Wójcik: Ktoś robi pięć błędów, a za tydzień widzę, że sędziuje znowu

Marcin Ziółkowski

05 października 2026, 08:00 • 6 min czytania 6

Reklama
Wójcik: Ktoś robi pięć błędów, a za tydzień widzę, że sędziuje znowu

Na kanale Weszło TV gościem był Arkadiusz Kamil Wójcik. W ostatnim czasie uwikłał się on w aferę SMS-ową wraz z trenerem Adrianem Siemieńcem i innym arbitrem, Pawłem Raczkowskim. Wójcik wrócił do sprawy w rozmowie z Kubą Białkiem i Wojciechem Górskim. Nie ma już nic do stracenia po dwuletnim zawieszeniu. Wspomniał między innymi, jak to po trzech tygodniach braku odzewu musiał podjąć w godzinę bardzo ważną decyzję.

Reklama

Duży materiał z Arkadiuszem Kamilem Wójcikiem podzieliliśmy tekstowo na dwie części. W pierwszej mówi o:

  • absurdalnym przesłuchaniu na Komisji Ligi
  • tym, dlaczego odpowiedział Adrianowi Siemieńcowi
  • brzydkich słowach Pawła Raczkowskiego na temat niepełnosprawnego syna
  • opinii, że chciano się go pozbyć z PZPN

Przeczytaj: Sędzia Wójcik ostro o PZPN. „Miałem wrażenie, że odgrywamy scenę z Psów”

Wójcik na celowniku szefów. Abstrakcyjne zarzuty wobec sędziego

Przedziwne są argumenty, dlaczego Wójcik nie został wybrany szefem Kolegium Sędziów. Szokować może to, że arbitrem… nie dałoby się sterować. Zawieszony podkreślił, że chciał dokonać rewolucji, ponieważ ewolucje nie przynosiły zmian na lepsze.

– W Kolegium Sędziów pięć miesięcy czekali z wyborem. Argumenty przeciwko mnie na zarządzie, abym nie został przewodniczącym były takie. „Byle nie Wójcik”, „na Wójcika nic nie mamy”, „nie można nim sterować”, „powyrzuca wszystkich”. Mam na to świadków.

Reklama

Od października 2025 do maja 2026 roku działo się bardzo wiele na drodze zawodowej Wójcika. Pomagały mu rozmowy ze ś.p. Jackiem Magierą. Na nowo znalazł pasję do swojej pracy.

– Miałem bardzo dobry kontakt z trenerem Jackiem Magierą. Mówił mi, abym wrócił do tego, co kocham, bo sprawiało mi radość. „Rób to jak najlepiej, nie dawaj pretekstów, trochę się uspokój, maski opadną”. Tak zrobiłem (…) Nie chciałem przeszkadzać na szkoleniach, a np. pomóc jakiemuś młodszemu sędziemu na pierwszej lidze, dać mu z tego feedback. Pytania na szkoleniach były po to, aby zapytać, a nie być przeciwko komuś. Znaliśmy się z Marcinem (Borskim – MZ) 25 lat.

Reklama

W trudnym czasie pomagał mu najbardziej znany polski sędzia. W środowisku dało się wyczuć, że Wójcik jest na uboczu i nie jest mile widziany.

– Szymon Marciniak zabrał mnie na mecz do Arabii Saudyjskiej. Chciał mi pomóc finansowo. Widział, że w meczach mnie nie ma. Fajnie zareagował. Wysyłano mnie na mecz do Olimpii Grudziądz, z całym szacunkiem, gdzie było 700 osób, a potem byłem na spotkaniu, gdzie było 65 tysięcy osób i grał Benzema. Szymon zabiera mnie na najważniejszy mecz w Arabii Saudyjskiej, gdzie przy złych decyzjach byłoby jedynie „nie przylatuj”.

Drobny uraz? Nie sędziujesz

Z czasem też zaczęły dziać się rzeczy kuriozalne. Drobny uraz na treningu był dla decyzyjnych świetnym powodem do tego, aby nie przyznać Wójcikowi meczu.

Reklama

– Brak w obsadach był dla mnie zrozumiały, kandydowałem spoza układu na szefa Kolegium Sędziów. Była Turcja (…) Pamiętam, wracałem zadowolony do domu po meczu pierwszej ligi, że dobrze posędziowałem. Czułem, że po takim to dostanę Ekstraklasę. Miałem trzy interwencje jako A VAR. Ocena: zero. Pytam Macieja Wierzbowskiego – czemu nie mam meczu na Ekstraklasie? „Bo są inni”. Ktoś robi pięć błędów, a za tydzień widzę, że sędziuje znowu.

– W połowie takiego testu poślizgnąłem się. Poczułem też ukłucie w Achillesie. Wolałem tego nie nadszarpnąć, stwierdziłem, że pobiegam sobie w niedzielę. Usłyszałem od Marcina: „My potrzebujemy sędziów do sędziowania, nie do biegania”. Maciek to samo mi odpowiedział.

– Potem w poniedziałek przychodzi obsada i pytam Maćka – czemu nie dostałem meczu? „Nie przebiegłeś testu, masz kontuzję.” Przecież rozmawialiśmy, mogłem w niedzielę to przebiec. Gdybym wiedział, pobiegałbym w niedzielę. „Ty i tak masz dużo meczów”.

Reklama

By podtrzymać formę, Wójcik sędziował choćby sparing drużyny z okręgówki z drużyny z A-klasy. Czuł się szykanowany. Gdy na horyzoncie pojawiła się możliwość wyjazdu służbowego do Japonii, ponownie pojawiły się problemy. To wtedy wyniknęła sytuacja z kuriozalnym tłumaczeniem Kolegium Sędziów, którego nie stać było na kupno drugiego biletu.

– W Japonii były problemy, jeśli chodzi o finanse (…) Nie wiadomo też, kiedy wysłano potrzebne dokumenty do wizy pracowniczej Japończykom. Środa o 12:00 powiedziano mi, że mam godzinę na to, aby wysłać dokumenty. Najprawdopodobniej zostały wysłane w piątek po południu. Miałem godzinę na decyzję, wylot za dziewięć dni. Nie płacić za nic. Rozmawiałem z moją Anią, a ona: „Ty zawsze marzyłeś o tej Japonii, powiedz, że się zgadzasz”. (…) Mówię później, że na 95 procent jadę.

Reklama

– Spytałem jakie są kryteria wymiany polsko-japońskiej. Wiedziałem jedynie, że sędziowie FIFA. Kolejka od Wójcika zaczęła iść od nowa, niektórzy byli 2-3 razy, ja nie byłem nigdy. Po trzech tygodniach żadnej odpowiedzi, no i nagle telefon „masz godzinę na decyzję”. Padło, że „miałem się tylko dowiedzieć, czy ty możesz lecieć”. Wysłałem dokument PZPN w piątek, dotarło to do Japonii w poniedziałek. Japonia była momentem krytycznym.

– Ciągle była we mnie myśl, że od października do maja nie popełniłem ani jednego błędu. Może raz aut źle wskazałem (…) Może zaczęli się denerwować. „Sędziuje i błędów nie popełnia, może jak zrobi, to nie pojedzie na mecz”. Byłem przygotowany tak, by nikt nie mógł mi nic zarzucić. Tkanki tłuszczowej miałem osiem procent. Chciałem sędziować, mieć trochę spokoju, już nie być żadnym przewodniczącym.

Obejrzyj całą rozmowę z Arkadiuszem Kamilem Wójcikiem w Weszło TV!

Reklama

 

Fot. X/Weszło

6 komentarzy
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Żużel

Dobre wieści dla Janowskiego. Przegrał SEC, ale i tak pojedzie w Grand Prix

Adrian Mańko
0
Dobre wieści dla Janowskiego. Przegrał SEC, ale i tak pojedzie w Grand Prix

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Napastnik Jagiellonii dowołany do młodzieżowej kadry. Ma pomóc w awansie

Maciej Piętak
2
Napastnik Jagiellonii dowołany do młodzieżowej kadry. Ma pomóc w awansie