Asysty lepsze niż gole. Bayern znów nie znalazł sposobu na Arsenal

Patryk Idasiak

21 października 2026, 23:07 • 5 min czytania 0

Reklama
Asysty lepsze niż gole. Bayern znów nie znalazł sposobu na Arsenal

Możecie sobie wybrać, która asysta była lepsza – ta Martina Odegaarda, czy ta Harry’ego Kane’a. Obaj wypieścili zagraniami kolegów, ale żadne z tych podań nie zaważyło na zwycięstwie. Gdy wydawało się, że Bayern ma już wszystko pod kontrolą, to wtedy Declan Rice powiedział „sprawdzam”. 

Reklama

Bayern Monachium w sezonie 2025/26 był maszyną. W Bundeslidze przegrał raz, w Lidze Mistrzów dwukrotnie. Tylko jeden zespół pokonał Bawarczyków różnicą więcej niż jednej bramki i to był właśnie Arsenal w fazie ligowej (3:1). Dlatego teraz chcieli się za to zrewanżować. Zwłaszcza, że przecież Kanonierzy wymęczyli wygrane z Forest i Leeds United w lidze, a to nie są jacyś hegemoni.

W hicie zabrakło Joshuy Kimmicha. Wszystko z powodu tragedii rodzinnej – Bayern poinformował w dniu meczu, że zmarł tata niemieckiego pomocnika.

Reklama

Kontuzja Bukayo Saki…

Nie było to od początku tak porywające widowisko, jak w Paryżu. Jeśli ktoś ma okazję rzadko oglądać Bayern, to czasami mógł pomyśleć, że Harry Kane to jakiś nowy defensywny pomocnik, ale dla fanów Bundesligi nie jest to niczym nowym. Zdarzało się, że przed Anglikiem było nawet siedmiu kolegów z drużyny, bo on sobie rozgrywał gdzieś tam na własnej połowie na lewym skrzydle. Zreszta posłał stamtąd taką fantastyczną, ciętą piłkę do Saibariego, ale ten jej nie opanował.

Mogło zaskakiwać, że przez pierwszy kwadrans zespół Kompany’ego oddał piłkę. Chciał sobie zobaczyć, co tam takiego Arsenal wyczaruje w ataku pozycyjnym. Ale za wiele pod bramkami się nie działo. Tempo nie porywało, choć jedną z akcji ładnie napędził Bukayo Saka. Obrócił się i uciekł Daviesowi, ale po tym sprincie… złapał się za udo i upadł na murawę. Minęło zaledwie dziewięć minut, a Mikel Arteta musiał już szykować Eberechiego Eze.

Saka w zeszłym sezonie trzykrotnie wypadał z kontuzją na kilka spotkań. W tym był zdrowy, grał regularnie i prezentował niezłą formę – to trzy gole w lidze, gol i asysta w LM, dublet w kadrze…

Reklama

Dwie genialne asysty – najpierw Odegaarda, potem Kane’a

Dopiero sytuacja Serge’a Gnabry’ego trochę rozruszała mecz. Bayern zrobił to, na co od wielu minut polował. Czekał, aż Arsenal podejdzie wyżej, żeby szybko wznowić grę i zagrać dalszą piłkę do Daviesa przy rozproszonych formacjach rywala. Kapitalną interwencją popisał się jednak David Raya.

Nie tylko Kane potrafi jednak zagrać taką piłkę za plecy, że kibice łapią się za głowy. Takim gamechangerem w Arsenalu jest Martin Odegaard, który wyraźnie wrócił do formy, bo w sezonie mistrzowskim mocno irytował bezbarwnością. Norweg posłał podanie nawet sprzed koła środkowego do uciekającego na pozycję Eze, a ten pokonał Manuela Neuera. Trwało jeszcze sprawdzanie, bo sędzia główny bramkę zaliczył, a boczny zasygnalizował ofsajd. VAR był jednak po stronie pana Davide Massy.

W odpowiedzi Saibari kopnął w kosmos z nieprzygotowanej pozycji. Niby nie warto o takiej akcji wspominać, ale był to zaledwie drugi strzał Bayernu, a na tablicy wybiła właśnie 33. minuta.

Reklama

Aż tutaj Harry Kane postanowił porywalizować z Odegaardem o asystę kolejki i równie imponująco ze środka boiska wypuścił Alphonso Daviesa. Było to podanie idealnie w tempo – takie, że ominęło Timbera dokładnie tam, gdzie miało. Wślizg by tutaj nic nie dał.

I od tego czasu Bayernowi nie zależało już, żeby taktycznie kombinować, wyczekiwać, uderzyć w odpowiednim momencie. Starał się wejść w rolę dominatora z Bundesligi. Dominacja była raczej delikatna, ale zmiana nastawienia widoczna. Strzały Kane’a, Gnabry’ego i Daviesa sprawiły, że gospodarze trochę do statystyk nadrobili.

Reklama

Rozkręcili się chłopcy

Jedni i drudzy w drugiej połowie postanowili zareagować na kręcenie nosem na dość liche widowisko i stwierdzili, że teraz to już sobie pograją jak PSG z Barceloną. W pięć minut mieliśmy:

  • kapitalną paradę Manuela Neuera po strzale z główki Bruno Guimaraesa; sparował piłkę na poprzeczkę jak za najlepszych lat
  • pudło Saibariego z siedmiu metrów, który miał szczęście, że odgwizdany został spalony, bo skaszanił to konkretnie
  • rewelacyjną interwencję Davida Rayi po strzale z główki Upamecano, który podłączył się do akcji niczym kiedyś brazylijski stoper Lucio

Ale to była tylko mała namiastka wieczoru w Paryżu.

Reklama

Bayern prowadzenie objął w momencie, gdy na chwilę się to wszystko uspokoiło. Gnabry i Laimer ładnie pograli na prawym skrzydle, ten drugi dograł na pole karne, a Harry Kane uderzył prosto w rękę Jurriena Timbera, który rzucił się na wślizgu, by zablokować strzał. Miał pecha, że oberwał akurat w oderwaną od ciała dłoń. A że piłka zmierzała w stronę bramki, to decyzją musiał być rzut karny. Z nich Kane się w tym sezonie w klubie nie myli, spudłował tylko w Lidze Narodów.

Trwała dominacja Bayernu, infografika na ekranie pokazała, że w ostatnich piętnastu minutach statystyka strzałów wyniosła 6:1.

Reklama

Ale Arsenal miał aktywnego Eze. Raz zatrzymał go Neuer, raz musiał faulem Laimer, bo skrzydłowy już wjeżdżał w pole karne. Dlatego też Kompany wpuścił Lennarta Karla, który miał za zadanie pomagać w podwajaniu Anglika.

Za to występ Madueke… raz ten irytujący gość tak uratował piłkę, żeby nie wyszła za linię, że w ten sposób… napędził kontrę, po której minimalnie chybił Laimer. Trudno coś zdziałać, gdy tylko jedno skrzydło potrafi zrobić różnicę.

Arteta widział, że jego zespół gra tak sobie i postanowił wpuścić Gyokeresa i Lewisa-Skelly’ego. Bayern zwolnił i wyczekiwał. Wydawało się, że wszystko kontroluje. No właśnie, wydawało się. Tak sobie czekał na Arsenal, który zrobił świetną akcję w ataku pozycyjnym – szybko z prawej do lewej, dwa odegrania z pierwszej piłki i kluczowy w tym wszystkim Declan Rice.  Najpierw tę klepkę zaczął, a potem wjechał w pole karne i huknął prawą nogą! 

Reklama

Arsenal uśpił czujność gospodarzy, żeby w tym jednym momencie imponująco przyspieszyć. Swój udział miał w tym także Viktor Gyokeres – to on wziął na plecy Taha i asystował do Rice’a.

W końcówce to nawet Kanonierzy bardziej grali o pełną pulę. Interwencją musiał popisać się Manuel Neuer. Taki wynik oznacza, że Bayern ma pięć punktów, a Arsenal siedem po trzech kolejkach.

Bayern Monachium – Arsenal 2:2

  • 25′ Eze – 0:1
  • 35′ Davies – 1:1
  • 61′ Kane (pen.) – 2:1
  • 82′ Rice – 2:2

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Patryk Idasiak

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama