Gorąca atmosfera na trybunach, jak to na Bałkanach. Gorąco też było jednak ostatnio wokół reprezentacji Chorwacji i jej trenera, Slavena Bilicia. Dziś i selekcjoner, i jego podopieczni wierzyli, że mogą to wszystko, co dookoła, nieco ostudzić, a trybuny wręcz przeciwnie – jeszcze podgrzać. Sęk w tym, że znów czekało ich trudne wyzwanie, bo do Splitu przyjechali mistrzowie Europy i świata, Hiszpanie. I choć goście mieli sporo problemów, to ostatecznie pokazali, czemu te tytuły zdobyli. A pomógł w tym najlepszy rezerwowy świata.
Hiszpania znów dała radę. Dwie różne połowy mistrzów świata
Z Hiszpanami sprawa zasadniczo ma się w ostatnich latach następująco: nie przegrywają. Ich ostatnia porażka to spotkanie z Portugalią w finale poprzedniej Ligi Narodów, 8 czerwca ubiegłego roku. Od tego spotkania rozegrali 21 kolejnych meczów, w czasie których nie zanotowali porażki. Tyle że z Portugalczykami nie przegrali ani w regulaminowym czasie gry, ani po dogrywce, a dopiero w karnych. Czyli dla statystyków to remis. Innymi słowy – cofnąć się trzeba jeszcze bardziej.
I liczyć. Liczyć dużo.
Do trzydziestu. Do czterdziestu. I jeszcze jeden mecz. 41 spotkań – tyle przed starciem z Chorwacją w Splicie wynosiła ta seria Hiszpanów. Seria niesamowita, wyjątkowa. La Furia Roja jest w ostatnich latach absolutnie wybitna, być może najlepsza w historii, a za konkurencję ma przecież tę wielką Hiszpanię z Iniestą, Xavim, Xabim Alonso, Villą, Casillasem i całą resztą ferajny. Tamci przegrać od czasu do czasu potrafili – nawet na mundialu, bo przecież od porażki turniej w RPA zaczęli. Obecna Hiszpania nikomu nie daje się ogrywać.
Nawet jeśli rzucone jest jej poważne wyzwanie. A tak było w Chorwacji.
Zasłużone prowadzenie. Mogło być wyższe
Pierwsza połowa? Perfekt. Perfekt. Chorwaci grali jak niesamowicie podrażniona drużyna, bo… była to niesamowicie podrażniona drużyna. Ich dwa ostatnie mecze to wciry 1:4 od Hiszpanii na wyjeździe, a potem jeszcze większe baty, czyli kompromitująca porażka z Anglikami – 0:7! Nigdy wcześniej reprezentacja Chorwacji nie przegrała tak wysoko, reprezentanci po meczu przepraszali i to właśnie przez te wyniki głośno zrobiło się wokół posady Slavena Bilicia.
I wcale nie chodziło o to, że sypały się wobec jego pracy głośne pochwały. Wręcz przeciwnie.
Dziś Chorwaci wychodzili więc na boisko wściekli i żądni wygranej. Dało się to zresztą zauważyć, bo od początku naprawdę grali znakomicie – pressowali, odbierali piłkę, nie dawali Hiszpanom rozwinąć skrzydeł. Ci byli wybitnie stłamszeni, dawno żadna ekipa nie była w stanie tak ich docisnąć. Trybuny też dawały z siebie, co tylko mogły, w Splicie atmosfera była kapitalna. A kiedy w 17. minucie głową do siatki – dobijając wcześniejszy strzał kolegi – trafił Ivan Perisić, to w ogóle zrobiło się już niezwykle głośno.
CHORWACJA PROWADZI DO PRZERWY Z HISZPANIĄ‼️⚽
Gola strzelił Ivan Perisić 🔥
📺 Polsat Sport 1
📲 Polsat Box Go https://t.co/AcWrr1HpsT— Polsat Sport (@polsatsport) October 6, 2026
Ba, Chorwaci wtedy nie zwolnili. Nadal grali swoje. Hiszpanie długo, naprawdę długo nie potrafili nawet oddać celnego strzału, Dominik Livaković właściwie nie był zatrudniany przez rywali. Zresztą zdaje się, że mogli – powinni? – prowadzić wyżej, niż jedną bramką. Swoje okazje mieli jej kolejni zawodnicy, ale a to nie trafiali w bramkę, a to ratował kolegów Unai Simon. Czasem dosłownie – bo kilka okazji Chorwatów było w tym meczu po fatalnych błędach defensorów, na przykład Aymerica Laporte’a.
I w zasadzie tylko dzięki bramkarzowi Hiszpanów – często kwestionowanemu, bo w klubie gra Unai Simon naprawdę różnie – przegrywali Hiszpanie tylko jedną bramką.
Inna Hiszpania. I jej as w rękawie
Druga połowa wyglądała już zupełnie inaczej. W przerwie Luis de la Fuente zdołał bowiem kompletnie odmienić oblicze swojej drużyny. Hiszpanie grali, jak na mistrzów świata przystało – kontrolowali sytuację, rozgrywali spokojnie piłkę, nie podpalali się. Chorwaci z rzadka wychodzili z własnej połowy, często nie byli przy tym w stanie podejść pod pole karne rywala. Dosłownie doszło do odwrócenia gry o 180 stopni – ci, którzy wcześniej atakowali, teraz rozpaczliwie bronili. I odwrotnie.
Kluczowe dla losów spotkania było jednak to, że de la Fuente sięgnął po swojego asa w rękawie, czyli super rezerwowego w osobie Mikela Merino. I tym razem nie czekał z tym do końca, bo Merino na boisko wszedł już na starcie drugiej połowy.
16 minut później miał już gola. Piłkę w polu karnym zagrał mu Dani Olmo, a zawodnik Arsenalu uderzył spokojnie, blisko słupka, płaskim, nie za mocnym, ale mierzonym uderzeniem. Livaković był bez szans, a Chorwaci mieli świadomość, że teraz będzie tylko trudniej. Bo nakręceni Hiszpanie, to najgroźniejsi Hiszpanie. Ponieść gospodarzy próbowali kibice, bo ich piłkarze faktycznie sobie na to zasłużyli. Dziś grali inaczej niż z Anglią. Walczyli, jeździli na tyłkach, mieli swoje okazje, owszem, głównie w pierwszej połowie, ale jednak. Było ich za co dopingować, zdołali się odkupić po Anglii.
Ale nie zdołali wygrać. A nawet zremisować.
Bo choć ostatecznie mieli szansę strzelić gola czy dwa – znów błędy popełniała defensywa Hiszpanów, a swoją okazję na drugą bramkę miał na przykład Ivan Perisić, tyle że Simon znów stanął na wysokości zadania – to Merino – być może najlepszy rezerwowy świata – okazał się bezlitosny. To właśnie on nie dał Chorwatom nawet punktu. W 88. minucie dostał piłkę od Martina Zubimendiego, świetnie ją przyjął, odwrócił się i wpakował do siatki strzałem lewą nogą. Hiszpanie wyszli na prowadzenie, a gospodarze byli w fatalnej sytuacji – tym bardziej, że osiem minut wcześniej z boiska za drugą żółtą kartkę wyleciał wspomniany Perisić.
Ce mérino est un vrai couteau suisse : doublé pour lui contre la Croatie. https://t.co/VDEh2OynTl
— MADOU (@madou1814) October 6, 2026
Owszem, próbowali, kilka razy weszli nawet w tym osłabieniu w pole karne Hiszpanów, ale nie zamienili tych okazji na gola. Hiszpanie znów wygrali. Po raz 11. z rzędu. A od 42 spotkań nie przegrali w regulaminowym czasie.
Niezwykła to seria. Można się tylko zastanawiać, jak długo potrwa. A Chorwaci też mają o czym myśleć – i w tamtejszych mediach zapewne część tych rozważań będzie pisana dużymi literami.
Chorwacja – Hiszpania 1:2 (1:0)
- 1:0 – Ivan Perisić 17′
- 1:1 – Mikel Merino 61′
- 1:2 – Mikel Merino 88′
Fot. Newspix