Patrząc na terminarz Jagiellonii Białystok w Lidze Europy, od początku było wiadomo, że poza domowym meczem z Araratem-Armenia zwycięstwa należy oczekiwać przede wszystkim w wyjazdowym starciu z Lewskim Sofia. Niestety, drużyna z Podlasia na bułgarskiej ziemi nie potrafiła nawet zremisować, co sprawia, że w praktyce jej szanse na wejście do fazy pucharowej zmalały do minimum.
Powiedzmy sobie jasno: to nie było spotkanie na poziomie godnym LE. Bardziej przypominało ono konfrontację jakichś dwóch egzotycznych ekip z Ligi Konferencji, w której z europejskich federacji grał już prawie każdy. Skala piłkarskiego rozmemłania momentami wybijała tu poza skalę – ze strony jednych i drugich.
Jagiellonia po słabym meczu przegrywa z Lewskim
Obydwa zespoły co rusz popełniały szereg zaskakujących błędów. Głupie, skrajnie ryzykowne straty. Kuriozalne nieporozumienia. Bardzo niedokładne rozgrywanie po odbiorze, a często naprawdę nie chodziło o nie wiadomo jak trudne rzeczy do wykonania. Otrzymaliśmy pełen pakiet. Szczytem wszystkiego była scenka z pierwszej połowy, gdy schodzący do środka Montoia chciał zostawić piłkę w miejscu Romanczukowi, ale ten się nie zorientował i Lewski zanotował wysoki odbiór. Potem jednak źle rozegrał akcję, dwie próby gospodarzy zostały zablokowane i skończyło się jedynie na rzucie rożnym.
I głównie dzięki tej ofensywnej nieudolności z obu stron bardzo długo nie oglądaliśmy goli. Bardziej klasowy przeciwnik tak dużą liczbę prezentów spokojnie zamieniłby na kilka trafień.
Jagiellonia dobrze weszła w mecz, doszła do paru sytuacji i okazało się, że ta Kajetana Szmyta była najlepsza w całym meczu jeśli chodzi o naszego przedstawiciela. Wysoki przechwyt, podanie w pole karne i skrzydłowy Jagi praktycznie stanął oko w oko z bramkarzem. Niestety, przegrał pojedynek, uderzył sygnalizowanie i Swetosław Wucow odbił piłkę.
Tylko jedna sytuacja w drugiej połowie
Można też żałować kilku innych akcji, chociażby ładnie rozegranej kontry z końcówki pierwszej połowy, którą kiepskim strzałem wykończył Jeremy Agbonifo. Wypożyczony z RC Lens zawodnik ciągle każe nam wracać do jego domowego meczu z Iberią, bo to na razie jedyny wyraźnie pozytywny punkt odniesienia z nim związany. W Sofii Agbonifo podejmował niemal same złe decyzje, a nawet jeśli miał dobre zamiary, zawodziła go technika.
Nic dziwnego, że od razu po przerwie zmienił go Ousman Sow, tyle że i on wypadł słabo. Z tą różnicą, że na kwadrans przed końcem w końcu się przebił w pole karne, ale minimalnie za słabo dokręcił strzał. Piłka przeleciała centymetry obok dalszego słupka. To na dobrą sprawę była jedyna konkretna szansa Jagiellonii w drugiej odsłonie.
Lewski całościowo miał ich jeszcze mniej, bo jak wspomnieliśmy, mnóstwo sytuacji psuł w zalążku. Trzeba też oddać Konstantopoulosowi, że prawie do samego końca w obronie prezentował się znakomicie. Prawie, bo wreszcie w 83. minucie Stojanczow okazał się najsprytniejszy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zapewnił swojej drużynie zwycięstwo. Jednym z winowajców okazał się grecki stoper, który próbował przeciąć tę wrzutkę i mu się nie udało.
🔥 83. MINUTA – GOL DLA LEVSKI SOFIA!⚽
STEVEN STOYANCHOV trafia do siatki Jagiellonii Białystok w samej końcówce spotkania! 👀
#UEL https://t.co/RGSKvKwOkU
— Polsat Sport (@polsatsport) November 5, 2026
Jaga próbowała wyrównać, ale nawet się do tego nie zbliżyła. Szkoda, bo teraz czekają Sunderland, Crystal Palace i Olympique Lyon. Rozkład jazdy jest tak trudny, że wyjazd do Pilzna na koniec może być już tylko meczem o punkty do rankingu i bonus finansowy od UEFA. Miało wyjść inaczej.
Lewski Sofia – Jagiellonia Białystok 1:o (0:0)
- 1:0 – Stojanczow 83′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix