W hicie Ekstraklasy między Lechem a Jagiellonią na wszystko musieliśmy czekać. W pierwszej połowie na akcje gospodarzy, zaś po zmianie stron na Białostoczan, którzy jakby zostali w szatni. Musieliśmy też poczekać na Lecha, który wykorzystał swoją przewagę w samej końcówce.
– Mam duży szacunek do Jagiellonii, są trochę jak my. Starają się mnóstwo kreować, próbują dominować. Grają w określony sposób od kilku lat. Oczywiście, cały czas próbują się rozwijać, ale trzymają się swojej filozofii. Tak samo jak robimy to my. To najlepiej grająca drużyna w lidze, oczywiście tuż za nami. Zmierzą się dwie najlepiej grające w piłkę drużyny w Ekstraklasie – mówił przed meczem Niels Frederiksen.
Dziś jego słowa zbytnio nie znalazły potwierdzenia.
Spokojnie, zaraz się rozkręci
Długo trzeba było czekać na sensowne akcje gospodarzy. Przez pierwsze pół godziny jedyną drużyną, która znajdywała drogę do pola karnego rywala, była Jagiellonia. Próbował Sow, próbował dobrze dysponowany Kozłowski, kilka razy sporo miejsca do oddania strzału zawodnicy Lecha zostawili Sergio Lozano. Żaden z nich nie był jednak w stanie oddać choćby jednego celnego uderzenia.
Po wspomnianej pół godziny gry do głosu zaczął dochodzić też Lech. Na pierwszy strzał mistrzów Polski czekaliśmy do 36. minuty, kiedy Allahyar Sayaydmanesh zgarnął piłkę tuż przed polem karnym i huknął minimalnie obok bramki.
Próba Irańczyka pobudziła Poznaniaków i to oni po kiepskich kilkudziesięciu minutach otworzyli wynik. W 43. minucie uczynił to grający za napastnikiem Pablo Rodriguez, który wykorzystał świetne dośrodkowanie Joela Pereiry.
𝐋𝐄𝐂𝐇 𝐎𝐓𝐖𝐈𝐄𝐑𝐀 𝐖𝐘𝐍𝐈𝐊! 𝐏𝐀𝐁𝐋𝐎 𝐑𝐎𝐃𝐑𝐈𝐆𝐔𝐄𝐙! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/ivWCOvXj0q
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 3, 2026
Na samym starcie Szymon Marciniak przerwał mecz przez dym spowodowany oprawą kibiców Lecha. Poskutkowało to aż siedmioma minutami doliczonymi do pierwszej połowy i ten doliczony czas znacznie lepiej spożytkowali goście, którzy zdołali wyrównać po kapitalnym uderzeniu z dystansu Yukiego Kobayashiego. Aż przypominał się atomowy strzał siedzącego w tym meczu na ławce Terry’ego Yegbe w starciu z Aarhus.
𝐊𝐎𝐁𝐀𝐘𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐀𝐒𝐇𝐈! 𝐂𝐎 𝐙𝐀 𝐆𝐎𝐋!
Mamy remis w Poznaniu! ⚽
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/IeX1iJtFtB
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 3, 2026
Duża bura za tę sytuację należy się Gustavowi Berggrenowi, który nie pokwapił się, by doskoczyć do Japończyka. Pomocnik Lecha prawdopodobnie nie spodziewał się, że stopera Jagi stać na takie uderzenie.
Snajper Gumny
Jeśli ktoś nie był zadowolony z tego, co obejrzał w pierwszej połowie, niestety, po przerwie było tylko gorzej.
Najpierw liczyliśmy minuty bez celnego strzału Lecha, natomiast po zmianie stron w ślady rywala postanowiła pójść Jagiellonia. Goście nie zaproponowali nic oprócz niecelnego strzału Kozłowskiego.
Liczbowo zgadzały się za to akcje Lecha. Tylko co z tego, skoro większość z nich nie było blisko do poderwania ze swoich miejsce zgromadzonej na Enea Stadionie publiczności.
Znów wracamy do potyczki z Aarhus, lecz tym razem nie do pierwszego spotkania, a do nieszczęsnego rewanżu, który mógł potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby stuprocentową sytuację wykorzystał Luis Palma. W bardzo podobnej sytuacji Honduranin znalazł się w 58. minucie meczu z Jagiellonią. Szczęśliwie dla Białostoczan, pomylił się tak samo, jak wtedy.
Na boisku było widać przewagę gospodarzy, którzy zostali wynagrodzeni za swoją postawę w samej końcówce meczu. Notujący niezłe spotkanie Abramowicz nie popisał się przy wrzutce z rzutu rożnego Gurgula, a do bezpańskiej piłki dopadł Gumny, który strzelił gola w swoim trzecim meczu z rzędu i wprowadził Kolejorza na fotel lidera PKO BP Ekstraklasy. Wydawało się, że bramkarza Jagi uratuje Szymon Marciniak, który w pierwszej chwili odgwizdał faul, natomiast po wideoweryfikacji trafienie Gumnego zostało uznane.
CO ZA KOŃCÓWKA W POZNANIU! 🔥
Szymon Marciniak zmienia decyzje – Robert Gumny zapewnia wygraną Lechowi! ⚽
📺 Oglądaj Ekstraklasę na Gorąco w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/jsNvr7P5pV
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) September 3, 2026
Zmiany:
Legenda
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix