Żurkowski i inni. Oni wciąż nie mają nowych klubów

Przemysław Michalak

23 września 2026, 19:00 • 9 min czytania 5

Reklama
Żurkowski i inni. Oni wciąż nie mają nowych klubów

Letnie okno transferowe w naszym kraju zostało zamknięte ponad dwa tygodnie temu, ale nadal nie brakuje Polaków do wzięcia. Przeważają ci wiekowi, ale są też tacy, którym do zakończenia kariery powinno być daleko. 

Reklama

Zdecydowanie najbardziej znanym nazwiskiem w tym gronie jest Szymon Żurkowski. W normalnych okolicznościach 28-letni pomocnik znajdowałby się teraz w wirze ligowych zmagań. To przecież 7-krotny reprezentant Polski, który jeszcze w styczniu 2024 popisał się hat-trickiem w Serie A – jako pierwszy Polak w historii.

Polscy piłkarze bez kontraktów. Żurkowski ciągle szuka klubu

Problem w tym, że po tamtej rundzie Żurkowski praktycznie wypadł z obiegu. W ostatnich dwóch sezonach (Empoli, Spezia) łącznie rozegrał zaledwie sześć meczów, które dały mu 130 minut na boisku. Po raz ostatni w kadrze meczowej znalazł się 20 września 2025, czyli od tego momentu minął już ponad rok. Zatrudnienie go dziś to spore ryzyko, na które jak dotąd nikt się nie zdecydował, mimo że w lipcu i sierpniu jego nazwisko łączono z Górnikiem Zabrze, Widzewem Łódź i GKS-em Katowice. Naprawdę szkoda, że tak potoczyły się jego losy. Oby karta w końcu się odwróciła.

Jeśli chodzi o ligowców, których znamy, a którzy nie odstraszają wiekiem, na czoło wybija się Bartłomiej Kłudka. 24-letni prawy obrońca poprzedni sezon rozpoczął jeszcze w barwach Zagłębia Lubin i nawet strzelił gola w wygranym 6:2 spotkaniu z Lechią Gdańsk, by następnie przejść do… Lechii. Momentalnie wskoczył do składu, ale z czasem stał się zmiennikiem Tomasza Wójtowicza. Słowa wypowiedziane w „Przeglądzie Sportowym”, że Lechia sportowo stoi półkę wyżej niż Zagłębie źle się zestarzały, choć patrząc wówczas na potencjał kadrowy jednych i drugich, nie wydawały się oderwane od rzeczywistości.

Po spadku Kłudka skorzystał z możliwości odejścia, choć tak po prawdzie wydaje się, że 1. Liga to akurat jego poziom. Dał się poznać jako obrońca potrafiący czasem błysnąć z przodu (pamiętamy cudowną bombę z dystansu z Ruchem Chorzów) i chętnie atakujący, lecz mało rozgarnięty w tyłach. Zbyt często traci koncentrację i gubi krycie, na dłuższą metę trudno na nim polegać w zakresie jego podstawowych obowiązków. Mimo wszystko status bezrobotnego pod koniec września stanowi zaskoczenie.

Reklama

Bartłomiej Kłudka

Kilku ekstraklasowiczów nadal na bezrobociu

Bez klubu po rozstaniu z Lechią pozostaje również lewy obrońca Miłosz Kałahur. 27-latek sporo pograł w pierwszym sezonie po awansie do elity (27 meczów), za to w ostatnim jego rola w zespole była już symboliczna. Wystąpił ledwie sześć razy – z czego trzykrotnie epizodycznie – a z Koroną Kielce dostał czerwoną kartkę. Można jednak było zakładać, że jakiś pierwszoligowiec się na niego skusi, bo nie mówimy o zawodniku pokiereszowanym przez kontuzje.

Wojciech Kamiński miał moment regularniejszej gry w Koronie Kielce. Jeszcze jesienią poprzedniego sezonu uzbierał 10 ligowych meczów. Wiosną już zaledwie dwa razy zmieścił się na ławce. Na dłuższą metę 25-letni pomocnik nie miał szans, żeby się przebić, zwłaszcza po ostatnich wzmocnieniach Złocisto-Krwistych. Rozwiązanie jego umowy za porozumieniem stron ogłoszono dopiero 10 września. Można zakładać, że na papierze jest inna data, inaczej Kamiński byłby uziemiony aż do zimy, co mijałoby się z celem.

Z ekstraklasowych postaci bez przynależności klubowej pozostają także Rafał Gikiewicz, Bartosz Kopacz (ostatnio Termalica) oraz duet z Piasta: Tomasz MokwaKarol Szymański. Ci dwaj mają już swoje lata, a przy Okrzei byli z zawodu rezerwowymi, dlatego nic dziwnego, że nie zostali zasypani ofertami. 34-letni Kopacz w marcu doznał poważnej kontuzji i możliwe, że w trakcie okienka wciąż nie był gotowy do trenowania i grania. 38-letni Gikiewicz w ubiegłym sezonie stracił miejsce w składzie Widzewa, a po wypożyczeniu do Zagłębia niemal natychmiast spotkał go ten sam los. Często widzimy go w mediach i choćby ze względu na sam wiek, raczej nie ma już ciśnienia, żeby dalej grać.

Reklama

Bartosz Kopacz

Bartosz Kopacz

Duży zjazd Jakuba Łukowskiego

Naprawdę przykry zjazd notuje Jakub Łukowski. Jeszcze nie tak dawno był czołową postacią Korony Kielce. W sezonie 2021/22 dziewięcioma golami i trzema asystami walnie przyczynił się do awansu Kielczan, a w pierwszym roku w elicie osiągnął życiową formę. Zdobył aż 12 bramek, wyróżniając się nie tylko w samej Koronie, ale także w skali całej ligi. Niestety, w sierpniu 2023 roku zerwał więzadło w kolanie i już nigdy nie wrócił na dawny poziom. W Widzewie początek był obiecujący, bo Łukowski po trzech kolejkach miał dwa gole i asystę. Kilka tygodni później uratował remis w Katowicach. Od tamtej pory jego akcje systematycznie spadały.

Gdy w Widzewie doszło do zmian właścicielskich, a trenerem został Żeljko Sopić, Łukowski już głównie wygrzewał ławkę. Latem 2025 przeszedł do GKS-u Katowice. Przedstawiano mu wizję gry na „dziesiątce”, przed mającym być cofniętym na „ósemkę” Bartoszem Nowakiem. Tak, taki był plan. Szybko jednak założenia się zmieniły. Łukowski cztery razy wszedł z ławki na skrzydło i to był koniec jego kariery przy Bukowej. Trafił też na kiepski okres całego zespołu. Nie przez przypadek GieKSa po rundzie jesiennej znajdowała się w strefie spadkowej. Być może już wielu nie pamięta, że zaczynała wtedy z Aleksandrem Buksą i Maciejem Rosołkiem w ataku. Wiele się od tego czasu zmieniło.

Reklama

Zimą Łukowski wylądował w Polonii Bytom. Transfer opóźniał się przez kilka tygodni, przez co piłkarz nie trenował z drużyną i wiosną nie zdołał się odkopać, co skończyło się szybkim rozstaniem i trwającym do teraz bezrobociem. A mówimy przecież o zawodniku ledwie 30-letnim, który nigdy nie miał problemów z odpowiednim prowadzeniem się. Szkoda.

Jakub Łukowski

Byli za granicą, nie ma na nich chętnych

Z Polaków grających ostatnio za granicą bez klubów są Bartosz Salamon, Kewin Komar, Dominik Steczyk, Przemysław Tytoń, Łukasz Wolsztyński i Kacper Radkowski.

35-letni Salamon był już za słaby na Carrarrese z Serie B, dlatego trudno zakładać, żebyśmy go jeszcze zobaczyli na wysokim poziomie. Tytoń to rocznik 1987, co samo w sobie oznaczałoby naturalne zakończenie kariery. Do tego były bramkarz reprezentacji Polski od 2022 roku, gdy dołączył do Twente Enschede, grał jedynie epizodycznie. Przez cztery i pół roku w tym klubie dobił do trzynastu meczów.

Reklama

Znacznie młodszy Kewin Komar był numerem jeden w ostatnim ekstraklasowym sezonie Puszczy Niepołomice, a po spadku wyjechał do cypryjskiego AEK-u Larnaka. Najpierw leczył tam poważną kontuzję, by następnie przegrywać rywalizację ze Zlatanem Alomeroviciem. Dopiero na sam koniec rozegrał symboliczne 10 minut z Arisem Limassol i zdążył wpuścić jednego gola. Oficjalnie wolnym zawodnikiem jest od 27 sierpnia i po miesiącu jego status się nie zmienił.

Dopiero 8 września kontrakt z Tatranem Presov rozwiązał Łukasz Wolsztyński, o czym pisał na portalu X Piotr Koźmiński. Dość długo wydawało się, że ten napastnik już się nie odkopie z niższych lig, ale niespodziewanie rękę do niego wyciągnęła Stal Mielec. W sezonie 2024/25 zdobył na najwyższym szczeblu pięć bramek i zaliczył cztery asysty. Skusił się na niego słowacki ekstraklasowiec, lecz tam Wolsztyński szybko doznał poważnej kontuzji kolana. W marcu wrócił do gry, tyle że to już były głównie role epizodyczne. Najwyraźniej latem nie przekonał do siebie sztabu szkoleniowego i trzeba było się rozstać.

Polacy za granicą. Łukasz Wolsztyński

Wśród piłkarzy bez kontraktów figuruje Michał Nalepa. 14 września Szymon Janczyk donosił na Weszło, że doświadczony pomocnik porozumiał się z Odrą Opole. Klub nie wydał oficjalnego komunikatu, ale podpisy zostały złożone.

Reklama

Steczyk był w portugalskiej ekstraklasie

Dominik Steczyk został w Ekstraklasie zweryfikowany negatywnie w Piaście Gliwice, Ruchu Chorzów i Stali Mielec. Z pewnym zaskoczeniem przyjęliśmy więc fakt, że zaczął ten sezon w beniaminku portugalskiej ekstraklasy Academico Viseu (przyszedł już zimą). W pierwszych trzech kolejkach wchodził jako zmiennik, później natomiast rozwiązał umowę. Zapewne po części przez wypożyczenie z Wieczystej Kraków Paulinho. To też wiele mówi.

Nietypowo potoczyły się losy Kacpra Radkowskiego. Mający aktualnie 25 lat stoper zdążył zadebiutować w Ekstraklasie w barwach Zagłębia Sosnowiec, a w 1. Lidze wystąpił 31 razy. Po półtorarocznym pobycie w drugoligowych rezerwach Śląska Wrocław zdecydował się na wyjazd do ligi irlandzkiej. Grał tam regularnie przez dwa lata, by na początku tego roku wylądować w węgierskiej ekstraklasie. Jako zawodnik Kazincbarcikai FC strzelił gola i dołożył dwie asysty, co na jego pozycji było wynikiem więcej niż dobrym. Gorzej z obroną, on i koledzy najczęściej przegrywali, co zakończyło się spadkiem z NB I.

Kacper Rosa dał się zapamiętać w Motorze Lublin z kilku spektakularnych błędów między słupkami. Niedawno pobronił trochę w Kazachstanie dla Kapaz, ale jego drużyna przeważnie zbierała baty, nie ma się czym chwalić.

Smutny przypadek Adriana Łyszczarza

Z postaci pierwszoligowych zastanawia i trochę smuci przypadek Adriana Łyszczarza. Raczej nigdy nie zapowiadał się jako wielki piłkarz, ale miewał lepsze chwile w Śląsku Wrocław za czasów Jacka Magiery. W sezonie 2021/22 był asem w rękawie jako rezerwowy, zdobywając w ten sposób pięć bramek. Za Piotra Tworka i Ivana Djurdjevicia jego akcje mocno spadły, co skończyło się pójściem do pierwszoligowej Resovii. Tam obronił się indywidualnie (4 gole, 7 asyst), choć nie wystarczyło to do utrzymania Rzeszowian. Po Łyszczarza sięgnęła Odra Opole, gdzie obiecująco zaczął u Radosława Sobolewskiego (2 gole, 2 asysty). Wszystko popsuło zerwanie więzadła we wrześniu 2024. Łyszczarz stracił resztę sezonu, a gdy wrócił do zdrowia, Odrę prowadził już Jarosław Skrobacz. U niego dostał tylko cztery szanse, panowie chyba nie mogli znaleźć wspólnego języka. Wiosną 27-letni pomocnik występował tylko w czwartoligowych rezerwach.

Reklama

Problemy zdrowotne totalnie wyhamowały Jakuba Bartosza. Przez cały rok nie był w Opolu gotowy do gry, dlatego mimo że ma dopiero 30 lat, odbicie się może być wyjątkowo trudne.

Michał Pazdan nie był zadowolony z okoliczności rozstania z Wieczystą Kraków, a że nie chce mu się więcej podróżować po kraju, można założyć, że profesjonalne granie dla 39-latka się zakończyło.

Z pozostałych dotychczasowych pierwszoligowców można utworzyć dwie grupy. Jedna to piłkarze z zaawansowanym PESEL-em, którzy już nawet na drugim froncie nie błyszczeli lub mieli problem z samą regularną grą. Łukasz Budziłek, Konrad Jałocha, Bartosz Śpiączka, Maciej Gajos, Przemysław Szymiński, Patryk Stępiński, Paweł Lenarcik czy nie do końca odbudowany w Siedlcach Jarosław Niezgoda (12 meczów, 2 asysty, 289 rozegranych minut) – dla nich pewien etap prawdopodobnie jest zakończony. Trudno też zakładać, żeby ktoś jeszcze skusił się na Miłosza Kozaka, który szybko został odstawiony przez Śląsk Wrocław w ostatnim sezonie, ale który ani myślał łatwo rezygnować z wysokiego kontraktu. I trudno mu się dziwić, to klub pokpił sprawę, w ogóle mu go oferując.

Reklama

Drugą grupę stanowią zawodnicy młodzi lub stosunkowo młodzi, którzy nawet w 1. Lidze nie przeszli pozytywnej weryfikacji. Chodzi o Kamila Brodę (9 meczów dla Wisły Kraków), Mateusza Karola (16 meczów dla Znicza Pruszków), Kacpra Kołotyłę (8 meczów dla GKS-u Tychy) czy Darvina Jablonskiego (5 meczów dla Stali Rzeszów). W ich przypadku szczytem marzeń wydaje się poziom drugoligowy. No, może ewentualnie Broda ma trochę ciekawsze perspektywy, bo jednak zetknął się ze znacznie wyższym poziomem niż pozostali.

Dla wszystkich każdy kolejny dzień bez klubu stanowi przybliżenie do całej rundy na bezrobociu. A zimą każdy bez wyjątku będzie miał jeszcze mniej argumentów w rozmowach z potencjalnymi pracodawcami.

fot. FotoPyK/Newspix

Reklama
5 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Polecane

Reklama