Znów tylko remis, podczas gdy na wygraną z tą przeklętą reprezentacją czekaliśmy 20 lat. Zresztą do dziś wypatrujemy sukcesu, ale tak blisko jak wtedy nie byliśmy chyba nigdy potem. Wracając do komentarza Szpaka – zbyt często i w zbyt ważnych meczach polscy komentatorzy muszą szukać ratunku w religii. Wystarczy wspomnieć tylko: Kikut… rany boskie, czy Jezus Maria jaki błąd Boruca!

Ten mecz zapamiętamy też niestety z innych powodów – na trybunach doszło do starć ze służbami porządkowymi, a przed meczem zadźgano kibica. Szpakowski pytał wtedy, po co tacy ludzie przychodzą na trybuny. Minęło trochę czasu, a jemu nadal nikt nie potrafi odpowiedzieć.

Nie pojechaliśmy wtedy na Mundial, ale mogliśmy się żałośnie pocieszać – Anglicy też nie. Z naszej grupy wyszły Norwegia i Holandia, które świata na amerykańskiej ziemi nie podbiły. Pierwsi nie wyszli z grupy, a drudzy odpadli w ćwierćfinale.

Reklama

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...