Jakub Kiwior i jego koledzy z FC Porto przekonali się, jaką bestią jest Erling Haaland. Norweg tuż po przerwie strzelił swojego 58. gola w 59. występie w Champions League. W doliczonym czasie gry dorzucił trafienie nr 59 i zapewnił Manchesterowi City zwycięstwo na inaugurację Ligi Mistrzów. Haaland już w pierwszej połowie dawał się we znaki Kiwiorowi i jego kumplom z defensywy, ale nie do pokonania był Diogo Costa.
Mógł to być znacznie bardziej „polski” mecz, ale ostatecznie biało-czerwonych na boisku Estadio do Dragao obejrzeliśmy dwóch – Jakuba Kiwiora i… Szymona Marciniaka. Jan Bednarek pauzował za czerwoną kartkę z poprzedniego sezonu Ligi Europy, a Oskar Pietuszewski wciąż leczy uraz.
Kiwior miał na pewno świadomość, że czeka go trudny wieczór. Nie może być inaczej, kiedy przed tobą bliskie spotkanie z Erlingiem Haalandem. Kiwior zdążył poznać Norwega już w barwach Arsenalu. W meczach z City Polak nie pograł za dużo, ale akurat gdy przebywał na boisku, Haaland nie strzelał.
Diogo Koszmar Norwega
W pierwszej połowie norweski snajper znów nie wpisał się na listę strzelców, ale to nie zasługa Kiwiora, a przede wszystkim Diogo Costy, który spisywał się wyśmienicie. W 21. minucie po raz pierwszy fenomenalnie odbił strzał Norwega. Potem to samo zrobił 11 minut później, dodatkowo broniąc mocną dobitkę Rayana Cherkiego. Przy pierwszej z tych sytuacji Haaland przeskoczył właśnie polskiego stopera. Portugalski bramkarz miał wprawdzie na sobie tylko bramkarski strój Porto, ale chyba bardziej adekwatnym dress codem byłaby peleryna Supermana.
Haaland nie bierze jeńców
Po zmianie stron były napastnik Borussii Dortmund postanowił nie dawać już żadnych szans bramkarzowi Porto. Po miękkiej wrzutce Enzo Fernandeza znów wygrał główkę z Kiwiorem, ale tym razem skierował piłkę z chirurgiczną precyzją. Ta odbiła się jeszcze od słupka i wpadła do bramki.
Kto jak nie on? 😎 Erling Haaland wygrywa pojedynek w powietrzu z Jakubem Kiwiorem i trafia dla Manchesteru City! 🔝👏
📺 Oglądaj: https://t.co/UIsz1H71Nz pic.twitter.com/V6n6bIQB71
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 8, 2026
Po zdobytej bramce Manchester City przestał zagrażać bramce „Smoków”. Gospodarze zaczęli się odgryzać. Niecelne strzały Alana Vareli i Williama Gomesa były tego najlepszym dowodem. Najgroźniej zrobiło się jednak w 67. minucie, gdy niefrasobliwość Gianluigiego Donnarummy w grze nogami (który to już raz?) mógł wykorzystać Gomes. Piłka odbiła się jednak nie po myśli brazylijskiego skrzydłowego i z perspektywy „The Citizens” skończyło się na strachu.
W końcówce goście z Manchesteru trochę opanowali boiskową sytuację. Porto z coraz większym trudem przedostawała się pod bramkę Donnarummy. Więcej działo się po drugiej stronie boiska. Costa znów błysnął po strzale Elliota Andersona. Już w doliczonym czasie gry był jednak bezradny wobec spokojnego wykończenia Haalanda po podaniu Rayana Ait-Nouriego. Kiwior próbował jeszcze blokować strzał, ale nic z tego nie wyszło. Na urodzonego w Leeds „Wikinga” po prostu nie ma mocnych.
Nowy sezon Ligi Mistrzów, ale bohaterowi jakby ci sami.
FC Porto – Manchester City 0:2 (0:0)
- 0:1 – E. Haaland 47′
- 0:2 – E. Haaland 90+1′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix