Marek Papszun chciał zaskoczyć byłych podopiecznych, ale to Dawid Szwarga miał powody do wielkiej radości. Legia Warszawa przegrała z Rakowem Częstochowa 2:4 w szalonym spotkaniu przy Łazienkowskiej. Gospodarze dwukrotnie odrabiali straty, ale fatalna postawa defensywy i dublet Oliwiera Kwiatkowskiego przesądziły o ich porażce.
Marek Papszun na starcie ze swoim byłym klubem zdecydował się przygotować coś specjalnego. Od pierwszych minut swoją szansę dostał debiutant – 16-letni Franciszek Stępniewski. Urodzony w 2010 roku zawodnik zachwycał ostatnio w rezerwach, gdzie w tym sezonie zaliczył dwa gole i trzy asysty, a przed spotkaniem szkoleniowiec Legii podkreślał jego dojrzałość oraz rozumienie gry. Wpuszczenie młodego piłkarza miało pomóc wprowadzić nieprzewidywalność w ofensywie wobec braku kontuzjowanych Jakuba Żewłakowa oraz Rafała Adamskiego.
Gorzka pigułka Papszuna. Raków bezwzględny dla Legii
Po raz pierwszy w tym sezonie w wyjściowym składzie zabrakło również zawieszonego za kartki Bartosza Kapustki, którego zastąpił Damian Szymański. W Rakowie z kolei, którego od kilku tygodni ponownie prowadzi były asystent Papszuna – Dawid Szwarga, powiało optymizmem. Częstochowianie pokonali w poprzedniej kolejce Pogoń Szczecin i z podobnymi zamiarami przyjechali do stolicy. W porównaniu do tamtego spotkania w wyjściowym składzie nie było kontuzjowanego Jeana Carlosa Silvy. W jego miejsce pojawił się Tomasz Pieńko.
Po postawie Rakowa w pierwszych minutach wcale nie było widać, że przyjechał do Warszawy będąc w strefie spadkowej. Po ostatnim spotkaniu z Górnikiem Papszun mówił o tym, że jego zespół był zaskoczony pressingiem rywali i graniem długich piłek. Tym razem jednak wszystko wyglądało podobnie, bo już w pierwszych minutach w takiej sytuacji do dobrej okazji doszedł Mahir Emreli. Z głębi pola podawał Makuch, ale strzał Azera, który został nieco zepchnięty do prawej strony minął bramkę Otto Hindricha.
Mniej szczęścia Legia miała w 21. minucie. Wówczas idealnie Patryka Makucha obsłużył Fran Tudor. Napastnik Rakowa stanął oko w oko z golkiperem Legii i bez skrupułów wykorzystał dogodną sytuację. Raków prowadził, a Legia absolutnie nie miała pomysłu na to, jak sforsować defensywę rywali.
Raków prowadzi przy Łazienkowskiej. Patryk Makuch trafia na 1:0.
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/TwxeGoR8t8
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 8, 2026
Dość powiedzieć, że jeszcze przed przerwą było blisko podwyższenia prowadzenia przez Raków. Wysoki pressing gości poskutkował tym, że piłka trafiła do Emreliego. Jego strzał zbił do boku Hindrich, ale przy dobitce Makucha Legię uratował słupek.
Gospodarze zaliczyli w pierwszej połowie xG na poziomie 0,11 i nie oddali ani jednego celnego strzału. Fatalnie wyglądali zwłaszcza Rafał Augustyniak i Damian Szymański. Pierwszy notował chyba najsłabszy występ w sezonie i był bardzo niepewny pod własną bramką, a drugi miał na swoim koncie dużo strat oraz nie był w stanie jakkolwiek napędzić gry Legii do przodu.
Trudny i bolesny kurs dorosłego futbolu zaliczał również Franciszek Stępniewski. 16-latek zdołał zaledwie kilka razy dotknąć piłkę i oddać jeden bardzo niecelny strzał. W przerwie zmienił go Wahan Biczachczjan, bo Marek Papszun poczuł, że mecz wymyka mu się z rąk. Aby wrócić do gry potrzebna była jednak poprawa gry niemal wszystkich zawodników, ponieważ źle wyglądały także wahadła. Kacper Chodyna i Paweł Wszołek wiele piłek rozgrywali do boku oraz przegrywali pojedynki.
W ekipie Rakowa jak profesor wyglądał natomiast Fran Tudor, który niektórymi przechwytami i doskokami przypominał swoją najlepszą wersję sprzed lat. Po przerwie jednak Legia wyszła z nieco innym nastawieniem. Od początku podeszła wyżej i potrafiła przechwytywać piłki. Z pomocą przyszedł również jej najlepszy przyjaciel, a więc rzut z autu. To po nim w 56. minucie była w stanie doprowadzić do wyrównania.
Po wyrzucie Rafała Augustyniaka piłkę niefortunnie wybijał Władysław Koczergin, a bez zastanowienia z pierwszej piłki huknął Chodyna i było 1:1. Stadion oszalał z radości, ale nie na długo, bo następne pięć minut wstrząsnęło Łazienkowską. Najpierw ogromny błąd przy wyprowadzeniu piłki Hindricha poskutkował przechwytem rywali i znakomitą okazją Tomasza Pieńki. W tej akcji Rumun był jeszcze górą, ale później przy precyzyjnym strzale Ericka Otieno od słupka nie dał już rady.
Raków ponownie prowadził, a chwilę później było już 3:1. Szybki wypad gości zakończył się dośrodkowaniem z lewej strony i trafieniem niepilnowanego Oliwiera Kwiatkowskiego. 21-latek zastąpił w pierwszej połowie kontuzjowanego Lamine’a Diaby’ego-Fadigę i świętował swój wielki moment w Warszawie. Z kolei Otieno do gola dołożył asystę, czym podkreślił swój udany występ.
Legia nie zamierzała się jednak poddać i niecałe dwie minuty po golu Kwiatkowskiego złapała kontakt. Gola strzałem zza pola karnego strzelił rezerwowy Biczachczjan, dla którego było to pierwsze trafienie w sezonie. Ormianin dosyć długo zmagał się z kontuzją i zagrał po raz pierwszy od sierpnia. Mecz, który w opinii wielu miał być taktycznymi szachami pomiędzy Papszunem a Szwargą nabrał niesamowitych rumieńców.
Cztery gole w siedem minut w Warszawie.
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/d6YVz7R3wH
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 8, 2026
Stało się tak tym bardziej, że Legia parę momentów potem doprowadziła nawet do remisu 3:3. Po dośrodkowaniu Szymańskiego z rzutu rożnego piłkę do siatki głową wpakował Robert Deziel. Amerykanin świętował, ale po chwili gol został anulowany, gdyż Jarosław Przybył przy pomocy sędziów VAR dopatrzył się spalonego Bogdana Wjunnyka, który utrudniał interwencję Tarikowi Kariciowi.
Legia musiała więc walczyć dalej i podchodziła coraz wyżej. W obronie nadal jednak stosowała radosną twórczość, z tym, że przede wszystkim dla rywali. 72. minuta to znakomite podanie ze środka Pieńki, które napędziło kontratak. Do piłki doszedł Emreli, nawinął on Piątkowskiego oraz Urbańskiego i wstrzelił wzdłuż bramki, gdzie czekał już Kwiatkowski. Były gracz Polonii Bytom nie mógł sobie wybrać lepszego momentu na pierwsze gole w Ekstraklasie i zanotował dublet przy Łazienkowskiej.
Raków znów na dwubramkowym prowadzeniu. Dublet Oliwiera Kwiatkowskiego.
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo https://t.co/ZR80JHLdyG
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) November 8, 2026
W ostatnich fragmentach meczu gospodarze próbowali stwarzać zagrożenie. Na boisku pojawili się Ruben Vinagre, Michal Sevcik, Henrique Arreiol czy nawet dawno niewidziany Antonio Colak. Do strzałów doszli Zjawiński oraz Biczachczjan, lecz na Raków tego dnia nie było już sposobu. Po raz pierwszy w tym sezonie Raków wygrał po raz drugi z rzędu i zrównał się punktami z 15. w tabeli z Cracovią, co daje perspektywę na złapanie świeżego powietrza.
Marek Papszun z kolei zdecydowanie będzie miał o czym myśleć w trakcie najbliższej przerwy na kadrę. Jego zespół zaliczył zdecydowanie najsłabszy występ odkąd pracuje przy Łazienkowskiej. Obrońcy Legii pozwalali rywalom na zdecydowanie zbyt wiele i brak Bartosza Kapustki bardzo rzucał się w oczy przy lukach w środku pola. Kamil Piątkowski, jeśli chce na zgrupowaniu kadry pokazać się z dobrej strony, również musi prezentować się zdecydowanie lepiej.
Legia nie może wygrać już od czterech meczów i zaliczyła drugą bolesną porażkę w sezonie przy Łazienkowskiej. Dla Dawida Szwargi, który po raz pierwszy w karierze pokonał swojego trenerskiego mistrza Marka Papszuna, na pewno ten wieczór będzie miał wyjątkowy smak.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix