Werder pokazał charakter. Wójcik i spółka zatrzymali BVB

Jan Broda

Autor:Jan Broda

09 października 2026, 23:04 • 3 min czytania 1

Reklama
Werder pokazał charakter. Wójcik i spółka zatrzymali BVB

Długo zanosiło się na bezbramkowy remis w Dortmundzie, ale w ostatnim kwadransie czekało nas prawdziwe szaleństwo. W 80. minucie było 0:0, pięć minut później Borussia prowadziła 2:0, by kolejne pięć minut potem waleczny Werder doprowadził do wyrównania 2:2. Duża w tym zasługa Oskara Wójcika, który popisał się asystą przy kontaktowej bramce. 

Reklama

Trzeba przyznać, że więcej obiecywaliśmy sobie po spotkaniu BVB z Werderem. Z jednej strony rozpędzony lider tabeli, z drugiej natomiast cicha rewelacja – wydawać by się więc mogło, że na Signal Iduna Park nie będziemy się nudzić. Cóż, boiskowa rzeczywistość negatywnie zweryfikowała przedmeczowe przewidywania. Działo się mało, mecz był zamknięty, a okazji do zdobycia bramki – niewiele.

Najlepszą zmarnował Maximilian Beier, gdy tuż przed przerwą stanął oko w oko z Karlem Heinem, ale górą okazał się estoński golkiper. No i… to by było w gruncie rzeczy tyle. Poza tą sytuacją, do najciekawszych akcji pierwszej połowy należy niewątpliwie zaliczyć wejście na boisko Oskara Wójcika. Wychowanek Cracovii pojawił się na murawie w 19. minucie w zastępstwie za kontuzjowanego Amosa Piepera. I chociaż dla byłego stopera Pasów był to dopiero drugi mecz na poziomie Bundesligi, to po jego grze zupełnie nie było tego widać.

Reklama

Werder pokazał charakter. Wójcik i spółka zatrzymali BVB

Wprost przeciwnie – Wójcik nie pękł na robocie, podobnie zresztą jak cała linia defensywna Werderu, która nie dopuszczała Borussi do dogodnych okazji. Z każdą kolejną minutą wydawało się, że jesteśmy skazani na bezbramkowy remis. Futbol bywa jednak przewrotny i tym razem również postanowił o tym przypomnieć. Przed 80. minut nie obejrzeliśmy żadnego gola, by w ostatnim kwadransie zobaczyć ich aż 4.

Worek z bramkami otworzyli gospodarze. Svensson wykończył błyskawiczną akcję BVB po sprytnym podaniu Silvy i przejęciu w głębi pola Karetsasa. Chwilę potem Schlotterbeck po rzucie rożnym podwyższył na 2:0 i wydawało się, że dortmundczykom nie może stać się już żadna krzywda, że podtrzymają serię zwycięstw oraz wyrównają klubowy rekord pięciu kolejnych wygranych na początku sezonu.

Niko Kovacowi i spółce zabrakło jednak pięciu minut.

Nim kibice zgromadzeni na Signal Iduna Park zdążyli się dobrze nacieszyć z dwóch szybko zdobytych goli, Werder natychmiast wziął się za odrabianie strat. A wszystko zaczęło się od… Oskara Wójcika! Polak ofiarnie przejął piłkę na połowie Borussi, do której dopadł Ludovit Reis, a ten zrobił już resztę roboty – przedryblował dwójkę przeciwników i kropnął z dystansu, dając kontakt.

Reklama

Werder poczuł krew i bynajmniej nie zamierzał na tym poprzestawać. Opłaciło się. Decydujący cios zadał w doliczonym czasie gry Niclas Fuellkrug. Snajper bremeńczyków skarcił swój były klub uderzeniem głową po wrzutce Grulla z rzutu wolnego.

Reklama

W takich oto dramatycznych okolicznościach Borussia zaprzepaściła szansę na powtórzenie historycznego sukcesu. Dla BVB ten remis smakuje jak porażka. Zgoła odmienne nastroje panują natomiast w Bremie oraz nad Wisłą. Cieszy nas błysk Oskara Wójcika, pozostaje mieć tylko nadzieję, że przyspawany dotąd do ławki Polak z większą częstotliwością będzie mógł pokazywać swoje umiejętności. Warto również odnotować, że na boisku w barwach gości zagrał Dariusz Stalmach.

Borussia Dortmund – Werder Brema 2:2 (0:0)

  • 80′ Svensson – 1:0
  • 85′ Schlotterbeck – 2:0
  • 88′ Reis – 2:1
  • 90’+2 Fuellkrug – 2:2

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Bundesliga

Reklama