Grał w Polsce, nie przebił się w wielkim klubie. Szczerze mówi o powodach

Mikołaj Duda

30 października 2026, 15:29 • 3 min czytania 2

Reklama
Grał w Polsce, nie przebił się w wielkim klubie. Szczerze mówi o powodach

W Ekstraklasie jeszcze kilka lat temu występował Cilian Sheridan, który w przeszłości próbował zaistnieć w Celtiku Glasgow. Irlandczyk dał się zapamiętać szczególnie ze swoich występów w Jagiellonii, ale zaliczył również epizod w Wiśle Płock. Po czasie szczerze przyznaje, dlaczego jego kariera w największym szkockim klubie nie potoczyła się do końca tak, jak powinna. 

Reklama

Dla Sheridana szczególnie udana była pierwsza runda, jaką spędził w Polsce. Wiosną 2017 roku w barwach Jagiellonii w 14 występach strzelił osiem goli oraz dorzucił cztery asysty. Później jednak tak dobrze nie było i jego bilans w klubie z Białegostoku zamknął się na 20 trafieniach i sześciu ostatnich podaniach w 60 występach.

Po epizodach w Australii oraz Izraelu wrócił na boiska Ekstraklasy. Tym razem do Wisły Płock, gdzie jego przygoda nie potoczyła się do końca tak, jak się spodziewano. W 31 spotkaniach zdobył trzy bramki oraz dorzucił tyle samo ostatnich podań.

Były piłkarz polskich klubów nie przebił się w Glasgow. Teraz mówi o przyczynach

Cilian Sheridan swego czasu uchodził za wielki talent, o czym najlepiej świadczy fakt, że już jako 17-latek został wypatrzony przez Celtic Glasgow. Mimo że wróżono mu tam dużą przyszłość, to jednak nie zrobił takiej kariery, jakiej się spodziewano. Jego bilans w szkockim klubie zatrzymał się na 19 występach, w których cztery razy trafił do siatki rywala oraz dorzucił jedno ostatnie podanie.

W rozmowie z The Scottish Sun opowiedział o tym, co wydarzyło się po drodze, że jego przygoda nie była tak imponująca, jakiej spodziewano się za jego czasów juniorskich. Kluczową rolę odegrała sfera mentalna.

Reklama

– Kiedy patrzę wstecz na wszystkich zawodników, którzy przeszli przez Celtic i zdołali się przebić, widzę, że chodziło o mentalność. Byli to piłkarze, którzy dostawali szansę w pierwszym zespole i wierzyli, że powinni w nim być. Mówili sobie: „To moja szansa. Jestem zawodnikiem pierwszej drużyny i jestem lepszy od gościa, którego zastępuję”. Osobiście podchodziłem do tego w ten sposób: „Jestem tutaj tylko dlatego, że ktoś jest kontuzjowany”. Czekałem, aż ktoś mnie zastąpi. Uważam, że właśnie to odróżnia zawodników, którzy docierają na najwyższy poziom.

– Ci, którzy przebijają się do składów wielkich klubów i pozostają w nich na dłużej, zawsze mają odpowiednią mentalność. Są zawodnicy tacy jak Aiden i Faddy, którzy mają niesamowity talent, ale jednocześnie wierzyli w siebie. Bycie cudownym dzieckiem w wieku nastoletnim to jedno, ale jeśli nie idzie za tym odpowiednie nastawienie, nie wykorzystasz w pełni swojego potencjału. Powiedziałem coś w stylu: „Naprawdę podkręcę teraz tempo, żeby zapewnić sobie dobry transfer”. Aiden odpowiedział: „Dlaczego nie jesteś taki przez cały czas?”. I miał rację. Nie powinieneś włączać i wyłączać odpowiedniego nastawienia w zależności od sytuacji. Aiden miał ogromny talent, ale wykonywał też dodatkową pracę, której inni nie widzieli.

Irlandczyk latem tego roku zakończył piłkarską karierę. Ostatnie lata spędził na niższych poziomach w Szkocji.

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Frederiksen wciąż wierzy w Agnero. „Yannick jest teraz naszym numerem jeden”

Braian Wilma
19
Frederiksen wciąż wierzy w Agnero. „Yannick jest teraz naszym numerem jeden”