Kadencja wstydu. Reprezentacja Polski za Kuleszy umiera

Wojciech Górski

06 października 2026, 18:13 • 5 min czytania 38

Reklama
Kadencja wstydu. Reprezentacja Polski za Kuleszy umiera

Rozkład reprezentacji Polski za kadencji Cezarego Kuleszy trwa w najlepsze. Z turnieju na turniej osiągamy coraz gorsze wyniki, zsuwamy się w Lidze Narodów, poważnego rywala nie pokonaliśmy od lat. A co gorsza, nasze mecze regularnie kończą się kompromitacją. Skala kolejnych blamaży stała się tak wielka, że za poprzednika byłaby nie do pomyślenia.

Reklama

Jasne, można stwierdzić, że to nie Cezary Kulesza ubiera korki i wychodzi na boisko. Ale nie można udawać, że to nie prezes nadaje ton wszystkiemu, co w ostatnich latach dzieje się w Polskim Związku Piłki Nożnej.

To on wybiera i zwalnia kolejnych selekcjonerów. To on wybrał zmęczonego życiem Santosa, to on postawił na kumpla – Michała Probierza. To on rezygnuje z negocjacji z poważnymi zagranicznymi kandydatami, bo przecież nie dogada się z nimi po angielsku.

To on przekształcił związek w biesiadno-aferowe towarzystwo, co swego czasu w głośnym wywiadzie krytykował choćby Robert Lewandowski.

Choć pretensje można mieć do wszystkich – do piłkarzy, selekcjonerów, członków sztabu, to praprzyczyną wszystkich nieszczęść jest, niestety, prezes PZPN. Czyli Cezary Kulesza.

Reklama

Reprezentacja Polski za Kuleszy karleje

Żeby zobaczyć, że nasza reprezentacja się stacza, nie potrzeba wielkich analiz. Wystarczy włączyć telewizor. Albo prześledzić jak wygląda nasza obecność na wielkich imprezach.

Na pierwszym turnieju za kadencji Kuleszy wyszliśmy z grupy. Na drugim – odpadliśmy w grupie. Na trzeci nie pojechaliśmy w ogóle. Eliminacje do czwartego będziemy zaczynać prawdopodobnie z trzeciego koszyka.

W pierwszej edycji Ligi Narodów utrzymaliśmy się jeszcze w dywizji A. W drugiej – spadliśmy do dywizji B. W trzeciej? Bliżej nam do spadku do dywizji C, niż do powrotu do elity.

Reprezentacja Polski od kilku lat przechodzi stały, nieprzerwany regres.

Reklama

Wygrywamy już niemal tylko z autsajderami

Zresztą, dobrze oddaje to lista rywali, z którymi udało nam się zwyciężyć w ostatnich latach. Zaczęło się jeszcze nienajgorzej, bo Czesław Michniewicz w meczach o punkty potrafił pokonać Szwecję, Walię i Arabię Saudyjską. Choć to lista krótka, to przynajmniej złożona z przeciwników z – nazwijmy to – średniej półki.

Później było już tylko gorzej.

Fernando Santos? O punkty wygrał tylko z Albanią i Wyspami Owczymi.

Reklama

Michał Probierz? Z Wyspami Owczymi, Estonią, Szkocją, Litwą i Maltą.

Jan Urban? Z Finlandią, Litwą, Maltą, Albanią i Rumunią.

To lista wstydu reprezentacji Polski ostatnich lat. Na zwycięstwo o punkty z rywalem z naprawdę wysokiej półki czekamy od wieków, bo przecież i za Sousy nie umieliśmy się go doczekać (ogrywał tylko… Albanię, Andorę i San Marino).

Za solidnych rywali z tego grona możemy uznać co najwyżej Albanię oraz Szkocję (z którą zresztą przegraliśmy w rewanżu). Pozostałe drużyny powinniśmy lać i patrzeć, czy równo puchnie.

Reklama

A przecież i tak nie było. Za Urbana męczyliśmy się z Maltą, ledwo wyciągając 3:2. Za Probierza ledwo co pokonaliśmy Litwę (1:0), remisując u siebie z Mołdawią. Za Santosa z Wyspami Owczymi jeszcze w 73. minucie wynik brzmiał 0:0.

Biorąc pod uwagę jedynie selekcjonerów wybranych przez Kuleszę – w meczach o punkty zgromadziliśmy 16 zwycięstw, 10 remisów i 18 porażek. Punktujemy z żenującą średnią 1,3 pkt na mecz.

Blamaż goni blamaż. Lista wstydu dla Kuleszy

Ale chyba nie to jest w tym wszystkim najgorsze. Najgorsze jest to, że poza wszystkimi aferami pozaboiskowymi (grubości książki telefonicznej), kadra regularnie dostarcza kolejnych boiskowych blamaży.

Reklama

Za kadencji Kuleszy nie ma właściwie selekcjonera, który by się przed tym uchronił. Nie ma takiego, po którego meczu nie powiedzieliśmy: O rany, jaki wstyd. Jaki to wielki wstyd.

Zresztą, wystarczy wspomnieć listę kompromitacji w ostatnich latach:

1:2 z Węgrami za Sousy. Nie wszyscy pamiętają może jak kuriozalne były okoliczności tamtej porażki. W kluczowym meczu o rozstawienie w barażach Sousa dokonał aż… dziewięciu zmian w wyjściowym składzie, w ogóle nie wpuszczając na boisko Roberta Lewandowskiego. Po meczu kamery nagrały jak zdezorientowany kapitan pytał członków sztabu, co w ogóle oznacza ta porażka.

1:6 z Belgią w Lidze Narodów. Ależ to było bolesne lanie ekipy Michniewicza. Belgia wypunktowała nas bez litości, a mecz momentami przypominał słynne starcie z Hiszpanami za Smudy. W Brukseli ponieśliśmy najwyższą porażkę od 12 lat.

Reklama

Antyfutbol z Meksykiem. Ten mecz wybrano najgorszym spotkaniem mundialu w Katarze. Bez podziału na kategorie. Jasne, gdyby Lewandowski wykorzystał rzut karny, to nawet byśmy go wygrali – ale gra była zwykłym morderstwem na futbolu. Niedawno, na potrzeby jednej z książek, obejrzałem ten mecz ponownie. Żałuję…

Modlenie się do Argentyńczyków. Po mistrzostwach świata Nicolas Tagliafico stwierdził, że podczas meczu Polacy podchodzili do niego i prosili, by Argentyna nie strzelała więcej bramek. Pamiętam, że oglądałem ten mecz z wysokości trybun Stadium 974 w Dosze i zastanawiałem się, jak to możliwe, że pierwszy za mojego życia awans do fazy pucharowej mundialu smakuje właśnie w tak gorzki sposób. Zamiast satysfakcji, dominował niesmak.

Debiut Santosa z Czechami. Trzy minuty, które podsumowały całą kadencję Portugalczyka. Kadencję błyskawiczną, tak jak błyskawicznie załatwili nas wówczas Czesi. Trzy minuty, dwa gole. Nokaut, po którym Santos już się nie podniósł.

Reklama

Blamaż w Kiszyniowie. Tego nie da się wytłumaczyć. Do przerwy prowadziliśmy z Mołdawią 2:0, by przegrać spotkanie 2:3. I jeszcze ta wypowiedź Bednarka, że w drugiej połowie piłkarze byli już głowami na wakacjach…

Fernando Santos

Porażka z Austrią na Euro. Mecz, od którego zaczął się pogrzeb kadencji Michała Probierza. Trener w garniaturach prezentował się świetnie, ale jego piłkarze na boisku – żałośnie. Mecz, który pogrzebał też reprezentacyjne kariery Dawidowicza czy Piotrowskiego.

1:5 z Portugalią w Lidze Narodów. Blamaż na boisku, cyrk poza nim. Zalewski z Zielińskim robili sobie zdjęcia z Cristiano, Bułka grał w spodenkach Skorupskiego, a Karol Świderski w ogóle nie mógł wejść na boisko, bo okazało się, że kierownik nie zgłosił do go kadry meczowej. Kabaret.

Reklama

Helsinki. Najgorszy moment kadry w ostatnich latach. Afera opaskowa, poprzedzona zamieszaniem w Chorzowie, która doprowadziła do rezygnacji Lewandowskiego z gry w reprezentacji. Kibice skandujący: „Probierz, wypier***aj!”. Awantura w mediach i w zespole. Wreszcie porażka na boisku.

Przegrana w barażu ze Szwecją. Szwedzi byli zdziesiątkowani, po kompromitujących eliminacjach i pozwalający nam w tym meczu na naprawdę wiele. Niestety, my pozwoliliśmy im na jeszcze więcej i po raz pierwszy od 12 lat nie pojechaliśmy na wielki turniej.

Mecz z Bośnią w Zenicy. Mecz, który właściwie jest symbolem zjazdu kadry w ostatnich latach. Z napastnikiem z 2. Bundesligi w ataku i bez rezerwowego snajpera na ławce. Z klasycznym błędem Jana Bednarka w ostatnich minutach. Mecz drużyny przezroczystej, jałowej, bezjajecznej.

Reklama

To mecz drużyny dokładnie takiej, jaką stała się Polska na przestrzeni ostatnich lat. Można oczywiście łudzić się, że kolejna zmiana selekcjonera w końcu przyniesie efekt.

Tylko że wybierać znów będzie Cezary Kulesza.

Panie, miej tę kadrę w opiece.

Reklama
38 komentarzy
Wojciech Górski

Uwielbia futbol. Pod każdą postacią. Lekkość George'a Besta, cytaty Billa Shankly'ego, modele expected Goals. Emocje z Champions League, pasja "Z Podwórka na Stadion". I rzuty karne - być może w szczególności. Statystyki, cyferki, analizy, zwroty akcji, ciekawostki, ludzkie historie. Z wielką frajdą komentuje mecze Bundesligi. Za polską kadrą zjeździł kawał świata - od gorącej Dohy, przez dzikie Naddniestrze, aż po ulewne Torshavn. Korespondent na MŚ 2022 i Euro 2024. Głodny piłki. Zawsze i wszędzie.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama