Cztery medale Polaków na ME w boksie. Jak oceniać ten występ?

Sebastian Warzecha

25 września 2026, 12:22 • 8 min czytania 0

Reklama
Cztery medale Polaków na ME w boksie. Jak oceniać ten występ?

Mistrzostwa Europy w boksie co prawda jeszcze trwają, ale już bez udziału polskich pięściarzy i pięściarek. Biało-Czerwoni – a właściwe Biało-Czerwone – wrócą do kraju z czterema medalami, wszystkimi w kolorze brązowym. Czy to dobry występ? Czego zabrakło, by ten dorobek był okazalszy? I czy ktoś zawiódł?

Reklama

Boks. Jak wypadli Polacy na mistrzostwach Europy?

19 osób. Tyle liczyła łącznie kadra Polski w podziale: 10 zawodniczek i 9 zawodników. Część z nich leciała do Sofii, gdzie odbywały się mistrzostwa, po doświadczenie, raczej bez wielkich nadziei na medale. Część jednak wprost mogła mówić, że celuje w zdobycie krążków w swoich kategoriach wagowych.

Trener Tomasz Dylak – od stycznia tego roku szkoleniowiec obu naszych reprezentacji, wcześniej kadry kobiet – przewidywał przed rywalizacją cztery medale i mówił, że tyle go zadowoli. Czyli trafił, choć pewnie miał nadzieję, że któryś z nich będzie z kruszcu cenniejszego niż brąz.

Wyszło jednak, jak wyszło. Czyli nieźle, ale bez szaleństw.

Reklama

Prawda jest jednak taka, że i tak nie było źle. Tym bardziej, że część powołanych była w trybie eksperymentalnym. Innych z kolei wykluczyły czynniki zewnętrzne.

– Trzeba pamiętać, że były kontuzje – mówi Kacper Bartosiak, dziennikarz specjalizujący się w pięściarstwie właśnie. – Jedna wykluczyła Jakuba Straszewskiego, który mógł się o coś bić. Inna wyeliminowała Jakuba Domurada, który dobrze rokował. To nie był optymalny skład. Są też niezrozumiałe dla mnie sprawy proceduralne związane z Fabianem Urbańskim. Jak na pierwszą imprezę z Tomaszem Dylakiem w roli head coacha, nieco ponad pół roku po tym, jak nim został, to jest całkiem nieźle.

Nasze pięściarstwo medalami pociągnęły jednak – jak to ostatnio zwykle bywa – panie. Od nich więc to podsumowanie wypada zacząć.

Pięściarki na poziomie

– Dziewczyny są w bardzo dobrym miejscu, to się potwierdziło. Medali mogło być więcej, ale cztery medale, a dwa z nich w kategoriach olimpijskich – to wynik dobry – mówi Bartosiak. I faktycznie – z 10 startujących w Sofii zawodniczek, cztery zgarnęły medal. 40% skuteczności? Wielu dałoby się za takie rezultaty pokroić. Oczywiście, w kontekście olimpijskim – jak wspomniał Kacper – liczą się tylko dwa z tych krążków.

Reklama

Ale to nie zmienia faktu, że był to naprawdę dobry występ.

Kobieca kadra zresztą od jakiegoś czasu pokazuje już, że to nie jedna Julia Szeremeta, a większa grupa naprawdę utalentowanych zawodniczek. W Sofii po medale sięgnęły Angelika Krysztoforska (w kategorii do 48 kilogramów), Natalia Kuczewska (51 kg), Kinga Krówka (65 kg, na zdjęciu głównym) i Elżbieta Wójcik (+80 kg). Na igrzyskach nie będzie kategorii dla pierwszej i ostatniej z nich – najniższa tam rozgrywana to 51 kilogramów, z kolei najwyższa zamyka się w limicie 75 kg. W efekcie więc tylko Kuczewska i Krówka mogą bezpośrednio przenosić te sukcesy na olimpijskie areny – o ile oczywiście do Los Angeles się dostaną.

Tak czy siak jest to jednak pewna obietnica, że coś można próbować za dwa lata osiągnąć. Zresztą tym większa, że wszystkie cztery Polki walczyły w Sofii dobrze i przegrały z rywalkami ze ścisłego topu.

Reklama

Natalia Kuczewska, jedna z brązowych medalistek ME. Fot. Newspix

Krysztoforska natknęła się na Julię Czumgałakową, mistrzynię Europy z 2019 i 2024 roku. I tak, to Rosjanka, bo reprezentanci tego kraju zostali dopuszczeni do rywalizacji… i to z flagami oraz hymnem państwowym. Kuczewska walczyła z Turczynką Hatice Akbas, mistrzynią świata z 2022 roku i wicemistrzynią olimpijską z Paryża. Obie przegrały te swoje walki jednogłośnie, ale nie było to zaskoczeniem.

Bliżej wygranej były Krówka i Wójcik. Ta pierwsza rywalizowała z Lucą Hamori z Węgier, ćwierćfinalistką igrzysk z Paryża i wydawało się, że może zaistnieć na kartach punktowych, ale postawił na nią tylko jeden z pięciu sędziów. Wójcik z kolei rywalizowała z reprezentantką Turcji Havvanur Kethudą i prowadziła po pierwszej rundzie. Problemem były jednak liczenia, które zamieniły się w przerwanie walki i wygraną Turczynki (znacznie cięższej od Polki).

Niemniej: cztery medale to cztery medale. Warto w tym miejscu dodać, że sama liczebność polskiej kadry i tak jest warta doceniania – jesteśmy jedną z czterech reprezentacji, która wystawiła 19 osób (na 20 możliwych). Tyle samo posłała w bój Turcja, a więcej – Rosja i Ukraina, z boksu słynące.

Reklama

Wpadki faworytów

Jeśli coś mogło nas boleć, to szczególnie rozstrzygnięcia wśród naszych faworytów. Medalu nie zdobyli bowiem ani Damian Durkacz, ani Julia Szeremeta, którzy do Sofii jechali nie tyle z nadziejami, co po prostu po to, by stanąć na podium.

– Jakie uczucie towarzyszy mi po tych mistrzostwach? Głównie jednak niedosytu – mówi Kacper Bartosiak. – Łatwo wyobrazić sobie scenariusz, że tych medali udałoby się przywieźć więcej. Natomiast brakowało szczęścia. Te cztery medale to medale pań, wiadomo, że chciałoby się coś od mężczyzn. Natomiast tak szczerze mówiąc to jedyny medal po losowaniu, który można było sobie wyobrazić, to był medal Damiana Durkacza, który mógł powalczyć nawet o złoto.

Durkacz faktycznie drabinkę – na papierze – miał wymarzoną, szczególnie, że trafiać miał na rywali, których już w przeszłości pokonywał. Jednak w 1/8 finału wszedł do ringu z Irlandczykiem Jonem McConnellem, który ostatecznie niespodziewanie dotarł do półfinału i wywalczył brąz. McConnell, owszem, zrobił spory postęp w ostatnim czasie, dało się to zauważyć w ringu, ale jednak Durkacz był faworytem.

Pojedynek był wyrównany, werdykt kontrowersyjny. Po dwóch rundach na kartach punktowych sędziów był bowiem remis, trzecią wypunktowano na korzyść Irlandczyka, 3:2. Ostatecznie wygrał on u czterech sędziów, ale wielu obserwatorów miało wrażenie, że równie dobrze mógłby zwycięzcą zostać Polak.

Reklama

Niestety, stało się inaczej.

Przegrała też Julia Szeremeta, która trafiła w drugiej rundzie na doświadczoną reprezentantkę gospodarzy, Stanimirę Petrową. Ta wróciła do rywalizacji w tym sezonie po dwuletniej przerwie macierzyńskiej i od razu zaczęła pokazywać się z dobrej strony – zresztą to nie dziwi, na karku ma co prawda niemal 36 lat, ale to była mistrzyni świata i dwukrotna mistrzyni Europy, klasowa zawodniczka. I to ona nadawała w ringu rytm. Świetnie wyprzedzała zamiary Szeremety, dobrze trafiała Polkę.

Julia Szeremeta tym razem medalu nie zdobyła. Fot. Newspix

Reklama

Po pierwszej rundzie czterech sędziów punktowało na jej korzyść. W drugiej wszyscy byli zgodni, że to Bułgarka była lepsza. Trzecia niczego już nie zmieniła.

– Były łzy i dalej się pojawiają, kiedy o tym myślę. No, ale cóż, tak ta walka się potoczyła. Myślałam, że pierwsza runda będzie moja i tak naprawdę uważałam, że ją wygrałam. Nie wiem, co się stało na kartach punktowych, ale nic już na to nie poradzę. Tutaj niektórzy sędziowie już się wygłupili, nie tylko w tej walce. […] Nie czuję, że zostałam tutaj pokonana w ringu. Oczywiście porażka boli, były łzy, ale spokojnie ją przyjmuję. Wyciągnę z niej lekcje. Najważniejsze, że wróciłam do swojego stylu, bo boksowałam na luzie, spokojnie, bawiłam się boksem, a nie próbowałam za wszelką cenę wyszarpać – mówiła potem Szeremeta w rozmowie z Eurosportem.

Jej porażka była niemiłym zaskoczeniem. I faktycznie, pierwsza runda zdawała się równiejsza, niż widzieli to sędziowie. Potem jednak Bułgarka potwierdziła, że była lepsza. W efekcie Szeremeta podzieliła los Durkacza.

Pięściarze muszą nadrabiać dystans

Bez medali z Sofii wrócili wszyscy nasi pięściarze… choć trzeba przyznać, że mieli nieco pecha. Walka Durkacza to jedno, ale minimalnie przegrywali też Paweł Brach i Bartłomiej Rośkowicz – odpowiednio w kategoriach do 60 i 65 kilogramów. Obaj byli nieźle dysponowani i to ich ręce mogły pójść w górę, decydowały detale. Niestety, w obu przypadkach na korzyść rywali, podobnie jak u Damiana Durkacza właśnie.

Reklama

Zresztą gdyby mieć więcej szczęścia to medali mogłoby być jeszcze więcej – u kobiet blisko wywalczenia takiego była Agata Kaczmarska. Z kolei Aneta Rygielska (też jedna z naszych faworytek) odpadła w pierwszej walce, ale od pewnego czasu zmaga się z problemami zdrowotnymi, można dopisać ją na marginesie do wcześniejszej listy kontuzjowanych.

Wracając jednak do panów – ci w gruncie rzeczy i tak zaprezentowali się pozytywnie. Owszem, gorzej od koleżanek po fachu, muszą nadrabiać dystans, jednak był to niezły występ w ich wykonaniu.

– Trzeba spojrzeć na to, co kto miał pokazać i co przywieźć z tej imprezy. U mężczyzn te nadzieje były raczej mocno życzeniowe i nie spełniły się, ale nie mam wrażenia, by ktokolwiek zawiódł. Było osiem wygranych walk w turnieju mężczyzn i to jeden z najlepszych wyników w XXI wieku. Chyba tylko w 2015 roku było lepiej i to o ledwie jedno zwycięstwo. A tu mało brakowało, by tych wygranych było więcej niż osiem. Niestety, medali nie ma i to nie brzmi dobrze, natomiast oceniając występ poszczególnych pięściarzy, to trudno mi mówić o rozczarowaniach – twierdzi Bartosiak.

Polacy nie mogli też narzekać na szczęście w losowaniu. Wielu od razu trafiło na mocnych rywali – w tym na wracających do rywalizacji Rosjan. Nikolas Pawlik zaliczył świetny turniej, ale jak w 1/8 finału pokonał niedawnego mistrza Europy juniorów, tak w walce o medal przegrał właśnie z jednym z Rosjan, który w półfinale w dodatku wygrał przez nokaut i powalczy o złoto. Podobnie pogromcy Pawła Bracha, Oskara Safarjana i Michała Pierzchały. Igor Rondoś odpadł z Rosjaninem, który pewnie poszedł po mistrzostwo (w jego walce doszło też do pomyłki sędziego, który nie ukarał rywala Polaka odjęciem punktu, choć powinien). Pogromca Bartłomieja Rośkowicza wywalczył z kolei srebro, a zwycięzcy walk z Damianem Durkaczem i Mateuszem Urbanem – brąz.

Reklama

Nikolas Pawlik zaprezentował się na ME pozytywnie, ale skończył bez medalu. Fot. Newspix

Innymi słowy: wyłącznie Aleksiej Sewostjanow przegrał z rywalem, który nie zdobył potem medalu. A aż sześciu Polaków odpadało z późniejszymi finalistami! Jeden z nich już zdobył złoto, czterech innych może, jeden finał przegrał.

Trzeba to zaznaczyć, bo klasa rywali rzuca na występ naszych pięściarzy zupełnie inny cień. Jak mówi Bartosiak:

Reklama

– Prognostyk jest całkiem obiecujący, trzeba dać trenerowi trochę czasu. Wydaje się, że każdy z tych pięściarzy, których trener Dylak wybrał do składu, dał z siebie wszystko, walczył. I każdy zaliczył pewien progres w ostatnich miesiącach, na tym można budować.

Budujmy więc, bo już za moment rozpocznie się najpierw walka o to, by wyjechać do Los Angeles, a potem – by powalczyć tam o medale. W Paryżu nastąpiło bokserskie przełamanie za sprawą Julii Szeremety. W USA w 2028 roku warto byłoby pójść o kolejny krok dalej.

Fot. Newspix

Reklama
0 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Boks

Reklama
Boks

Święto sportu w Kielcach. Jak odbudował się polski boks olimpijski

Patryk Idasiak
24
Święto sportu w Kielcach. Jak odbudował się polski boks olimpijski
Boks

Michał Cieślak mistrzem świata w boksie! Pas dostał… bez walki

Sebastian Warzecha
9
Michał Cieślak mistrzem świata w boksie! Pas dostał… bez walki
Boks

Sensacyjna wygrana Polaka! Sędziowie i tak próbowali go okraść

Kacper Korpak
6
Sensacyjna wygrana Polaka! Sędziowie i tak próbowali go okraść
Boks

Tragedia przed domem. Nie żyje były mistrz świata

Marcin Długosz
8
Tragedia przed domem. Nie żyje były mistrz świata