Zwariowana Liga Mistrzów w Mediolanie! Inter przegrał przez… kibica Milanu

Kacper Korpak

13 października 2026, 23:38 • 5 min czytania 0

Reklama
Zwariowana Liga Mistrzów w Mediolanie! Inter przegrał przez… kibica Milanu

Na mecz ze swoją byłą drużyną przyjechał Yann Sommer, który w barwach Nerazzurrich prezentował się znakomicie, szczególnie w rozgrywkach Ligi Mistrzów. To jednak nie Szwajcar był największym problemem dla podopiecznych trenera Cristiana Chivu. Inter absolutnie sensacyjnie przegrał bowiem głównie przez… kibica Milanu. Przegrał po szalonym widowisku, w którym padło aż siedem bramek. 

Reklama

Na początek od razu zaznaczmy, że mecz ten był absolutnie pokręcony, zwariowany, szalony. Jedni i drudzy mieli pełno okazji, a wynik nie jest odzwierciedleniem jakiejś niesamowitej skuteczności, a po prostu jazdy bez trzymanki w obie strony. Inter oddał bowiem 30 strzałów, a club Brugge 18, a wspólne xG przekroczyło współczynnik 8,0! Chore!

Historyczne starcie

Mimo długiej historii obu zespołów, Inter i Club Brugge dopiero podczas rozgrywek Ligi Mistrzów 2026/2027 mieli okazję zmierzyć się w oficjalnym starciu. Mecz ten od początku „niósł” ze sobą wiele wątków, które dodawały smaku piłkarskim kibicom. Do Mediolanu wracał bowiem Yann Sommer. Szwajcarski golkiper, który obecnie reprezentuje barwy belgijskiego zespołu, w przeszłości cieszył swoimi interwencjami wszystkich kibiców Nerazzurrich.

Najpiękniejsze były dla niego jednak rozgrywki Champions League. To właśnie w Lidze Mistrzów Szwajcar dokonywał cudów. W ciągu trzech sezonów w tych rozgrywkach zanotował dla Interu bowiem aż 15 czystych kont. Teraz bramkarz ustąpił miejsca i po kiepskim początku i absolutnie fatalnym występie przeciwko Aston Villi, Szwajcar w końcu miał pięć meczów bez straty gola.

To nie on pogrążył w tym starciu drużynę Cristiana Chivu, choć zdecydowanie się do tego przyczynił, notując aż dziewięć udanych interwencji. Nie były to w większości spektakularne parady, ale wystawienie nogi, gdy próbował go oszukać w akcji sam na sam Lautaro zasługuje na wielkie uznanie. Największe szkody Mediolańczykom wyrządził jednak chłopak, który Mediolan ma we krwi. Serce tego gracza nie jest jednak niebiesko-czarne, a czerwono-czarne.

Reklama

Problemy z wyborem kadry, ale z pewnością nie z wyborem klubu.

Z pewnością ten dzień do końca życia zapamięta właśnie on – Nicolo Tresoldi. Młody napastnik Brugii coraz prężniej rozpycha się na arenach europejskiego futbolu. W poprzednim sezonie zdobył nawet koronę króla strzelców w Jupiler Pro League z dorobkiem 19 goli. O Tresoldiego walczą Niemcy i Włosi, bo dla obu tych reprezentacji mógłby zagrać.

Na ten moment napastnik gra dla młodzieżowej kadry Die Manschaft, ale nie podjął jeszcze klarownej decyzji. Jedno jest jednak pewne – Tresoldi doskonale wie, dla jakiego klubu bije jego serce. Od dzieciństwa jest on bowiem wielkim fanem Milanu, a gra dla Rossonerrich byłaby dla niego spełnieniem marzeń. Nic więc dziwnego, że debiut na tym obiekcie był dla niego niezwykłym przeżyciem.

Reklama

Sama możliwość wybiegnięcia na Giusseppe Meazza już była dla niego wielką sprawą, ale to co wyczyniał na boisku, zdecydowanie przerosło jakiekolwiek oczekiwania. Tresoldi błyszczał. Najpierw co prawda w klarownej sytuacji strzelił tylko w poprzeczkę, ale już kilka minut później cieszył się po swoim trafieniu z jedenastu metrów.

Okazję podejścia do karnego miał dzięki Hakanowi Calhanoglu. Turecki pomocnik zachował się nierozsądnie w swojej szesnastce i sfaulował jednego z graczy trenera Ivana Leko. Po tym golu do ofensywy przeszedł Inter. Czarował Lautaro Martinez, który tuż przed końcem pierwszej połowy znalazł wreszcie sposób na pokonanie Yanna Sommera.

Reklama

Po przerwie to jednak goście byli bardziej skuteczni. Tresoldi wyobraził sobie, że rozgrywa decydujące starcie o Scudetto w barwach Milanu. W 63. minucie drugi raz pokonał Josepa Martineza. W zasadzie to Hiszpan pokonał… samego siebie. Wyszedł z pola karnego niczym na grzyby po sensownej ulewie. Golkiper nie powie jednak lepszy rydz niż nic, a jego wyjście z bramki można porównać do zjedzenia muchomora. Tragiczna decyzja skutkowała golem do pustej bramki.

Na tym Tresoldi jednak nie poprzestał. Kilka minut później pokonać „grzybiarza” próbował Carlos Forbs. Jego strzał Martinez jednak wybronił, ale przy dobitce Tresoldiego był już bezradny. Trzy najpiękniejsze „prawdziwki” padły więc łupem napastnika Club Brugge.

Reklama

Martinez nie dał rady. Inter przegrał przez kibica Milanu

W końcówce starcia jakiekolwiek punkty dla Interu próbował zdobyć nie kto inny jak Lautaro Martinez. Argentyńczyk dwoił się i troił, ale trudno wygrać mecz w pojedynkę. Koledzy nie dotrzymali mu kroku. Walki odmówić im nie można, ale za każdym razem, gdy choć na chwilę pojawiała się nadzieja na zdobycie jakichkolwiek punktów, Interniści psuli najprostsze zagrania. Zupełnie niewidoczny był Piotr Zieliński. Polak zanotował występ pokroju tych, którymi kilka lat temu „raczył” nas regularnie, gdy zakładał koszulkę z orzełkiem na piersi.

Zespół z Brugii postanowił więc zgasić im światełko w tunelu. Po golu Martineza w 82. minucie Inter nie poszedł za ciosem i już po pięciu minutach oglądał jak z gola cieszył się zmiennik – Romeo Vermant. Bramka Belga nie byłaby jednak możliwa, gdyby nie wspaniała asysta od Carlosa Forbsa. Była to prostopadła piłka do Vermanta, a ten tylko zapytał golkipera Interu, w który róg ma posłać celne uderzenie.

Nerazzurri odpowiedzieli jeszcze trafieniem Bonny’ego, ale emocji po golu Iworyjczyka już nie mieliśmy. Inter notuje więc fatalny początek w rozgrywkach Champions League. Najpierw porażka z Realem Madryt, a teraz oklep od kibica wrogiej drużyny. I to dość sensacyjny oklep, dodajmy. Koszmary ze starcia z Bodo/Glimt powróciły, choć w tym przypadku nie skutkują one odpadnięciem. Ale alarm czas włączyć.

Inter Mediolan – Club Brugge 3:4 (1:1)

  • 0:1 – Nicolo Tresoldi 30′
  • 1:1 – Lautaro Martinez 44′
  • 1:2 – Nicolo Tresoldi 63′
  • 1:3 – Nicolo Tresoldi 74′
  • 2:3 – Lautaro Martinez 82′
  • 2:4 – Romeo Vermant 87′
  • 3:4 – Ange-Yoan Bonny 90+3′

Fot. Newspix

Reklama

 

0 komentarzy
Kacper Korpak

Pasjonat polskiej ligi. Wierzy jedynie w Boga i w prawa Ekstraklasy. Nie pogardzi dobrym jedzeniem i polskim żużlem. W przeszłości zamiast grać z kolegami w Minecrafta, oglądał jak Emilijus Zubas w pojedynkę próbował utrzymać GKS Bełchatów w Ekstraklasie. Twierdzi, że dzieci chętniej czytałyby książki, gdyby lekturą w szkole był Hrabia Monte Christo. W życiu chce jedynie pracować przy Ekstraklasie, spełniać marzenia i założyć szczęśliwą rodzinę.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Polki zrobiły duży krok w stronę mundialu. „Belgijki niczym nie zaskoczyły”

Duda  &  Radomski
0
Polki zrobiły duży krok w stronę mundialu. „Belgijki niczym nie zaskoczyły”

Liga Mistrzów

Reklama