Korona Kielce wydała latem aż 19 milionów złotych na nowych zawodników, a ci zaczynają dawać jej bardzo wiele. Ariel Mosór błyszczał w meczu Pucharu Polski z Widzewem (1:0), a w spotkaniu z Wisłą Kraków (1:1), toczonym pod dużym napięciem, przepięknym strzałem w okienko popisał się Ondrej Lingr, pozyskany za milion euro z Houston Dynamo. Czech, który jest z nowymi kolegami od niedawna, może być jedną z gwiazd Ekstraklasy. Korona nie dowiozła jednak prowadzenia, dała się zaskoczyć w końcówce i zespół, który ma ogromne ambicje, wciąż pozostaje w tym sezonie ligowym bez wygranej u siebie.
Korona, choć udowadnia ostatnio, że może więcej znaczyć w lidze, do dziś nie wygrała w tym sezonie na własnym stadionie w Ekstraklasie. Wisła natomiast nie sięgnęła po trzy punkty na wyjeździe. Jedni i drudzy chcieli to zmienić, a w tle byli kibice obu ekip, którzy – to eufemizm – nie za bardzo się lubią. Wiadomo było, że czeka nas spotkanie pod dużym napięciem. I piłkarze się do tego dostosowali, przede wszystkim w pierwszej połowie, podczas której naprawdę wiele się działo.
Korona Kielce wydała milion euro na Ondreja Lingra. I ma w składzie kozaka
Od początku Korona i Wisła w zasadzie na zmianę atakowały i tworzyły okazje. Najpierw Slobodan Rubezić, po rzucie rożnym, trafił w obramowanie bramki. Po chwili szarżował Elie Youan z Wisły i uderzył z daleka. Pomylił się – jak pokazały powtórki – minimalnie. Niedługo później mieliśmy akcję Morgana Fassbendera, który wywalczył tylko rzut rożny. Po chwili strzał Wisły i piłkę wybijał Wiktor Długosz, jeden z najlepszych zawodników gospodarzy. Odpowiedziała Korona – Marcel Łubik musiał się wyciągnąć jak długi, żeby odbić piłkę. Gole nie padały, ale pierwszych 20 minut to był mecz z gatunku „cios za cios”.
Pytanie tylko brzmiało: „Kto pierwszy wciśnie bramkę?”. Wcisnęła Korona, i to – jakiego gola.
W zespole z Kielc zadebiutował w Ekstraklasie, i to od pierwszej minuty, niedawno pozyskany Ondrej Lingr. Czech, za którego Feyenoord latem 2024 roku płacił Slavii Praga cztery miliony euro, ma być jedną z gwiazd Ekstraklasy. Podobno na treningach w Kielcach robi duże wrażenie. W meczu z Wisłą też zrobił, gdy zdecydował się na strzał w 24. minucie. Najpierw Mariusz Stępiński trafił w słupek, Łubik rozpaczliwie wybił piłkę. Ta trafiła pod nogi Czecha, który bez namysłu uderzył lewą nogą i trafił w okienko.
Gol – stadiony świata.
𝐖𝐎𝐎𝐎𝐎𝐖! 😍 𝐎𝐍𝐃𝐑𝐄𝐉 𝐋𝐈𝐍𝐆𝐑! 🎯 Piękne uderzenie z dystansu! Korona prowadzi z Wisłą Kraków!
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/5xUw7mkh9B
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 5, 2026
Korona próbowała pójść za ciosem. To kolejny zespół, który najwidoczniej doszedł do wniosku, że gdy mierzysz się u siebie z Wisłą Kraków, musisz na nią odważnie ruszyć. Atakował Fassbender, po chwili z kilku metrów, w świetnej okazji, Stępiński trafił w Łubika. Ale Wisła ciągle się odgryzała – Marko Bozić próbował zrywać ze stereotypem i atakować do linii, a nie ścinać z lewej strony do prawej nogi, co trochę myliło gospodarzy. Kolejną szansę miał Youan, ale trafił z kilku metrów w boczną siatkę.
Wisła Kraków strzeliła gola. Ale sędzia uznał, że faulowany był bramkarz Korony, Xavier Dziekoński
W drugiej połowie na początku oglądaliśmy głównie faule. Mecz stał się brzydki. Następnie zagrożenie tworzyła Wisła. Jakim cudem Jakub Krzyżanowski nie dobił skutecznie piłki? 20-latek w idealnej sytuacji fatalnie spudłował. Niedługo później bramkarz Korony, Xavier Dziekoński, wypuścił piłkę po starciu z Jordim Sanchezem i piłkarz gości strzelił gola, jednak sędzia Marcin Szczerbowicz uznał, że golkiper gospodarzy był faulowany. Czy rzeczywiście był? Powtórki pokazały, że kontakt i zarazem pretekst do gwizdka był. Ale jednocześnie Dziekoński wyraźnie, gdy zobaczył, że „wypluł” piłkę i dobiega do niej rywal, akurat wtedy zaczął się mocniej zwijać z bólu. Cóż, jak to mówią – „sędzia się obroni”.
W 58. minucie na boisku pojawił się Michael Ameyaw, który uciekł z tonącego okrętu, wróć – odszedł z Rakowa Częstochowa. Dwukrotny reprezentant Polski raz urwał się lewą stroną i mógł mieć asystę, ale po jego podaniu kolega z drużyny nie zdołał przejąć piłki. Gospodarze w drugiej połowie opanowali trudny moment i to oni od pewnego momentu mieli inicjatywę. Świetnie prezentował się najlepszy na murawie, grający ze swobodą Kamil Jakubczyk.
Wydawało się, że wynik nie ulegnie zmianie, ale w doliczonym czasie bardzo słaby do tej pory Jordi Sanchez idealnie zgrał piłkę do Alana Urygi, a stoper Wisły strzałem z kilku metrów pokonał Dziekońskiego. I na stadionie w Kielcach zapanowała cisza. Niedługo później sędzia Szczerbowicz zakończył spotkanie.
Korona ma prawo czuć wielki zawód. A Wisła? Znów grała na wyjeździe do przodu, była ofensywna, w sumie oddała 21 strzałów. Ale wystarczyło to tylko (a może „aż”) na remis.
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix.pl