Cała liga wskakuje na wyższy poziom, wszystko idzie do przodu. W stosunku do zespołów z innych krajów naszego regionu jesteśmy coraz mocniejsi. Dotyczy to także Legii. O ile niedawno ciężko było szukać różnic między ligą polską a np. słowacką, węgierską czy czeską, o tyle dziś w tej części Europy Ekstraklasa jest najbardziej atrakcyjnym dla piłkarza miejscem do grania – mówi w rozmowie z Przeglądem Sportowym Bogusław Leśnodorski, prezes Legii.
FAKT
Żyro wraca do gry i chce jechać na turniej do Francji.
Michał Żyro (24 l.) wraca do gry. Piłkarz Wolverhampton w poniedziałek po raz pierwszy od miesiąca trenował z pełnym obciążeniem. (…) – Zrobiłem pół kroku do przodu, jestem przekonany, że poradzę sobie tutaj. To nie jest za głęboka woda. Uraz łydki, który przyplątał się po pierwszych trzech meczach w nowej drużynie, wynikał z lekkiego zmęczenia. Po prostu mój organizm przez 11 lat był przyzwyczajony, że w styczniu raczej się trenuje, a nie gra o punkty. Ale teraz wszystko jest w porządku. Chcę pomóc drużynie, do końca sezonu zostało dwanaście spotkań, ostatnie gramy siódmego maja. Ale żyję nadzieją, że to nie będzie dla mnie ostatni występ. Chciałbym, żeby dla mnie urlop zaczął się dopiero w lipcu. Marzę, by dostać się do kadry na Euro 2016 – powiedział nam Żyro, który w nowym klubie ustawiany jest w ataku albo na jednym ze skrzydeł.
W ramkach:
– Debiut-marzenie Wilczka i jeden gol bliżej kadry
– Jan Banaś nie wierzy, że Wilczek pojedzie na Euro
– W Dortmundzie nie tęsknią za Lewandowskim
– Zdaniem Jana Benigiera, m.in. Lewandowski może być zmęczony psychicznie
Gdy Franz wróci, Małecki ma przechlapane.
Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidzianego w poniedziałek działacze Wisły ogłoszą, że trenerem będzie Franciszek Smuda (68 l.). Jeśli tak się stanie, w sytuacji nie do pozazdroszczenia znajdzie się Patryk Małecki (28 l.). Gdy dwa lata temu Małecki zamieniał Wisłę na Pogoń ostro skrytykował Smudę. – Odszedłem tylko i wyłącznie z powodu trenera. Zajęcia nie były dostosowane do indywidualnych potrzeb piłkarzy – mówił w wywiadzie dla „Dziennika Polskiego”.
Na kolejnych dwóch stronach relacje z Ekstraklasy, w tym niepotwierdzona informacja, że Ojrzyński może pakować manatki.
Jest też temat niezwiązany z meczami, czyli Cierzniak wyłowiony z Wisły.
W poniedziałek Pawłowski stracił posadę trenera, obecnie jest urlopowany. Szefowie klubu nie mieli pewności, czy trener ma zamiar zeznawać na ich korzyść. Zanim zesłano Cierzniaka do rezerw, Pawłowski przekonywał, że bramkarz jest zdecydowanym numerem 1. Cierzniak na dniach zostanie piłkarzem Legii, choć w Krakowie nie mogą się pogodzić z decyzją związkowych działaczy. Szefowie Białej Gwiazdy twierdzą, że zostali potraktowani niesprawiedliwie, ale teraz nic już im nie pomoże.
GAZETA WYBORCZA
Kadra mnie nakręca – przyznaje Kamil Grosicki w rozmowie z Michałem Szadkowskim.
Jakimi argumentami prezes René Ruello i trener Rolland Courbis przekonywali cię do zostania?
– Oni rządzą, zdecydowali, że mnie nie sprzedadzą, i tyle. Wiedzą, że jestem ambitny i chciałbym grać więcej. Mówili, że wielu piłkarzy chciałoby być na moim miejscu i grać w lidze francuskiej, namawiali, bym walczył o miejsce w Rennes i pomógł w awansie do pucharów. Usłyszałem też, że dobrze przygotują mnie do mistrzostw Europy.
W tym sezonie grasz średnio 37 minut w meczu. Ale w trzech ostatnich kolejkach występowałeś 8, 18 i 18 minut. Co się stało?
– U trenera Philippe’a Montaniera byłem pierwszym rezerwowym, u Rollanda Courbisa [pracuje od 20 stycznia] to się zmieniło, jest duża rotacja w składzie i bardzo duża konkurencja na skrzydłach. Najlepsi zawodnicy Rennes grają właśnie na mojej pozycji. Nie poddaję się, walczę, na razie mam najlepsze statystyki.
(…)
Po meczu z Toulouse Adam Nawałka bardziej chwalił za gola czy martwił się, że wszedłeś na boisko w 82. minucie?
– Selekcjoner widzi, że jest mi ciężko, ale po wejściu na boisko daję impuls. Nawet jeśli nie strzelam goli, to staram się, szarpię, próbuję ożywić mecz. Trener Nawałka to docenia, widzi, że jestem głodny gry. Wciąż mi powtarza, że jest zadowolony, chciałby, bym grał więcej, ale uważa, że sytuacja nie jest na tyle zła, by się martwić. Potrzebuję wsparcia, które mi daje selekcjoner. Po czerwcowym meczu z Gruzją powiedział, że jest ze mnie zadowolony. Odpowiedziałem: „Fajnie, trenerze, ale wszyscy strzelają gole, a ja nie, choć mam okazje”. Trener odpowiedział, bym był spokojny, a wszystko przyjdzie. I w tym sezonie zdobyłem siedem bramek w Rennes i cztery w reprezentacji.
I jeszcze fragment tekstu dotyczący sprawy Cierzniaka.
Izba uznała jednak w środę, że szkoleniowiec powinien się jednak pojawić przed sądem. Wisła ponadto miała zapewnić, że Pawłowski się stawi. To był jedyny świadek krakowskiego klubu w tej sprawie – w Warszawie zabrakło członków zarządu. Byli tylko prawnicy. Wobec tego przesłuchano jedynego świadka w tej sprawie – Cierzniaka. Po rozpatrzeniu jego zeznań izba rozwiązała kontrakt piłkarza z Wisłą. Bramkarz jest wolnym zawodnikiem. Według prawników to w polskim prawie piłkarskim precedens, który otwiera furtkę do następnych wyroków rozwiązujących kontrakty z winy klubu, jeśli zawodnik zostaje zesłany do rezerw za kontraktową niesubordynację. – To małe polskie prawo Bosmana – usłyszeliśmy po ogłoszeniu wyroku.
RZECZPOSPOLITA
Zbigniew Boniek udziela wywiadu Piotrowi Żelaznemu: Infantino oznacza zmiany. Początek wygląda tak…
Nowym prezydentem FIFA został sekretarz generalny UEFA, pański dobry znajomy, Gianni Infantino. Co to znaczy dla FIFA, czy wybór Szwajcara cokolwiek zmieni?
– Zmieni, i to bardzo dużo. Już sam fakt, że Infantino został prezydentem, o 180 stopni zmienia wizerunek FIFA. Nie będzie już w światowej federacji miejsca na układy i układziki, które przez lata odgrywały ważną rolę. Gianni jest inteligentnym, obytym w świecie facetem, który od dawna zarządza piłką. Z każdym jest w stanie się dogadać, bo płynnie mówi w siedmiu językach. Jestem przekonany, że to najlepszy z możliwych wyborów. Oczywiście nam, jako PZPN, wybór Infantino życia specjalnie nie zmieni. Ale możemy być usatysfakcjonowani, że człowiek, na którego jako federacja postawiliśmy, będzie zmieniał FIFA. Chociaż nie ukrywam, że pewne zapisy wciąż mnie niepokoją.
SUPER EXPRESS
Legia sięgnęła bruku, czyli chwytliwa gra słów po środowych meczach Ekstraklasy.
60 lat minęło jak jeden dzień… Piotr Koźmiński przeprowadził naprawdę fajną rozmowę ze Zbigniewem Bońkiem.
Rozmawiamy ze szczęśliwym człowiekiem?
– Tak. Jestem szczęśliwy. Mam wspaniałą żonę, trójkę dzieci, troje wnucząt, a wokół siebie przyjaciół. Oczywiście, w życiu są okresy lepsze i gorsze, ale nie mam czego żałować. Najlepsza urodzinowa impreza? „Czterdziestka”. Zrobiłem wtedy fajne przyjęcie z tańcami dla rodziny i przyjaciół w Rzymie. Kurczę, pamiętam jakby to wczoraj było… A dziś stuknie mi sześćdziesiąt. No a „szóstka” z przodu to już dość poważna sprawa (śmiech).
Większą część życia spędził pan z żoną Wiesławą. Poznaliście się w jakiś romantyczny sposób?
– W szkole, w wieku 17 lat. Ona była wzorową uczennicą, w święta trzymała flagę, wielu chłopaków marzyło, żeby ją poderwać. Ja wykorzystałem okazję na imprezie. Poprosiłem do tańca, były dwa szybkie, jeden wolny i… dałem jej delikatnego buziaka. Byłem niemal pewien, że w rewanżu dostanę w dziób, ale zamiast tego też dostałem całusa. Tak to się zaczęło. Potem ona wyjechała na studia do Poznania, ja do Łodzi, ale po roku już mieszkaliśmy razem. A w wieku 20 lat byłem już po ślubie. Bo wtedy to inaczej wyglądało, w takich sprawach było więcej spontaniczności. A dziś najpierw mieszkanie, pieniądze, a dopiero potem dzieci. Dla mnie ważne, że nigdy nie miałem kryzysu małżeńskiego. I dobrze, bo ja jestem taki, że gdy ktoś mnie zdradzi, i nie mam tu nawet na myśli zdrady w sensie dosłownym, to się izoluję, ciężko mi się znów do tej osoby przekonać. No ale jeśli chodzi o żonę, to super trafiłem. Mamy wspaniałe dzieci, kupiłem im domy. Rodzinnie jest super.
(…)
To właśnie jako piłkarz Widzewa miał pan najwięcej propozycji transferowych. To prawda, że chciał pana Bayern?
– Kluby z Anglii, Bayern też, sporo tego było. W moim łódzkim mieszkaniu gościł też Helenio Herrera, pracujący wtedy dla Barcelony. Ale ja nie chciałem, byłem zafascynowany Włochami, to tam był wtedy piłkarski top. A co do Bayernu. No, dziś mają już swojego Bońka. Myślę oczywiście o Robercie Lewandowskim.
PRZEGLĄD SPORTOWY
Termalica ma swoje pięć minut.
Zamiast relacji z Niecieczy, wybieramy rozmowę z Bogusławem Leśnodorskim. Prezes Legii mówi Nie lubię, kiedy Legię porównuje się do Bayernu.
Byliście na transferowym rynku bardzo aktywni. Za wspomnianego Grosickiego mieliście zaproponować Rennes 1,5 mln euro, wcześniej próbowaliście sprowadzić Malicka Evounę za jeszcze większą kwotę. Legia wskakuje na wyższy poziom?
– Cała liga wskakuje na wyższy poziom, wszystko idzie do przodu. W stosunku do zespołów z innych krajów naszego regionu jesteśmy coraz mocniejsi. Dotyczy to także Legii. O ile niedawno ciężko było szukać różnic między ligą polską a np. słowacką, węgierską czy czeską, o tyle dziś w tej części Europy Ekstraklasa jest najbardziej atrakcyjnym dla piłkarza miejscem do grania.
Zatrzymanie Nemanji Nikolicia w klubie to najlepsza wiadomość dla Legii w tym okienku?
– Nie, ale oczywiście bardzo cieszymy się, że z nami został. Chińczycy przedstawili konkretne oferty, jednak na to, że transakcja nie doszła do skutku, wpłynęło kilka czynników. Zamykając temat, podobała mi się postawa Nikolicia. Mimo ofert „Niko” chciał z nami zostać i to jest bardzo fajne.
(…)
Kiedy pozyskaliście Kaspera Hamalainena, media pisały, że Legia jest w Polsce jak Bayern w Bundeslidze: jeśli chce kogoś z krajowej ligi, to go dostaje. Zgadza się pan z tym?
– Bayern to nie jest mój ulubiony klub. Nie mam nic do drużyny z Monachium, ale nie lubię tego porównania. A co do samej tezy, przy każdym transferze wiele zależy od okoliczności. Nie powiedziałbym, że działa to w stu procentach, ale zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że jeśli Legia chce piłkarza z polskiej ligi, raczej go pozyska.
Odpuszczamy sobie relacje, szukamy bardziej ambitnych tematów. Czwarta próba Smudy.
Teraz wraca do drużyny zajmującej miejsce w strefie spadkowej tabeli. – Jestem kamikadze i biorę Wisłę nawet w takiej sytuacji – powiedział Smuda. Bogusław Cupiał znowu postawił na byłego selekcjonera reprezentacji, bo wierzy, że tylko on jest w stanie uratować zespół przed spadkiem do I ligi i nie chce słyszeć o innych kandydaturach. Była opcja chorwacka, ale nikt z otoczenia Cupiała nie chce brać na siebie odpowiedzialności, bo stawka jest zbyt wysoka. Inna sprawa to kwestia trenera, który poprowadzi Wisłę w nowym sezonie. Na giełdzie nazwisk są między innymi Dariusz Wdowczyk i Piotr Mandrysz, którego kontrakt z Termaliką Bruk-Bet Nieciecza wygasa z końcem czerwca. Przeciwko przyjściu Smudy protestuje część kibiców. Podczas niedoszłego meczu z Koroną mieli wywiesić transparent „Smuda łapy precz”. Być może pokażą go podczas piątkowego meczu z Piastem. To nic nowego. Fani nie chcieli jego powrotu ani w 2001, ani w 2013, ale i tak zostawał trenerem. Teraz wraca do klubu po 11-miesięcznej przerwie. Jego poprzedni kontrakt, obowiązujący do czerwca 2016, został rozwiązany i Wisła musi płacić karę za zerwanie tej umowy. W nowym kontrakcie Smuda zagwarantował sobie solidny bonus za utrzymanie drużyny w ekstraklasie.
Wiosenne odrodzenie Podbeskidzia. Jak do tego doszło?
Nowy środek obrony
Całą jesień Robert Podoliński borykał się z dużymi problemami na środku obrony. Pozyskanie zimą stoperów Pawła Baranowskiego i Jozefa Piačka uspokoiło grę defensywy. Podoliński dzisiaj może odsunąć od gry tych, którzy zawiedli go w pierwszej części sezonu: Krystiana Nowaka, Kristiana Kolčaka, Celestine’a Lazarusa czy Gracjana Horoszkiewicza. Przed zimową przerwą musieli oni grać, bo nie było dla nich alternatyw.
Szeroka kadra
Jesienią, niezależnie od formy, w każdym meczu występowała niemal ta sama jedenastka. Trener dokonywał zmian w czasie meczu, bo na ławce brakowało dobrych zawodników. Teraz się to zmieniło. W meczach z Lechem i z Wisłą bramki wypracowywali rezerwowi Samuel Štefanik i Paweł Tarnowski. Kiedy za kartki pauzował najlepszy wiosną Adam Mójta, jego miejsce zajął Oleg Wierietiło i nie było widać wielkiej różnicy. Obecnie duża rywalizacja toczy się nawet o miejsce w meczowej kadrze.
Pozorny spokój Litwina, czyli Bartkus popełnia błędy.
Nowy bramkarz Górnika Łęczna Džiugas Bartkus szybko odstawił na boczny tor walczących jesienią o miejsce w pierwszym składzie Silvio Rodicia i Sergiusza Prusaka. – Skąd taka decyzja? Wystarczy spojrzeć, jaki spokój zachowuje stojąc w bramce – tłumaczył w sobotę, przed meczem z Koroną (3:2) trener Jurij Szatałow. I właśnie wtedy nowy golkiper zaczął zaprzeczać tym słowom. Najpierw niepotrzebnie wyszedł z bramki, przyczyniając się do tego, że po 17 minutach goście z Kielc prowadzili 2:0. We wtorkowym spotkaniu z Podbeskidziem (0:2) popełnił w doliczonym czasie gry kolejny, jeszcze większy błąd. Po strzale Adama Mójty zmienił lot piłki, która wpadła do siatki. W ten sposób przegrał swoje pierwsze spotkanie w polskiej ekstraklasie. Okazuje się, że spokój, którym imponował przede wszystkim w debiucie, był pozorny.
I jeszcze rozmowa z Kamilem Wilczkiem: Jeden gol bliżej Euro.
Tym golem przypomniał pan o sobie selekcjonerowi reprezentacji Adamowi Nawałce?
– Myślę, że nie musiałem przypominać, bo jeszcze przed wyjazdem z Włoch do Danii spotkałem się z selekcjonerem. Poza tym cały czas mamy kontakt z członkami sztabu szkoleniowego i wiem, że jestem pod obserwacją.
Wyścig o miano trzeciego napastnika kadry trwa. Pana szanse na wyjazd na Euro 2016 są wysokie?
– Wszystko będzie zależało przede wszystkim ode mnie i od mojej formy. U trenera Nawałki układ jest prosty: będę grał regularnie i strzelał, to mam szansę wrócić do kadry. Dlatego uważam, ze na razie jestem o jeden gol bliżej reprezentacji, ale przede mną jeszcze długa droga.








