Przypomniał o sobie Bryan Fiabema. Co za gol w debiucie!

Marcin Ziółkowski

04 września 2026, 22:29 • 2 min czytania 2

Reklama
Przypomniał o sobie Bryan Fiabema. Co za gol w debiucie!

Jeśli powiedzieć o kimś, że był piłkarzem momentów, to Bryan Fiabema z Lecha Poznań pasuje do tej kategorii. Choć w Polsce trafił do siatki raptem dwa razy, to obydwa gole dały w końcowym rozrachunku wygraną i ważne trzy punkty do tabeli. Na zawsze kibice z Bułgarskiej zapamiętają mu trafienie z Widzewem. W nowym klubie tymczasem, na długo będzie mu się pamiętać gola w debiucie. Fiabema, tak po prostu, zdobył bramkę z gatunku „stadiony świata” i to przeciwko nie byle komu. 

Reklama

Fiabema potrafi w bramki. W Poznaniu długo miał na to uczulenie

Kariera Bryana Fiabemy pełna jest wzlotów i upadków. Kibice z Ekstraklasy kojarzą go głównie z tego, że nie dorastał poziomem do zespołu Lecha Poznań. Stał się poznańskim „memem”, piłkarzem, który potykał się o własne nogi. Bardzo długo czekał na swojego premierowego gola w Wielkopolsce i cierpliwość została nagrodzona dopiero w sezonie 2024/25.

Bramka Norwega dała wygraną w potyczce z Widzewem 31 sierpnia na Bułgarskiej. Nieco ponad miesiąc później, 5 października na Nowej Bukowej, zapewnił jedyną bramkę w meczu z GKS-em Katowice. Także miał też i dobre momenty w Polsce. Od tej pory jednak trochę się u Fiabemy pozmieniało.

Norweg w sezonie 2025/26 na wypożyczeniu w ADO Den Haag strzelił cztery gole w 16 meczach. Jego dublet w potyczce z RKC Waalwijk pomógł zapewnić drużynie z Hagi awans do Eredivisie. Przyszedł jednak czas na nowe wyzwania.

Reklama

Fiabema w sierpniu definitywnie opuścił Lecha. Zasilił szeregi norweskiego Fredrikstad, podpisując umowę do końca grudnia 2030 roku. Kolejorz zarobił 100 tysięcy euro, więc wyszedł na plus. Dla samego zawodnika to powrót do ojczyzny po czterech latach, kiedy to grał dla rezerw Rosenborga Trondheim. Fiabema trafił do drużyny, w której był już polski pomocnik Jakub Jezierski.

Choć z Lillestroem Norweg był jeszcze na ławce, to w potyczce z renomowanym Bodo/Glimt wyszedł od pierwszej minuty. No i po przerwie, przy stanie 0:1, Fiabema fantastycznie „przyfanzolił”. Reakcja „ojojoooj” jest jak najbardziej na miejscu, bramka ta była wprost ekskluzywna.

Jego gol doprowadził do remisu, ale nie udało się gospodarzom dociągnąć wyniku do końca. Kwadrans przed końcem na Fredrikstad Stadion decydujący cios wyprowadził Jens Petter Hauge. Wspomniany już Jezierski zagrał 21 minut. Fredrikstad po dwudziestu kolejkach Eliteserien zajmuje siódme miejsce w tabeli.

Reklama

Na jedenaście kolejek przed końcem Bodo/Glimt ponownie wydaje się mieć za rywala Viking Stavanger. Mistrzowie Norwegii po 35 latach przerwy, tak jak i rewelacja poprzedniej edycji Champions League, zagrają w kolejnym sezonie najważniejszych klubowych rozgrywek.

Fiabema ma z kolei świetny wpis do CV i kto wie, co jeszcze pokaże w Skandynawii.

Reklama

Fot. Newspix

2 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl gry Barcelony i Bayernu Hansiego Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama