Łatwo to teraz napisać, ale wielu przeceniło Brzęczka i kadrę U-21

Przemysław Michalak

05 października 2026, 20:56 • 5 min czytania 7

Reklama
Łatwo to teraz napisać, ale wielu przeceniło Brzęczka i kadrę U-21

Wiem, że łatwo uderzać teraz w Jerzego Brzęczka i jego piłkarzy, ale są świadkowie z porannego zebrania naszej redakcji, że od początku planowałem po dzisiejszym meczu tekst w kontekście selekcjonera kadry U-21 chłodzący głowy co do jego powrotu do pracy z pierwszą reprezentacją. Ostatnio takich głosów pojawiało się sporo i to nie tylko wśród kibiców na portalu X. No więc jeszcze raz: spokojnie z tą zmianą szyldu i jazdą dalej.

Reklama

Kompromitacja z Włochami dobitnie pokazała, że nie trafiło nam się jakieś wyjątkowe pokolenie. Prawdopodobnie będzie mniej więcej tak, jak w większości przypadków. Pamiętam, gdy kilka lat temu pisałem tekst o znaczeniu CV w piłce. Jeden z agentów powiedział mi wtedy w odniesieniu do zawodników występujących w młodzieżowych drużynach Realu Madryt czy Barcelony – taki wpis w papierach często robi wrażenie – że w wielu przypadkach od razu było widać, że dany chłopak w dorosłym graniu nie wybije się ponad trzecią czy nawet czwartą ligę hiszpańską. Kilka perełek zdecydowanie się wyróżnia, reszta już na takim etapie razi przeciętnością.

Bolesna weryfikacja wielu reprezentantów U-21

Przypomniałem sobie to stwierdzenie podczas naszej klęski na włoskiej ziemi. Nie będę zaskoczony jeśli poważną karierę zrobią Bartosz Mazurek, Bright Ede czy – mimo wszystko – Wojciech Mońka i Michał Gurgul. Mimo wszystko, bo dwaj ostatni zagrali dziś katastrofalnie i należeli do najsłabszych w naszym zespole. Oni już jednak na całkiem poważnym seniorskim poziomie pokazali, że przynajmniej rokują. Nie zmienia to faktu, że Jan Urban w głębi duszy ma prawo odczuwać teraz satysfakcję, do której nigdy publicznie się nie przyzna, że miał pełną rację, na razie rezygnując z wystawiania duetu obrońców z Lecha Poznań. Zebrał za to wiele krytycznych słów i przyznaję bez bicia, że akurat Gurgula widziałem w dorosłej reprezentacji już na wrzesień i październik. Nie wyszło na moje.

Jednocześnie cała masa naszych kadrowiczów potwierdziła, że będzie im bardzo trudno o większe granie w skali międzynarodowej. Tomasz Pieńko jest kapitanem w U-21, rok temu załadował hat-tricka Szwecji, ale jeśli jakiś skaut oglądał go w poniedziałkowy wieczór przeciwko Włochom, mogło mu nie wystarczyć kartki do zaznaczania kolejnych czerwonych flag. Piłkarz Rakowa pokazał niemal komplet rzeczy, które wykluczają z patrzenia na niego jako kandydata do dużej piłki. Kiepski mental, gubienie się pod presją, nienadążanie za tempem gry, fatalną decyzyjność, łatwe przegrywanie fizycznych starć, słabą siłę strzału. Ze 2-3 razy na pierwszych metrach pokazał jedynie, że dysponuje dużą szybkością, tyle że w dalszej fazie akcji nigdy nie poszedł za ciosem. To był dramat, który niejako podsumowuje go od czasu przyjścia do Rakowa Częstochowa za spore pieniądze.

Tomasz Pieńko

Reklama

Daniel Bąk po prostu wyglądał jak rezerwowy napastnik Korony Kielce. Marcel Krajewski potwierdził wszystkie zastrzeżenia pod swoim adresem ze wcześniejszych meczów. Filip Kocaba będzie miał problem, żeby wybić się ponad poziom Zagłębia Lubin. I tak moglibyśmy wymieniać. Na tym tle momentami, pomimo kilku bardzo głupich strat, jakoś rokował Mateusz Kowalczyk, bo on przynajmniej wydaje się mieć odpowiedni potencjał motoryczny i fizyczny,  a piłkarsko jest lepszy od takiego Kocaby.

Oczywiście trzeba zaznaczyć, że Jerzy Brzęczek nie dysponował wszystkimi najlepszymi zawodnikami z młodzieżowej kategorii wiekowej. Antoni Kozubal jest kontuzjowany, a Oskar Pietuszewski, Marcel Reguła i Kacper Urbański zostali „porwani” przez Jana Urbana. Ale tu nie zamierzam nikogo krytykować za te decyzje. Niezmiennie same wyniki reprezentacji młodzieżowych mało mnie obchodzą. Pierwsza reprezentacja jest najważniejsza i pod nią wszystko powinniśmy ustawiać. Koniec końców chodzi tylko o to, ilu z kadry U-20 czy U-21 zaistnieje w seniorskim futbolu, a nie o to, czy strzeliło trzy gole ogórkowym w ostatnim czasie rówieśnikom ze Szwecji. A tu nie jestem wielkim optymistą.

Brzęczek był słaby jako selekcjoner dorosłej reprezentacji

Co do Brzęczka, w najważniejszym momencie warsztatowo nie zrobił niczego, za co można byłoby go pochwalić. Mecz z Włochami przegraliśmy już chyba w tunelu, wyraźnie nie udźwignęliśmy stawki wydarzenia i od pierwszej minuty było to widać. Można także dyskutować nad kilkoma decyzjami personalnymi typu czy Kacper Duda nie przydałby się bardziej niż Kocaba, dlaczego Daniel Mikołajewski po niezłym występie wylądował na ławce, czy zmian w składzie nie było za dużo i tak dalej.

Jerzy Brzęczek

Reklama

Nawet gdybyśmy jednak dziś zapewnili sobie awans, pisałbym tak samo o Brzęczku w kontekście pierwszej reprezentacji: spokojnie. Ludzie mają krótką pamięć, wielu już zapomniało, jak źle wyglądali Biało-Czerwoni podczas jego rządów. Poza nielicznymi wyjątkami, z najlepszymi graliśmy beznadziejny, skrajnie archaiczny futbol. Do tego selekcjoner wyraźnie tracił autorytet, zamykał się w oblężonej twierdzy (serial „Niekochani”, wpychał do sztabu niepoważanego przez ogół psychologa i wespół z Małgorzatą Domagalik stworzył swoją absurdalną biografię, która jeszcze mocniej podważyła jego postrzeganie. A że przy okazji miał dużego pecha, że Euro 2020 nie odbyło się w normalnym terminie, to już inna sprawa.

To, że Jerzy Brzęczek do dzisiejszego meczu mógł zbierać pochwały jaki selekcjoner U-21 nie zmienia tego, że wcześniej wyleciał zasłużenie.  Później całkowicie poległ w Wiśle Kraków, a w całej wcześniejszej karierze notował wyniki co najwyżej przeciętne, nie licząc jednego sezonu z Wisłą Płock. Można kogoś docenić za teraźniejszość, nie ubarwiając przeszłości.

Jeżeli więc znajdziemy jakiekolwiek plusy tego 2:6, to właśnie takie, że w kilku tematach opinia publiczna zejdzie na ziemię. Co nie wyklucza trzymania kciuków we wtorek za Irlandię Północną w starciu z Grekami, którzy mogą nam odebrać miano najlepszej drużyny z drugich miejsc.

Reklama

Fot. FotoPyK/Newspix

7 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Piłka nożna

Reklama