Musi jeszcze poczekać Lech Poznań na pierwsze zwycięstwo w fazie zasadniczej Ligi Europy. Tym razem mistrzowie Polski przegrali 1:3 w wyjazdowym starciu z Benficą, choć można im mimo wszystko pogratulować. „Pogratulować” konsekwencji, bo w grze obronnej Poznaniacy w zasadzie powtórzyli błędy z poprzednich występów w LE. Gospodarze byli nieskuteczni, momentami ewidentnie rozkojarzeni, ale w ostatecznym rozrachunku nie przeszkodziło im to w wypunktowaniu podopiecznych Nielsa Frederiksena. Tyle dobrego, że za mocno im nie wklepali.
Niby człowiek wiedział, niby się nie łudził, ale i tak chwilami ze smutkiem obserwowało się tę różnicę poziomów.
Benfica – Lech. Znów szybko stracony gol
Jako się rzekło, mistrzowie Polski postanowili rozpocząć mecz zgodnie z tradycją. Czyli: od dostania w cymbał.
- gol na 0:1 z Crystal Palace – 10. minuta
- gol na 0:1 z Bayerem Leverkusen – 29. minuta
- gol na 0:1 z Sunderlandem – 2.minuta
W starciu z Benficą ekipie z Poznania udało się zachować czyste konto przez całe sześć minut. Wszystko zaczęło się od straty Yannicka Agnero – Kolejorz nie zdołał odpowiednio dynamicznie odbudować ustawienia, a na koniec Mateusz Lis miał jeszcze trochę pecha przy interwencji. No i Rafa Silva wturlał piłkę za linię bramkową.
Czy bramkarz Lecha mógł tu zrobić więcej? Możliwe, ale nie będziemy się już nad nim znęcać. Przy tak dziadowskiej defensywie, nie ma co grillować golkipera.
RAFA SILVA Z PIERWSZYM GOLEM DLA BENFIKI JUŻ W 6. MINUCIE! 🥶⚽
📺 Polsat Sport 1, PS Premium 1
📲 Polsat Box Go#UEL https://t.co/toeSFDVNVm
— Polsat Sport (@polsatsport) November 5, 2026
Zresztą ten stracony gol to i tak był najmniejszy problem Poznaniaków przed przerwą. Lech po prostu w Lizbonie nie istniał – nie kreował zagrożenia pod bramką gospodarzy, rzadko w ogóle przedzierał się z piłką na ich połowę. Kuriozalnie to wyglądało, gdy kompletnie osamotniony Agnero próbował raz na jakiś czas oszukiwać zwodami obrońców Benfiki. Oczywiście łatwo sobie z napastnikiem Lecha radzili i może stąd jego frustracja, która zaowocowała brutalnym faulem.
Od razu przypomniał się mecz z Siarką Tarnobrzeg. Szczęśliwie tym razem stanęło na żółtym kartoniku.
Lech się obudził i… znowu oberwał
W sumie to Niels Frederiksen mógł się cieszyć, że jego podopieczni zeszli do szatni na przerwę z zaledwie jednym golem straty do Orłów. Równie dobrze na stadionowym zegarze mógł już bowiem wówczas widnieć wynik 2:0, czy nawet 3:0. Lech miał jednak to szczęście, że Lizbończykom zauważalnie brakowało jakości w ostatniej fazie akcji. W pole karne mistrzów Polski przedzierali się raz po raz z dziecinną łatwością, ale potem zawsze coś szwankowało. A to Andreas Schjelderup za długo holował futbolówkę, a to Jhon Duran za długo składał się do uderzenia, a to Claudio Echeverri nie potrafił się wstrzelić w światło bramki.
Co tu dużo gadać, mogło być już pozamiatane. A tak, goście zachowali wiarę w powtórkę scenariusza starcia z Sunderlandem, kiedy to udało im się wyszarpać remis. Problem w tym, że po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. Benfica dalej rozrywała szeregi obronne Lecha w bocznych sektorach, ale brakowało jej precyzji w wykończeniu. Tymczasem Kolejorz niby grał odważnie, ale wynikały z tego defensywne kłopoty przy minimalnych zyskach po przeciwnej stronie boiska.
0,03 – takim współczynnikiem spodziewanych goli legitymował się Lech po 60 minutach rywalizacji. A gdy po godzinie gry Poznaniacy zaczęli się wreszcie choć trochę Benfice odgryzać, to zaraz stracili drugą bramkę. Gianluca Prestianni tak zakręcił Joelem Pereirą, że trzeba go było wyciągać z murawy korkociągiem.
Na domiar złego kontuzji nabawił się Pablo Rodriguez. Jak nie idzie, to nie idzie.
Lech złapał kontakt, ale na więcej nie było go stać
Niespodziewanie gospodarze wyciągnęli jednak do Lecha pomocną dłoń. Szkoleniowiec Benfiki ukrył twarz w dłoniach, gdy koszmarny błąd jego podopiecznych w rozegraniu piłki pod własną bramką został wykorzystany przez wpuszczonego z ławki rezerwowych Leo Bengtssona.
Nie współczujemy jednak Marco Silvie. Hej, żeby w takim meczu nie dać chociaż paru minut Kubie Kamińskiemu?
BŁAD ZE STRONY GOSPODARZY… I GOL DLA LECHA POZNAŃ! 🔥⚽ LEO BENGTSSON‼️
📺 Polsat Sport 1, PS Premium 1
📲 Polsat Box Go#UEL https://t.co/zHIO2Bdq9u
— Polsat Sport (@polsatsport) November 5, 2026
Zresztą piłkarze Benfiki szybko zadbali o udobruchanie swojego trenera. Uniknęli kolejnych baboli, a w 90. minucie dobili ekipę ze stolicy Wielkopolski trzecim golem.
***
Szczerze? Takie trochę bez historii to starcie. No niby był w drugiej połowie ten nieco bardziej ekscytujący moment, kiedy Lech złapał kontakt z przeciwnikiem, ale – co do zasady – Orły miały mecz pod całkowitą kontrolą i w końcówce też nie dały sobie zrobić zbyt dużej krzywdy. Pocieszające jest natomiast to, że najtrudniejsze wyzwania w fazie ligowej Ligi Europy już w zasadzie za Kolejorzem. Poznaniacy zmierzą się jeszcze z Unionem Saint-Gilloise, Ferencvarosem, Torreense oraz OFI Kreta.
Awans do play-offów nadal jest w zasięgu, choć aktualna pozycja Lecha w tabeli na to rzecz jasna nie wskazuje.
Niemniej, jak dotąd zderzenie z Ligą Europy jest dla Kolejorza, co tu kryć, naprawdę brutalne.
SL Benfica – Lech Poznań 3:1 (1:0)
- 1:0 – Rafa 6′
- 2:0 – G. Prestianni 67′
- 2:1 – L. Bengtsson 72′
- 3:1 – H. Sudakow 90′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl