Reklama

Futbol stracił swojego najwybitniejszego filozofa

redakcja

Autor:redakcja

24 marca 2016, 15:54 • 6 min czytania 0 komentarzy

Ciężko było go zadowolić. Ciężko było wznieść się na poziom, który pozwalał na zdobycie choćby aprobującego uśmiechu ze strony słynącego z perfekcjonizmu Holendra. Kręcił nosem na szkolenie w Amsterdamie, gdy Ajax wiele młodzieżowych akademii stawiało za wzór. Narzekał na Barcelonę, nawet w okresach jej najlepszych wyników. Prychał na reprezentację Holandii, gdy właśnie przygotowywała się do finału Mistrzostw Świata. Wiecznie dążył do doskonałości, wymagał tego samego od swoich współpracowników, od swoich podopiecznych, od swoich przełożonych. Dziś pewnie wreszcie ją osiągnął. Johan Cruyff, najbardziej wpływowy człowiek w historii futbolu, zmarł dzisiaj w Barcelonie, miejscu, w którym na zawsze odmienił futbol.

Futbol stracił swojego najwybitniejszego filozofa

Jak go zapamiętamy? Przede wszystkim jako człowieka, który na każdym kroku rewolucjonizował futbol.

PIŁKARZ TOTALNY

Grono szczęśliwców, które mogło obserwować go na murawie w latach siedemdziesiątych na pewno zwróci uwagę przede wszystkim na futbol totalny Rinusa Michelsa, którego mózgiem, głównym wykonawcą i motorem napędowym był właśnie niesamowity talent Cruyffa. Piłkarz totalny. Boski Johan. Człowiek, który jeszcze dojeżdżając do czterdziestych urodzin niemal w pojedynkę przesądzał o losach mistrzostwa. Matematyczny przegląd pola, technika nie z tej epoki, umiejętności i wizja gry, które stawiały go na podium najlepszych piłkarzy w historii światowego futbolu i na najwyższym stopniu w europejskiej piłce.

Po prostu nie miał sobie równych. Trzy zwycięstwa w plebiscycie „Złotej Piłki”. Fantastyczne osiągnięcia z Ajaksem, równie wielkie sukcesy w Barcelonie, której również oddał serce. Do tego coś, co wyróżniało go z całego zalewu utalentowanych zawodników – dryg do wprowadzania innowacji. Zwodów, których nikt inny do tej pory nie próbował, odegrań, których do tej pory nie używano. Tłumaczył później, że jego zdaniem technika to nie tysiąc żonglerek i cyrkowe sztuczki, ale umiejętność dogrania piłki bez przyjęcia z odpowiednią prędkością, celnością i dokładnie do lepszej nogi swojego partnera z zespołu.

Reklama

Ostatnio mieliśmy okazję sobie przypomnieć tę legendarną scenę…

To wszystko Boski Johan. To wszystko jego błyskotliwy umysł, który pozwalał na przełamywanie wszelkich schematów.

TRENER WYŚNIONEJ DRUŻYNY

Kiedy Marco van Basten mówi o kimś, że „zrewolucjonizował moje myślenie o piłce” – wiadomo, że chodzi o wyjątkowego filozofa. Cruyff po przesądzeni o mistrzostwie dla Feyenoordu w wieku 37 lat zaczął szukać w piłce czegoś nowego. Zwykł mawiać – albo wszystko, albo nic, więc mając świadomość, że na boisku grałby coraz mniej, a pewnie i coraz słabiej, przeniósł się za linię. I znów, tak jak wcześniej w polu karnym rywali, zaczął definiować futbol na nowo. Wspomniane słowa van Bastena odnoszą się przede wszystkim do „oświecenia”, jakiego holenderski napastnik doznał po rozmowach z Cruyffem: na boisku ważniejsze od instynktu jest myślenie, przewidywanie, poruszanie się według określonych zasad, według założeń taktycznych.

W moich zespołach bramkarz jest pierwszym atakującym, napastnik pierwszym z obrońców.

Reklama

W ten sposób wizjoner wychował nie tylko całe pokolenie piłkarze, ale całą mistrzowską drużynę. Kataloński dream team z Laudrupem, Stoiczkowem czy Guardiolą to namacalny efekt jego rewolucji w myśleniu o futbolu, czy raczej… futbolowym myśleniu. To jemu przypisuje się słowa: „futbol to prosta gra, ale grać prosto to najtrudniejsza rzecz”. Cruyff jednak nigdy nie stronił od najtrudniejszych zadań. I oczywiście – jak na postać tak wpływową, tak cholernie ważną, nie poprzestał na zaszczepieniu swojej filozofii w sercach kilkudziesięciu podopiecznych.

Jako trener stworzył dream team i jednocześnie dał okazję do regularnego obserwowania swojego warsztatu przez późniejszych trenerów – między innymi Rijkaarda, van Bastena czy właśnie Guardiolę. Ale jeszcze większych rzeczy dokonał w roli… Właściwie ciężko nawet nadać jej nazwę. Filozof? Ideolog? Wynalazca?

OJCIEC POKOLENIA

Jego sukcesem – większym niż którykolwiek z wygranych meczów, większym niż którykolwiek z wychowanych przez niego piłkarzy – było bowiem stworzenie nowej doktryny futbolowej, nowej myśli, która przyświeca setkom, jeśli nie tysiącom trenerów na całym świecie. Jako dyrektor techniczny, prezydent czy nawet felietonista, albo konsultant – Johan Cruyff mozolnie tworzył od podstaw to, co dziś znamy z meczów FC Barcelony, co doprowadziło do zwycięstwa w Lidze Mistrzów Ajax, co dało światu Leo Messiego.

Graham Hunter, bodaj najlepszy kronikarz dziejów FC Barcelony, mówił wprost – bez Cruyffa nie byłoby nie tylko dream teamu, ale też La Masii, Laporty, Guardioli i Rijkaarda. To właśnie Cruyff bowiem, modyfikując i popularyzując futbol totalny Rinusa Michelsa zaczął zaszczepiać miłość do futbolu opartego na technice w całym pokoleniu Holendrów i w całym pokoleniu Hiszpanów. Zawsze powtarzał, że jakość bez wyników jest bezcelowa a wyniki bez jakości nudne. Najpierw zaszczepił to w Ajaksie, w tamtejszej akademii młodzieżowej, która wypuszczała zawodników kompletnych, gotowych do gry na najwyższym poziomie i w najwyższym tempie proponowanym przez duchowego ojca. W Holandii nikt nie ma wątpliwości – nie byłoby sukcesów lat dziewięćdziesiątych, nie byłoby Kluivertów, Bergkampów i Davidsów bez filozofii Cruyffa. Bez 4-3-3 z wymiennością pozycji, bez gry na jeden kontakt, bez przedkładania jakości gry nad wyniki.

W końcu to właśnie Cruyff wytrwale krytykował Holendrów, którzy właśnie awansowali do finału Mistrzostw Świata w 2010 roku. Choć wielu ceniło efektywność tamtej piłki, Johan grzmiał, że tak brzydki, defensywny i agresywny futbol zwyczajnie Holendrom nie przystoi. Po ceremonii zwycięzców triumfował. Choć przegrali jego rodacy, zwyciężyli ci, którzy pozostali wierni jego zasadom.

A w finałowym meczu było ich przecież co najmniej kilku. Produkty, które zjechały z taśmy w legendarnej La Masii, zreformowanej i stworzonej niemal od zera według zamysłu Cruyffa. To on ujednolicił szkolenie, przeszczepiając na kataloński grunt rozwiązania z Amsterdamu. Pep Guardiola, jego bodaj najpilniejszy uczeń, powiedział: to Johan postawił kaplicę, wszyscy kolejni tylko dokonują renowacji. To doskonale oddaje kim był dla Katalonii holenderski myśliciel. Często był najbardziej zaciekłym krytykiem, często występował w roli karcącego ojca, ale jednocześnie bez jego pomysłów, bez jego rozwiązań i bez jego wytycznych – nie powstałaby ani drużyna Guardioli, ani obecna maszyna Luisa Enrique.

W 1979 roku to według pomysłu i zaleceń Cruyffa wyznaczano reguły działania „odnowionej” La Masii. Właściwie lepszym epitetem byłoby chyba po prostu: „nowej”. Od 1979 roku właśnie, od wizji zaledwie 32-letniego Holendra zaczęła się historia szkoły, której kolejne rozdziały dopisał choćby Xavi, Iniesta czy Leo Messi. Przekształcenie budynku w internat to najbardziej widoczna, ale jednocześnie kosmetyczna zmiana. Kluczem była wymiana mentalności, dostosowanie szkolenia do pędzącego umysłu Cruyffa, widzącego już zapewne oczami wyobraźni tysiące podań z pierwszej piłki wymieniane przez absolwentów tej szkoły. Po co szukać Laudrupów po całej Europie, po co szukać zawodników rozumiejących wizję ojca-założyciela zagranicą, skoro można ich wyszkolić w Katalonii. Wyszkolić? A może raczej: nauczyć myśleć?

Wiele razy odchodził w krzyku – kłócił się z przełożonymi, podopiecznymi, z całym otoczeniem, które wiecznie nie doganiało jego myśli. Wracał, gdy środowisko dojrzewało do wysłuchania i uwierzenia w jego plany. A może po prostu wracał, kiedy chciał? Nie bez przyczyny ostatnie dwie dekady spędził jako wolny elektron, niezwiązany umowami, zobowiązaniami, jakimikolwiek ograniczeniami. Trwał w futbolu, co jakiś czas przypominając, że Holandia nie powinna schodzić poniżej 60-procentowego posiadania piłki, a trzy dośrodkowania z rzędu w meczu Barcelony to klęska dla całego zespołu, który nie potrafił wypracować sobie pozycji krótkimi podaniami.

Nie tolerował sprzeciwu, nie tolerował kompromisów. I tak prędzej czy później świat był zmuszony przyznawać mu rację.

***

– Jestem ex-piłkarzem, ex-trenerem, ex-dyrektorem technicznym, ex-prezydentem honorowym, ex-menedżerem. Ładna lista, która doskonale pokazuje, że wszystko zawsze ma swój koniec – mówił. Nieśmiertelne są tylko idee. I prawdopodobnie wystarczy włączyć telewizor przy kolejnym meczu Barcelony czy Ajaksa, by te idee Johana Cruyffa znów ożyły.

Frank Rijkaard mówił o nim: ojciec chrzestny holenderskiego futbolu. Naszym zdaniem: nie ojciec chrzestny, ale wynalazca i nie holenderskiej, ale całej współczesnej piłki.

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...