Marciniak o sprawie Siemieńca: Jesteśmy mistrzami pseudoaferek

Jakub Radomski

Opracowanie:Jakub Radomski

11 września 2026, 13:34 • 2 min czytania 32

Reklama
Marciniak o sprawie Siemieńca: Jesteśmy mistrzami pseudoaferek

Od wczoraj wiele mówi się o aferze związanej z Adrianem Siemieńcem. Dziennikarz Wirtualnej Polski ujawnili, że trener Jagielonii Białystok pod koniec ubiegłego sezonu kontaktował się z sędzią Arkadiuszem Kamilem Wójcikiem. Chodziło o to, żeby Paweł Raczkowski, który prowadził spotkanie przedostatniej kolejki GKS Katowice – Jagiellonia, ostrzegał sztab białostockiego klubu, który z zagrożonych pauzą piłkarzy może niebawem zarobić żółtą kartkę. Budzi to wszystko duże emocje, a do całej sprawy odniósł się w Kanale Sportowym Szymon Marciniak. I zrobił to we właściwym sobie stylu. 

Reklama

Aferami żyją ci, co mają dużo czasu i którym się nudzi. Ci, którzy mają sporo roboty, zajmują się poważnymi rzeczami. Jesteśmy mistrzami pseudoaferek i robienia piekiełka. Najpierw nauczmy się dobrze grać w piłkę, nauczmy się fajnie prowadzić zespół, dobrze sędziować, a potem zajmijmy się czymś poważnym – przekonywał w Kanale Sportowym najbardziej utytułowany polski sędzia.

Szymon Marciniak o sprawie Adriana Siemieńca: Nikt nie prosił mnie, żebym dał komuś kartkę albo jej nie dał

Marciniak odniósł się również do słów Wójcika, który na nagraniu, które wczoraj opublikował, stwierdził, że czymś normalnym są kontakty od ludzi z klubów, którzy chcą, żeby dany zawodnik był bardziej oszczędzany, albo wręcz żeby dostał żółtą kartkę, bo dzięki temu będzie co prawda pauzował w kolejnym spotkaniu, ale się „wyzeruje”. Najbardziej znany polski sędzia nie do końca wierzy, by takie coś regularnie miało miejsce. 

Ja mam 426 meczów w Ekstraklasie, mogę dać swój telefon. Wiem, że piłkarze i trenerzy darzą mnie dużym szacunkiem i nikt by się pewnie nawet nie odważył, ale nie ma takiej historii, żeby ktoś poprosił mnie o to, żebym komuś dał kartkę albo jej nie dał. Dla mnie to jakaś paranoja – stwierdził.

I dodał: – Zapominamy o jednej najważniejszej rzeczy. To jest przykaz – jeżeli ktoś by przyszedł do sędziego i poprosił o żółtą kartkę, mamy obowiązek to zaraportować. Mało tego – kiedy widzimy podejrzaną żółtą kartkę, gdy np. zawodnik wybija aut minutę, ja go poganiam, a on ciągle zwleka i musi dostać kartkę, no to, panowie, na nos taka sytuacja śmierdzi. I po takim meczu sędzia z delegatem w rozgrywkach UEFA musi to zaraportować. Dlatego mi się to wszystko jakoś nie klei. Mam nadzieję, że jest to wyssane z palca.

Reklama

Fot. Newspix.pl 

Reklama
32 komentarzy
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama