Polonia Bytom uzupełniła skład uczestników drugiej rundy Pucharu Polski. W ostatnim meczu pierwszej rundy zespół pierwszoligowca pokonał na wyjeździe trzecioligowe rezerwy Widzewa Łódź 2:1. Pierwsza połowa nie zwiastowała tak skromnego zwycięstwa Królowej Śląska, jednak po zmianie stron gospodarze pokazali, że też co nieco potrafią. Mecz z Polonią na długo zapamięta zapewne Mikołaj Czerniatowicz – młody napastnik Widzewa miał spory udział przy stracie obu bramek swojej drużyny.
Zdecydowanym faworytem ostatniego starcia pierwszej rundy był zespół gości i było to widać dosłownie od pierwszej minuty. Gdy na zegarze wybiła 60. sekunda, piłkę z własnej bramki musiał wyciągać już golkiper Widzewa, Franciszek Golański.
Świetny początek sezonu na trzecioligowych boiskach notuje sprowadzony tego lata do Łodzi Mikołaj Czerniatowicz, który ośmiu dotychczasowych spotkaniach strzelił cztery gole. Tym razem 18-letni napastnik zawalił już na samym starcie, podając za krótko do jednego ze swoich obrońców. Wykorzystał to Benedik Mioć, który przejął piłkę, minął rywala i pokonał bramkarza gospodarzy. Kibice Polonii mieli szczęście, że zaczęli wchodzić na Łodziankę równo z pierwszym gwizdkiem, bo inaczej przegapiliby bramkę swojego zespołu.
16-latek obronił rzut karny
Naoczne potwierdzenie w tej akcji znalazły słowa trenera łódzkiej ekipy, Pawła Ściebury, który dzień przed meczem wspominał w rozmowie z klubowymi mediami, że młodzi zawodnicy muszą popełniać błędy, by się uczyć.
– Oni będą popełniać błędy, to jest proces. Natomiast my nie chcemy zbaczać z tej drogi, chcemy grać swoje, czyli agresywny pressing, odważnie w budowie i w grze w ataku. Taka gra generuje błędy, szczególnie u młodych zawodników. Natomiast jeśli oni tych błędów nie będą popełniać, to nie będą się rozwijać. W tym wypadku wynik jest sprawą drugorzędną, wiadomo, że chcielibyśmy każdy mecz wygrywać, ale nie zawsze jest to możliwe – mówił przed meczem trener.
W rozgrywkach ligowych ewentualna porażka może ujść na sucho. W Pucharze Polski wynik determinuje jednak wszystko – przegrywasz i cię nie ma. A argumentów na przedłużenie swojego pobytu w tym turnieju gospodarze, przynajmniej w pierwszej połowie, zbyt wielu nie mieli. Różnica w jakości obu drużyn była aż nadto widoczna. Nie wychodził wspomniany pressing, gospodarze zazwyczaj po prostu nie nadążali za zawodnikami Polonii i za tym, jak szybko rozgrywali piłkę.
Podopieczni Konrada Geregi często zmieniali tempo swoich akcji, krótkie, szybkie rozgrywanie przeplatali z dalekimi, często celnymi zagraniami za linię obrony. Z żadnego z nich nie potrafili skorzystać jednak ofensywni gracze Polonii, którzy mieli duże problemy z wykończeniem akcji.
Nie udało się nawet z rzutu karnego – tuż przed upływem pół godziny gry sędzia wskazał na wapno po zagraniu ręką Marcina Kozłowskiego. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Kamil Wojtyra, ale swój moment miał wówczas 16-letni Franciszek Golański, który wyczuł zamiary kapitana gości i obronił jego strzał.
⏱️ 45+1′ | Do przerwy to Polonia prowadzi 1:0.
Franciszek Golański ma na koncie obroniony rzut karny 👏🏻#WIDBYT 0:1 pic.twitter.com/B08iIa843D
— Akademia Widzewa Łódź (@AkademiaWidzewa) September 15, 2026
Druga, ładniejsza twarz Widzewa
Przed przerwą kompletnie bezrobotny był bramkarz Królowej Śląska, Wojciech Banasik. Gospodarze nie zatrudnili wychowanka Legii ani razu. Po zmianie stron miał już o wiele więcej pracy i wywiązywał się z niej bez zarzutu. Było tak w 59. minucie, kiedy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Widzewa cudem wyjął strzał z kilku metrów Szymona Sołtysińskiego, który w tej sytuacji po prostu musiał strzelić gola. Strzał zbity przez bramkarza próbował jeszcze dobić Alan Knapek, ale uderzył jedynie w słupek.
Na Polonii nie zemścił się wcześniejszy zmarnowany rzut karny. Na Widzewie zemściła się za to ta niewykorzystana sytuacja i… kolejna strata Mikołaja Czerniatowicza, któremu i tak należał się spory minus za pierwszą bramkę. Tym razem po jego stracie gola strzelił wprowadzony kilka minut wcześniej Kamil Orlik, który dobił strzał Konrada Andrzejczaka odbity od słupka.
66′ | GOL! 🔥
Konrad Andrzejczak trafił w słupek, ale Kamil Orlik dopadł do futbolówki i podwyższył prowadzenie.
—#WIDBYT 0:2 pic.twitter.com/xOE5LBgTXl— BS Polonia Bytom (@PoloniaBytom) September 15, 2026
Druga stracona bramka nie podłamała gospodarzy, którzy wciąż próbowali zaistnieć w tym meczu i ich próby zostały choć częściowo wynagrodzone. W 70. minucie zamieszanie w polu karnym Polonii po wrzucie z autu wykorzystał Sebastian Zieleniecki, który siłą woli wepchnął piłkę do bramki z bliskiej odległości.
Tuż po stracie bramki trener Gerega dokonał ostatnich zmian w swoim zespole. Wpuszczeni na boisko zawodnicy zadbali, by już nic złego z ich perspektywy się nie wydarzyło i dowieźli skromne prowadzenie do końca.
Widzew II Łódź – Polonia Bytom 1:2 (0:1)
- 0:1 – B. Mioć 1′
- 0:2 – K. Orlik 66′
- 1:2 – S. Zieleniecki 70′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix