Ostatni ligowy mecz Legii o realną stawkę z dziewięcioma Polakami w składzie? 2015 rok. Ostatni jej skład, w którym wraz z zawodnikami z ławki można doliczyć się dwunastu Polaków w spotkaniu Ekstraklasy? 2010 rok. Na boisku przebywał wtedy Marcin Mięciel. Oba te rekordy zostały wyrównane w meczu Legii z Wisłą Kraków. Marek Papszun stawia na rodzimych graczy w stopniu, jakiego na Łazienkowskiej nie widziano od kilkunastu lat.
Polacy odgrywają dziś największą rolę w Legii od wielu lat
Dziewięciu Polaków w pierwszym składzie: Piątkowski, Augustyniak, Wszołek, Szymański, Kapustka, Chodyna, Szczepaniak, Zjawiński i Adamski. Łącznie aż dwunastu na boisku, bo w trakcie meczu z Wisłą Kraków na murawę weszli jeszcze Reca, Urbański i Żewłakow. Do tego jedyne bramki zdobyli Zjawiński i Adamski.
Legia Marka Papszuna staje się powoli zdominowana przez polskich piłkarzy. Nie jest jeszcze oczywiście pod tym względem liderem Ekstraklasy. 61% minut w barwach Wojskowych zaliczyli krajowi zawodnicy. W Zagłębiu Polacy odpowiadają za ponad 2/3 czasu gry, a w GKS-ie Katowice za ponad 70%.
Wygląda na to, że Warszawiacy bez problemów będą na koniec tego sezonu jednym z czterech klubów, w których Polacy odgrywają największą rolę. W piątym pod tym względem Lechu obcokrajowcy i miejscowi zawodnicy rozgrywają bowiem praktycznie po tyle samo minut. Za plecami Legii czai się zatem wyłącznie Korona.
CWKS na podium klasyfikacji Ekstraklasy według największej liczby minut rodzimych graczy? Byłaby to pierwsza taka sytuacja w XXI wieku! Ostatni raz Legia była na podium w sezonie 1999/2000, gdy w składzie nie miała żadnego zawodnika zagranicznego, wraz z Odrą Wodzisław i Ruchem Radzionków.
Legia bardziej polska od… Polonii. Piekło zamarzło
Aż pięć klubów 1. Ligi, która teoretycznie w dużej mierze powinna być miejscem do gry dla naszych rodaków, stawia w większym stopniu na obcokrajowców niż Legia. Są to Stal Rzeszów, Miedź Legnica, Nieciecza, Lechia Gdańsk i Polonia Warszawa.
Szczególnie interesujący jest ten ostatni przypadek. Przez wiele lat to Polonia była klubem, w którym mogli pokazywać się Polacy, a jej lokalna rywalka przodowała w stawianiu na graczy zagranicznych. Od czasów Emmanuela Olisadebe właściwie nigdy nie wyprzedzała pod tym względem Legii, nie licząc lat 2005–2006, kiedy to wskaźnik ten w Polonii zawyżał Adam Cichon – formalnie Niemiec, który dopiero kilka lat później uzyskał polskie obywatelstwo.
Sytuacja wyrównała się w zeszłym sezonie, a w obecnym Polacy w Legii rozgrywają o siedem procent więcej minut niż w drużynie Czarnych Koszul, która przecież występuje o szczebel niżej.

Brak dokładnych danych Polonii z lat 2014-16, ale występował w niej wtedy praktycznie jeden obcokrajowiec
Rok temu Legia wystawiła przeciwko Chelsea dwóch Polaków
Dziewięciu Polaków w podstawowym składzie Legii, a dwunastu łącznie, wliczając rezerwowych, którzy weszli na murawę. Takie liczby rodzą pytanie: kiedy ostatnio skład tego zespołu malował się w aż tak biało-czerwonych barwach?
Jest to pytanie tym bardziej zasadne, że wiosną 2025 roku w zwycięskim meczu na Stamford Bridge z Chelsea w wyjściowym składzie Legii wyszło… dwóch Polaków: Jan Ziółkowski i Maximilian Oyedele. Żadnego z nich nie ma już w Warszawie. Podobnie było w kwietniu 2024 roku, gdy mecz ligowy z Górnikiem rozpoczęli tylko Dominik Hładun i Rafał Augustyniak. W tych meczach z ławki wchodziło jednak kilku Polaków.
Domowe spotkanie z Pogonią w 2021 roku rozpoczęli Cezary Miszta, Mateusz Wieteska i Artur Jędrzejczyk i nie dołączył do nich później żaden ich rodak. Tak jest! Bywały mecze Legii, w których murawy dotknęło zaledwie trzech miejscowych zawodników!
Dziewięciu Polaków w wyjściowym składzie? Dawno i w meczach o pietruszkę
Ostatnie mecze, w których w barwach Legii w wyjściowym składzie wystąpiło dziewięciu Polaków, odbyły się w lipcu 2020 roku. Ważne są jednak okoliczności. Było to dokańczanie sezonu covidowego. Legia kilka dni wcześniej zapewniła sobie tytuł mistrzowski. Grała więc o nic. Nic więc dziwnego, że z Lechią zagrała w składzie: Cierzniak, Stolarski, Wieteska, Wszołek, Cielemęcki, Slisz, Pyrdoł, Cholewiak, Rosołek, których uzupełniali Inaki Astiz i Luis Rocha. W kolejnym meczu z Pogonią Mosór i Włodarczyk zastąpili Wszołka i Pyrdoła. Ot, po prostu: trener Vuković dał pograć tym, którzy normalnie w pierwszym składzie nie wychodzili.

Szpaler dla mistrzowskiej Legii przed meczem w Gdańsku
Także dziewięciu Polaków wystawił we wrześniu 2017 roku Romeo Jozak w swoim drugim meczu na ławce trenerskiej Legii. Znów nie było to jednak nic poważnego. Chodzi bowiem o spotkanie z trzecioligowym Ruchem Zdzieszowice w Pucharze Polski. Mecz rozpoczął się w składzie: Cierzniak, Broź, Żyro, Dąbrowski, Moneta, Szymański, Kopczyński, Mączyński i Niezgoda, a także Cristian Pasquato i Daniel Chima Chukwu. Zestawienie egzotyczne, choć przecież bardzo polskie!
Kiedy jednak dziewięciu Polaków wyszło w pierwszym składzie w „poważnym” meczu? Wydawać by się mogło, że było tak 19 lipca 2017 roku. Trener Jacek Magiera postawił na układ: Cierzniak, Jędrzejczyk, Dąbrowski, Pazdan, Szymański, Mączyński, Makowski, Moneta, Kucharczyk, których wsparli Adam Hlousek i Guilherme. Była to druga runda eliminacji Ligi Mistrzów, więc chyba mecz o dużą stawkę? No nie do końca. Był to bowiem rewanż z IFK Mariehamn po wygranej Legii aż 3:0 w pierwszym meczu wyjazdowym. Stawka zatem znów nie była wielka, a podstawowych zawodników oszczędzano.
Także dziewiątka wyszła na boisko w 2016 roku przeciwko Zawiszy. Malarz, Broź, Lewczuk, Rzeźniczak, Brzyski, Bereszyński, Kopczyński, Pazdan, Saganowski plus Bułgar Aleksandrow i serbski Węgier Nikolić. Półfinał Pucharu Polski wygrany przez Legię tylko 2:1, więc chyba w końcu znaleźliśmy istotny mecz CWKS-u z dziewięcioma Polakami w wyjściowym składzie? Niestety. Był to rewanż po pierwszym spotkaniu wygranym aż 4:0 i Stanisław Czerczesow także postawił wtedy na rezerwy. Dziewiątka rozpoczęła też mecz wcześniejszej rundy Pucharu Polski przeciwko Chojniczance.
Ostatni taki mecz? Także z Wisłą Kraków
Żeby znaleźć prawdziwy poważny mecz o ligową stawkę z dziewięcioma Polakami w wyjściowej jedenastce Legii, musimy cofnąć się o ponad dekadę. W sezonie 2014/15 Henning Berg dwukrotnie przeciwko Koronie i Pogoni, a także raz w meczu z Wisłą Kraków postawił właśnie na taki skład.
Ostatni ligowy mecz Warszawiaków z zaledwie dwoma obcokrajowcami w podstawowym składzie miał miejsce 31 maja 2015 roku. Zagrali wtedy: Broź, Rzeźniczak, Lewczuk, Brzyski, Żyro, Furman, Jodłowiec, Kucharczyk, Saganowski, wsparci przez Słowaków: Ondreja Dudę i Dusana Kuciaka. Michał Żyro w ten weekend komentował spotkanie Ekstraklasy, ale nie był to niestety mecz Legii.
Co ciekawe, tak jak w ostatni weekend, rywalem była wtedy Wisła Kraków.

Ostatni mecz Legii o realną ligową stawkę z dziewięcioma Polakami w wyjściowym składzie
Jeszcze trudniej znaleźć spotkanie, w którym łącznie na boisku (nie tylko w wyjściowym składzie) znalazło się ostatni raz dwunastu Legionistów. Limit zmian zwiększony do pięciu mamy przecież tylko od czasu covidu. Wcześniej osiągnięcie takiego wyniku, wliczając rezerwowych, było znacznie trudniejsze.
Nawet w omawianych meczach „o pietruszkę” z końcówki sezonu 2019/20 zagrało tylko jedenastu miejscowych zawodników. Podobnie jak w meczu ze Zdzieszowicami czy IFK Mariehamn.
Z pomocą przychodzą jeszcze mniej istotne rozgrywki, czyli Superpuchar Polski. W lipcu 2016 roku z Lechem mecz rozpoczęło tylko siedmiu Polaków, ale ze względu na powiększony limit zmian, łącznie znalazło się ich na boisku aż jedenastu. Rok wcześniej mecz o tę samą stawkę z tym samym rywalem zaczęło ośmiu (Broź, Rzeźniczak, Lewczuk, Brzyski, Pazdan, Jodłowiec, Ryczkowski i Kucharczyk), a w drugiej połowie na murawę weszli jeszcze Żyro, Furman, Masłowski i Saganowski. Był to ostatni przypadek, gdy w meczu w barwach Legii wystąpiło dwunastu Polaków.
Rok wcześniej, także w Superpucharze, ale przeciwko Zawiszy na boisku zameldowali się: Jałocha, Bartczak, Lewczuk, Wieteska, Bereszyński, Jakub Kosecki, Kalinkowski, Saganowski, Ryczkowski i Piech. W końcówce weszli jeszcze Hołownia, Kurowski i Moneta. Daje to razem aż trzynastu Polaków (w tym dziesięciu w podstawowym składzie!). Inną sprawą jest to, że niektórych z tych nazwisk nie kojarzą dziś nawet najbardziej uważni kibice Legii…
Warto dodać, że wszystkie wymienione mecze o Superpuchar Legia przegrała.
Od czasów Marcina Mięciela nie było takiego meczu Legii
Ostatni mecz ligowy Legii, w którym zagrał w jej barwach tuzin polskich zawodników, to już prawdziwa prehistoria. Miało to miejsce 15 maja 2010 roku, w ostatniej kolejce sezonu. Przeciwko GKS-owi Bełchatów trener Stefan Białas postawił na Rzeźniczaka, Wojciecha Szalę, Wawrzyniaka, Komorowskiego, Borysiuka, Iwańskiego, Rybusa, Mięciela i Grzelaka. W drugiej połowie skład uzupełnili Maciej Górski, Tomasz Jarzębowski i Sebastian Szałachowski.

Legia musiała ten mecz wygrać, by wskoczyć na ligowe podium. Zremisowała. Ważna uwaga: w spotkaniu w 2010 roku wystąpił też Miroslav Radović. To Serb, który otrzymał polskie obywatelstwo, ale dopiero wiele lat później. Co ciekawe, dwie kolejki wcześniej także dwunastu naszych rodaków zagrało w barwach Legii przeciwko… Wiśle Kraków.
Biała Gwiazda ewidentnie przyciągała biało-czerwonych. Ostatni mecz z trzynastoma Polakami w barwach Legii to spotkanie z Wisłą Kraków w sezonie 2008/09. Zdarzyło się to jednak w mało ważnych rozgrywkach o Puchar Ligi. W meczu z ŁKS-em o to trofeum Legia wcześniej potrafiła wystawić nawet czternastu Polaków, a jedynym obcokrajowcem był wtedy Dickson Choto.
Biało-czerwona Legia
O czym to świadczy? Legia wraca do stanu, w którym Polacy odgrywali bardzo istotną rolę w jej składzie. Ostatni raz było tak co najmniej kilkanaście lat temu. Oczywiście, zwiększony limit zmian w meczu ułatwia zwiększanie liczby Polaków na boisku, ale dostępnych miejsc w podstawowym składzie jest zawsze tyle samo, a pod tym względem drużyna Marka Papszuna także się wyróżnia.
Na miejscowych stawia się już nie w kompletnie nieistotnych meczach o nic. Nie na odczepkę, żeby „trochę pograli o pietruszkę, bo w ważnych spotkaniach i tak ich przecież nie wystawimy”. Spotkanie z Wisłą Kraków to bardzo prestiżowy bój, a jego znaczenie mocno podniosły przedmeczowe przepychanki związane z zamknięciem sektora gości. W dodatku starcie to Legia wygrała, a w przeszłości, jak pokazałem, były z tym duże problemy, gdy stawiała mocno na Polaków.
Przy Łazienkowskiej jest dziś miejsce dla każdego. Dla starych wyg, które pokazują, że ich doświadczenie może się jeszcze przydać. Paweł Wszołek, Rafał Augustyniak, Arkadiusz Reca i Damian Szymański przekroczyli już przecież trzydziestkę, a do tego wieku zbliża się nawet Bartosz Kapustka.
Kacper Chodyna, Kamil Piątkowski, Łukasz Zjawiński i Rafał Adamski są w najlepszym dla piłkarza wieku, a Legia jest dla nich świetnym miejscem do odbudowy swojej pozycji na rynku. Młodzi Wojciech Urbański, Mateusz Szczepaniak, a ostatnio szczególnie Jakub Żewłakow mogą stać się w przyszłości kandydatami na idoli warszawskiej młodzieży.

Przyjdą puchary i skończy się stawianie na miejscowych
No właśnie. Sam fakt gry miejscowych zawodników bardzo ułatwia marketingowo dotarcie do większej rzeszy kibiców. W latach dziewięćdziesiątych pół Polski kibicowało Widzewowi lub Legii, a Marek Citko, Wojciech Szczęsny czy Leszek Pisz, a później Sylwester Czereszewski albo Marcin Mięciel stawali się idolami młodych ludzi. Przychodzący i odchodzący gwiazdorzy zagraniczni nie ułatwiają identyfikacji z klubem. Chyba że łączą się z nim na tak długo, jak Ishak z Lechem, czy Vuković i Radović z Legią – ci dwaj nawet zostając polskimi obywatelami.
Problem w tym, że dziś nawet Polacy nie zostają w jednym klubie Ekstraklasy na długo. Żewłakow spędzający przy Łazienkowskiej całą karierę, seryjnie zdobywający mistrzostwa Polski i przywracający Legii Ligę Mistrzów? Kuszący scenariusz, ale niestety się nie wydarzy i to wcale nie przez niski poziom sportowy, tylko przez wszechobecną, także finansową, presję na transfer zagraniczny. Nawet bezsensowny, po którym nie wychodzi się na boisko we Włoszech czy Francji.
Stawianie na Polaków może Legię wspomóc zarówno marketingowo, jak i miejmy nadzieję sportowo. Trzeba jednak mieć świadomość, że obecna tendencja nie wynika z jakichś zaawansowanych długofalowych planów. Przyczyna jest prozaiczna. Legia nie dostała się do europejskich pucharów i w tej sytuacji musiała nieco przystopować z transferami zagranicznymi.
Polacy w jej barwach mogą sukcesami w lidze (bo żadne inne rozgrywki już im nie pozostały) sprawić, że za rok, przy konstruowaniu kadry na rozgrywki UEFA wylecą na bruk, bo trzeba będzie postawić na kogoś sprowadzonego z drugiej ligi hiszpańskiej…
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl