Gole i spektakle. Serie A znowu jest widowiskowa

Marcin Długosz

01 listopada 2026, 16:17 • 5 min czytania 0

Reklama
Gole i spektakle. Serie A znowu jest widowiskowa

Serie A w obecnym sezonie ogląda się po prostu świetnie. Porównując ją z poprzednimi rozgrywkami, zmieniła się o niebo. Jesteśmy jeszcze na fali po znakomitych derbach Mediolanu, ale to liczby mówią jasno. Po zeszłorocznej zapaści, we Włoszech znów serwują nie tylko pizzę i makaron, ale i futbol, któremu warto poświęcić trochę czasu.

Reklama

Gdy pod koniec maja zakończyła się odsłona 2025/2026, nie brakowało rozważań, że właśnie wygasł „jeden z najgorszych sezonów w historii”. Afery sędziowskie, dziwne rzuty karne, liczne remisy 0:0, słabość napastników – to wszystko sprawiało, że Serie A raczej od siebie odpychała, zamiast przyciągać.

Konia z rzędem temu, kto by pomyślał w wakacje, że na przestrzeni raptem kilku miesięcy uda się znów odnaleźć oblicze, które przecież nie jest niczym nowym. W wielu poprzednich sezonach we Włoszech nie brakowało widowiskowych meczów, ale w pewnym momencie coś się załamało.

Jesteśmy w trakcie dziesiątej kolejki, czyli na etapie mniej więcej jednej czwartej rozgrywek. Jest to już etap, na którym można pokusić się o pierwsze wnioski. Spójrzmy zatem na suche liczby.

Reklama

Dużo mniej karnych, dużo więcej goli

Po pierwsze, po dziewięciu kolejkach obecnego sezonu, w Serie A padły już 284 gole. To wynik aż o 81 bramek lepszy w porównaniu z zeszłym rokiem, kiedy w tym momencie mogliśmy mówić jedynie o 203 golach. Aktualny sezon przynosi nam zacną średnią 3,15 bramki na mecz.

Nie bez znaczenia jest fakt, że jak dotąd byliśmy świadkami tylko dwóch bezbramkowych remisów. Jednego zaskakującego, bo w meczu drużyn ofensywnych – pomiędzy Como a Romą. Drugiego może nieco bardziej wpisującego się w scenariusz, bo Parmy z Udinese, ale w tym spotkaniu Parmeńczycy zmarnowali rzut karny.

Właśnie remisy 0:0 były prawdziwym przekleństwem ubiegłego sezonu Serie A. Padło ich aż 36. Druga pod tym względem wśród TOP5 lig Europy Premier League, odnotowała 27 takich wyników. Obecna średnia wskazuje, że nie powinniśmy dobić nawet do dziesięciu bezbramkowych wyników.

Zresztą, w siódmej kolejce rok temu padło raptem jedenaście bramek. Odkąd Serie A jest 20-zespołowa, czyli od edycji 2004/2005, to najgorszy wynik w historii. I właśnie taki był ten poprzedni sezon, od którego teraz Włosi w imponującym stylu się odbijają – na pęczki nudnych meczów, dużo rozczarowujących wyników i niemoc w ataku.

Reklama

A skoro atak, to napastnicy. W zeszłym sezonie królem strzelców Serie A został Lautaro Martinez i wystarczyło mu do tego 17 bramek. Był to jedyny przypadek w XXI wieku i pierwszy taki od 35 lat, kiedy najlepszy strzelec ligi nie dobił nawet do 20 trafień.

Gdyby sezon potrwał trzy-cztery kolejki dłużej, rzeczy niebywałej mógł dokonać Donyell Malen. Holender dołączył do Romy w styczniu z Aston Villi i od razu był skuteczny. Do siatki we Włoszech trafił czternaście razy, zatem wystarczyły mu cztery miesiące, żeby być drugim najlepszym strzelcem Serie A.

Spójrzmy na klasyfikację strzelców teraz – Gustavo Varela z Monzy z dziewięcioma golami, wspomniany Malen i Antonio Raimondo z Frosinone po osiem, Nikola Krstović z Atalanty sześć, kilku innych piłkarzy po pięć.

To wszystko średnia, która pozwala iść na 20+ bramek w sezonie. Dziwić może obecność zwłaszcza Vareli i Raimondo, na których nikt nie stawiał w kontekście takich osiągnięć, ale nawet pomimo faktu gry w mniejszych klubach, popisują się świetną skutecznością.

Reklama

I to wszystko także wobec faktu, że rok temu po dziewięciu kolejkach w lidze było 26 rzutów karnych, z czego 21 wykorzystanych, a teraz – 18 „jedenastek” i tylko 11 zamienionych na gole. Nie dość, że padło o ponad 80 bramek więcej, to jeszcze aż 10 z nich mniej padło po karnych.

Wojna z miękkimi karnymi

W lipcu szefem włoskich sędziów został były arbiter międzynarodowy, Daniele Orsato, obejmując stery po Gianluce Rocchim, który już wiosną musiał opuścić stanowisko w niesławie wobec łamania protokołu VAR. Obsadowiec w trakcie meczów miał podpowiadać sędziom odpowiedzialnym za wideoweryfikację, co zasugerować głównemu. To całkowite złamanie zasd.

Jedną z misji Orsato, o czym mówiło się już latem, miała być walka z miękkimi karnymi. I choć jak zawsze znajdą się kontrowersje, problemy i błędne decyzje, to trudno oprzeć się wrażeniu, że Włoch to zadanie spełnił. Na boisku na karnego naprawdę trzeba zasłużyć, a ogólny poziom sędziowania w Serie A wzrósł.

Reklama

Hity dowożą, mniejsi nie murują

Nie trzeba być fanem żadnego włoskiego klubu, ani ligi jako takiej, żeby w tym sezonie po prostu się przy niej dobrze bawić. Spójrzmy na kilka wybranych meczów, które już się odbyły i stanowiły perfekcyjną wizytówkę calcio:

  • Inter – Napoli 3:2,
  • Lazio – Milan 2:2,
  • Inter – Udinese 5:3,
  • Roma – Inter 2:2,
  • Frosinone – Sassuolo 4:2,
  • Milan – Atalanta 3:2,
  • Napoli – Roma 3:3,
  • Atalanta – Frosinone 4:4,
  • Milan – Bologna 2:4,
  • Milan – Inter 3:1.

Hity dowożą i to jest jedno. Drugie natomiast, że mecze mniejszych zespołów, często walczących o utrzymanie czy dryfujących gdzieś w środku tabeli, zamieniły się w ofensywne widowiska, a nie taktyczne szachy. Niemal wszyscy we Włoszech chcą strzelać gole, grać do przodu i tworzyć coś, co ogląda się doskonale.

Ofensywnymi potworami są Inter i Roma, in plus szokuje Lazio, swoją filozofię na ofensywną całkowicie zmienił Milan, Como to już uznana marka, ale golami  dowożą też Frosinone, Atalanta, Bologna czy nawet Monza…

Reklama

Juventus – Napoli: warto mieć na oku

Tym bardziej warto w niedzielny wieczór, w którym nie ma zbyt wielu kontrpropozycji, włączyć mecz Juventusu z Napoli. Akurat te drużyny może nie są w tym sezonie gwarantem topowej rozrywki – zwłaszcza dla swoich kibiców – ale duże mecze w Serie A już nie rozczarowują.

A zwłaszcza, że obie ekipy ugrzęzły chwilowo w strefie poza europejskimi pucharami. I Luciano Spalletti, i Massimiliano Allegri muszą naprawić sytuację bardzo szybko, inaczej jeszcze przed zimą będą mogli szukać sobie nowej roboty.

Zapowiada się zatem wybornie i z nutką presji. Żeby potem nie było, że nie daliśmy znać!

Reklama

Fot. Newspix

0 komentarzy
Marcin Długosz

Serie A, Serie B, Włosi w europejskich pucharach - kocha wszystko, co spod znaku calcio. Za Milanem przemierzył sporo kilometrów, kocha zapach San Siro i będzie płakał przy wyburzeniu (które jest konieczne). Nie zapomina o starej, dobrej Ekstraklasie. Na weszlo.com i w WeszłoTV opowiada głównie o piłce włoskiej i polskiej.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama