Mit młodzieżowca. Przepis, który jest trampoliną donikąd

AbsurDB

Autor:AbsurDB

25 sierpnia 2026, 08:30 • 17 min czytania 16

Reklama
Mit młodzieżowca. Przepis, który jest trampoliną donikąd

Przepisu o młodzieżowcu nie ma już w Ekstraklasie, ale jego obowiązywanie w niższych ligach zaczyna budzić coraz większe kontrowersje. Temat rozbudził wpis Krzysztofa Stanowskiego na portalu X. Przeskok między 21. a 22. rokiem życia to problem. Wydaje się nam, że dajemy szanse młodym, nie widząc, że podstawiamy nogę ich niewiele starszym kolegom. Sprawdzamy, jak potoczyły się kariery tych, którzy korzystali na przepisie o młodzieżowcu kilka lat temu w 1. Lidze. Weryfikujemy też, czy miał on jakikolwiek wpływ na rozwój zawodników, którzy odegrali potem rolę w dorosłej reprezentacji. 

Reklama

Przepis o młodzieżowcu. Czy dał coś kadrze i czy jego beneficjenci rozwijają się harmonijnie?

Ostatnie dni stoją pod znakiem kwestionowania logiki obowiązkowej gry młodzieżowca. W Ekstraklasie już się tego przepisu pozbyliśmy, ale w niższych ligach wzbudza duże kontrowersje.

Temat młodzieżowca wywołał Krzysztof Stanowski, który w składach rywali liderującego Betclic 3. Lidze KTS-u Weszło dostrzega mnóstwo byłych młodzieżowców, których kariery potoczyły się nie tak, jak tego oczekiwano.

Reklama

– Już tłumaczę, dlaczego zbrodnia. Stworzyliśmy cmentarzysko zawodników w wieku 22 – 25 lat. System, który obowiązuje, to podstawienie trampoliny, żeby wybić się w górę i natychmiastowe zabranie tej trampoliny, gdy już w górze jesteś – co oznacza brutalne lądowanie na beton i połamanie nóg. I koniec w zasadzie. Niższe ligi są pełne zawodników, którzy jako młodzieżowcy zagrali w ekstraklasie czy I lidze i mogli szczerze liczyć na to, że zaczyna się coś pięknego.

Demograficzna dziura

Założyciel Weszło dodał też wyliczenia związane z liczbą graczy w wieku od 22. do 25. roku życia, a więc zaraz po utracie statusu młodzieżowca:

– A propos tego poniższego wpisu. Jeśli nie walnąłem się w obliczeniach, w szerokich kadrach klubów ESA na sezon 2026/27 (dostępnych na http://90minut.pl) jest zaledwie 64 polskich zawodników w wieku 22, 23, 24 i 25 lat. Średnio 3,5 piłkarza na kadrę klubu. Biorąc pod uwagę, że to bardzo dobry wiek dla piłkarza, może nawet najlepszy, to statystyka jest porażająca – to jakieś 10-15 procent kadr naszych zespołów. A mówimy o szerokich kadrach, gdzie wpisywani są zawodnicy bez szans na grę. To jest luka demograficzna, którą sami sobie robimy. A te roczniki sprowadzamy potem zza granicy.

– W kadrach klubów Ekstraklasy jest 519 zawodników. 258 z nich to obcokrajowcy, zatem zostaje nam 261 miejscowych. 64 Polaków w wieku między 22. a 25. rokiem życia oznacza, że stanowią mniej niż 25% wszystkich Polaków w lidze – dodawał.

Reklama

Tymczasem norma światowa rozkładu wieku piłkarzy jest zupełnie inna niż u nas. W najlepszych pięciu ligach przeciętny udział minut zawodników między 22. a 25. rokiem życia wynosi około 35%. Choć w Arsenalu dwa lata temu sięgał… 75%, a spośród słabszych lig w Slovanie Liberec dobił nawet do 80%. Dla porównania, w Pogoni wynosił wtedy 10%, a w żadnym klubie Ekstraklasy nie przekraczał 50% (wg raportu nr 434 CIES Football Observatory). Przy czym trzeba dodać, że CIES wliczał w to obcokrajowców.

Wygląda na to, że mamy zatem w naszej lidze lukę, w której mieści się co najmniej kilkunastu piłkarzy w wieku 22-25 lat. „Powinni” grać w lidze z normalnym rozkładem wiekowym, ale w Ekstraklasie nie grają. Oczywistym powodem takiego odchyłu od normy jest… przepis o młodzieżowcu. To duża grupa. Znaleźliby się w niej zawodnicy, którzy wnieśliby dużo dobrego do jakości gry. Mało tego, sądzę że także jednostki, które otarłyby się o reprezentację. Tymczasem grają młodsi, którym przepis pomaga dość rzadko.

Kto skorzystał na przepisie w 1. Lidze?

Nie skupiamy się dziś na przepisie o młodzieżowcu w Ekstraklasie, bo tu już go nie ma i raczej nie wróci. Natomiast warto zastanowić się, czy ma on sens w niższych ligach. Ostatni sezon Betclic 1. Ligi, w którym mogli z niego korzystać piłkarze urodzeni w XXI wieku? To edycja 2021/22. Od jego startu mija już pięć lat i sądzę, że to wystarczająco dużo czasu, by sprawdzić, jak potoczyły się losy beneficjentów przepisu.

Wcześniejsze sezony odbywały się w nieco innej rzeczywistości. W przypadku późniejszych mogło minąć nieco zbyt mało czasu, by rzetelnie ocenić dalszy przebieg kariery. Jak ktoś ma dziś 26 lat, to wiele wiadomo już o jego rozwoju.

Reklama

Sprawdziłem wszystkich graczy, którzy w sezonie 2021/22 rozegrali na boiskach 1. Ligi najwięcej meczów jako młodzieżowcy (co najmniej 25).

Ani jednego spotkania Skry Częstochowa nie opuścił wówczas Maciej Mas, który był wypożyczony z Jagiellonii. Kolejny sezon spędził w tej samej lidze w barwach Sandecji, ale.. minut rozegrał o połowę mniej, bo już młodzieżowcem nie był. Zarówno Nowosądeczanie, jak i Częstochowianie spadli, a Maciej Mas w kolejnym roku grał w 2. lidze w Sandecji, a później także w Skrze. Od tego czasu występuje na trzecim szczeblu rozgrywek w Olimpii Grudziądz, a ostatnio w Zawiszy.

Gra tam u boku Mateusza Stępnia, który dotarł z Arki Gdynia do Bydgoszczy odwrotną drogą – przez Ekstraklasę, w której występował w Stali i Puszczy.

Etatowym bramkarzem Puszczy był w sezonie 2021/22 Gabriel Kobylak, który zaraz potem dostał się do Ekstraklasy. Reprezentował w niej Radomiaka i Legię. W ubiegłym sezonie grał już tylko w jej rezerwach, ale teraz jest podstawowym golkiperem GKS-u, choć pewnie by nim nie był, gdyby nie zwichnięcie barku Rafałą Strączka, które wymagało operacji i nie jest on do dziś dostępny do gry.

Reklama

Całkiem nieźle rozwinęła się też kariera Dominika Piły, który z Chrobrego przeszedł do Lechii, a od ubiegłego sezonu gra regularnie w Cracovii.

Do Ekstraklasy awansował w 2022 roku z Miedzią Maciej Śliwa, a zatem mógł dalej pełnić rolę młodzieżowca, bo na najwyższym szczeblu status ten mieli o rok starsi zawodnicy. Skończyło się na odejściu do pierwszoligowego ŁKS-u i awansie do elity także z tym klubem. Od dwóch lat ten piłkarz gra jednak w 2. Lidze. Najpierw w Jastrzębiu, a potem w Kleczewie i Stalowej Woli.

Dominik Piła kontra Gabriel Kobylak w 1. Lidze

Reklama

Olaf Kobacki skorzystał

Awans wywalczył wówczas także Marcin Szpakowski z Koroną (2090 minut), co pozwoliło mu korzystać w niej z minut dla młodych. Choć grał mniej, to i tak coś pokopał na najwyższym szczeblu (850 minut). Gdy tylko stracił status, odszedł do pierwszoligowego GKS-u Tychy, a obecnie po spadku pozostawał bez klubu. Dopiero co podpisał kontrakt z trzecioligową Lechią Zielona Góra.

Filip Szymczak był wypożyczony do GKS-u Katowice i zaliczył sezon życia, ładując 11 goli. Wrócił po sezonie do Lecha, gdzie mógł jeszcze przez dwa lata być młodzieżowcem. Choć był wyceniany bardzo wysoko, to po wypożyczeniu do Charleroi trafił ostatecznie do Lubina, gdzie dziś jest piłkarzem pierwszego składu. W Katowicach grał z o rok starszym Patrykiem Szwedzikiem, który liznął później Ekstraklasy (360 minut) w Śląsku, a obecnie gra znów w 1. Lidze w Ruchu.

Olaf Kobacki przeszedł po sezonie z Arki do ekstraklasowej Miedzi, w której wciąż mógł być młodzieżowcem. Ale tam poszło mu kiepsko, bo strzelił zaledwie jednego gola w Ekstraklasie na 1300 minut. Wrócił do Arki, lecz utrata statusu młodzieżowca go nie skreśliła. Zanotował tak naprawdę jeszcze lepszy sezon, w zasadzie życiówkę i walnął na poziomie pierwszej ligi 13 goli.

Później trafił do Sheffield Wednesday za ok. 600 tys. euro, ale tam uzbierał ledwie 800 minut w dwa sezony, nie strzelił żadnego gola i od sezonu 2026/27 gra w Wiśle Płock. Możliwe, że jest jednym z tych, którym przepis mocno pomógł, tak jak kilku wymienionym przed chwilą zawodnikom. W przypadku pozostałych graczy było jednak gorzej.

Reklama

Marcin Kozina grał regularnie w GKS-ie Tychy. Po utracie statusu młodzieżowca obcięto mu minuty o jedną trzecią, a w końcu musiał przejść o ligę niżej do Chojniczanki. Na tym szczeblu ostatecznie znalazł się też GKS, do którego piłkarz ten właśnie powrócił.

Dość podobnie do przypadku Koziny przebiegła droga Dominika Frelka: z młodzieżowca w Podbeskidziu do Puszczy, a następnie do drugoligowej Olimpii Grudziądz, w której gra do dziś.

Prawie 2200 minut rozegrał w Resovii wypożyczony wtedy z Zabrza Bartłomiej Eizenchart. Rzeszowianie wykupili zawodnika, ale ten po utracie statusu dostawał coraz mniej szans, a w dodatku spadł z klubem do 2. Ligi. Dziś gra w Skierniewicach. Nigdy nie zaliczył już tak wielu minut w 1. Lidze, co w 2022 roku w Resovii…

Reklama

Wojciech Kamiński całkiem dużo grał w Zagłębiu Sosnowiec. Potem na tym samym szczeblu także w Odrze Opole. W ostatnich dwóch sezonach próbuje przebić się do składu Korony. Więcej minut łapie w trzecioligowych rezerwach.

Młodzieżowcem w Widzewie był Bartosz Guzdek. W kolejnych sezonach grał jednak coraz mniej w Odrze i Miedzi. Potem wylądował w 2. Lidze w Puławach i niezwykle popularnym wśród byłych młodzieżowców Grudziądzu. Od dwóch sezonów gra w 3. Lidze w Wigrach.

W Łodzi grał u boku Radosława Gołębiowskiego, którego kariera także potem wyhamowała. W 1. Lidze grał już tylko w Skrze, w dodatku mniej niż w Łodzi. Potem była 2. Liga w Nowym Sączu i Chojnicach, a ostatnio 3. Liga w Skrze i rezerwach Lecha. Podobnie było z Błażejem Szczepankiem, który zagrał ponad tysiąc minut w Sandecji, ale potem występował już tylko w 2. Lidze w Chojniczance.

Liznęli Ekstraklasę

Raz jeszcze przypominamy – opisujemy wszystkich graczy, którzy w sezonie 2021/22 rozegrali na boiskach 1. Ligi najwięcej meczów jako młodzieżowcy (co najmniej 25).

Reklama

Młodzieżowcem Puszczy oprócz Kobylaka był też Kacper Cichoń, który nazbierał wtedy ponad 800 minut. Po utracie statusu liczba szans na grę spadła i musiał uciekać na wypożyczenie. Następnie wrócił do Puszczy. Zagrał w Ekstraklasie? Tak, ale było to całe jedenaście minut. Od tego czasu występuje w 2. Lidze. Oczywiście w Grudziądzu, bo gdzieżby indziej…

Podobny epizod w Ekstraklasie zaliczył też Mateusz Bąkowicz, ale czy siedemnaście minut w ŁKS-ie oznacza, że się sprawdził? Poza tym nieco ponad kwadransem, od przekroczenia 21. roku życia gra tylko w 2. Lidze. To w ogóle ciekawy przypadek z tym Bąkowiczek, bo jako młodzieżowiec łupał w jedynce ŁKS-u prawie 1900 minut, a później… przez dwa lata grał już tylko w rezerwach – najpierw w 3. lidze, a po awansie też w drugiej.

A to tylko wierzchołek góry lodowej, bo przecież było jeszcze kilkudziesięciu zawodników, którzy grali pięć lat temu w 1. Lidze przede wszystkim (a w większości przypadków: wyłącznie) ze względu na swój wiek.

Na osiemnastu młodzieżowców, którzy rozegrali najwięcej spotkań w 1. Lidze sezonu 2021/22 sześciu już nigdy więcej nie spędziło na boisku tylu minut co wtedy! Tylko Dominik Piła zaliczył sezon Ekstraklasy z większą liczbą minut niż w tamtej edycji 1. Ligi. Choć trzeba zaznaczyć, że w najwyższej lidze dużo grali też Kobylak, Szymczak, Kobacki i Stępień, a trochę spotkań zaliczyli w niej także Śliwa, Szwedzik, Szpakowski i Kamiński.

Reklama

Na tym samym poziomie pierwszoligowym sezon z większą liczbą minut, niż wtedy, gdy byli młodzieżowcami, zaliczyli później tylko Szwedzik, Szpakowski i Kobacki.

Kozina, Frelek, Eizenchart, Gołębiowski, Szczepanek, Cichoń i Bąkowicz – owszem, mieli sezon z większą liczbą minut. Ale w drugiej lidze, a Guzdek tylko w trzeciej.

Szymczak i Kobacki przebili się do Ekstraklasy.

Reklama

Skorzystała maksymalnie połowa

Jeżeli za sukces uznamy liźnięcie Ekstraklasy, to odniosła go połowa spośród najmocniej eksploatowanych dziewięciu młodzieżowców 1. Ligi sezonu 2021/22. Wszyscy pozostali nie zaliczyli już nigdy później sezonu na miarę tamtego. Przynajmniej pod względem rozegranych minut. Raczej już nie zaliczą…

Krótko mówiąc – życie pokazało, że wygląda na to, iż ta druga dziewiątka grała wyłącznie ze względu na przepis. A przecież omawiamy tu tylko tych, którzy spędzili wtedy na boisku wiele minut. Poza nimi mamy całe tabuny takich, którzy przez trenerów uważani byli za znacznie mniej wartościowych zawodników. Ale i tak grali na poziomie zaplecza Ekstraklasy. Albo po prostu byli w odwodzie z uwagi na to, że w razie czego potrzebny jest młodzieżowiec.

Widać też wyraźnie, że w prawie każdym z przypadków przekroczenie wieku młodzieżowca oznaczało tąpnięcie w liczbie rozegranych minut. Nikt mi nie wmówi, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zawodnicy po ukończeniu 21. roku życia przestali potrafić grać w piłkę. Nie. Przestano dawać im szanse, bo… przyszła konieczność dawania minut ich młodszym o rok (a czasem tylko o kilka tygodni) kolegom.

Nagle zaczęli grać nowi, z których połowa dostała za rok po głowie, a na ich miejsce przyszli kolejni… I tak się to kręci. Oczywiście, promowanie młodzieży jest podszyte dobrymi chęciami, ale nie dostrzega się tego, że ogranicza się możliwość rozwoju pokaźnej grupie zawodników minimalnie starszych.

Reklama

Czesi bez przepisu wyszkolili więcej kadrowiczów niż my

Spójrzmy jednak też z drugiej strony. Przecież wielu graczy korzystających z przepisu dotarło do reprezentacji i pełnią w niej ważne role. Zerknijmy też na lata wcześniejsze pod kątem tego, ilu z naszych poważnych kadrowiczów dorosłej reprezentacji może zawdzięczać rozwój na jakimś etapie swojej kariery przepisowi o młodzieżowcu?

Musi jednak wybrzmieć: dziś nie ustalimy tego, którzy grali tylko dzięki niemu, ale sprawdźmy, jakie mógł mieć znacznie dla kształtu naszej kadry.

Przepis o młodzieżowcu w 1. Lidze wprowadzono w sezonie 2011/12. Objął zawodników z rocznika 1991 i późniejszych. W Ekstraklasie skopiowano go od  rozgrywek 2019/20, ale objął w niej graczy starszych – do 22. roku życia (od rocznika 1998). Było to kompromisowe rozwiązanie w związku ze zniesieniem limitu zawodników spoza Unii Europejskiej.

Ilu zatem mamy reprezentantów kraju urodzonych po 1 stycznia 1991 roku?

Reklama

W Polsce jest to: 92 zawodników, którzy w biało-czerwonych barwach rozegrali łącznie 1306 meczów i to wliczając w to Zalewskiego, Casha, Salamona, Bielika czy Kiwiora, którzy niewiele mieli wspólnego z polskim szkoleniem młodzieży. Bez nich w puli mieliśmy 88 zawodników, którzy zaliczyli łącznie 1189 meczów.

Świetny wynik? Wspaniałe efekty przepisu o młodzieżowcu? No chyba nie do końca, skoro Czesi bez niego wprowadzili z tego okresu do swojej kadry 104 zawodników, którzy rozegrali dla dorosłej reprezentacji łącznie 1535 meczów. No i jednak trudno nie myśleć w ten sposób, że grali, bo po prostu byli dobrzy, a nie dlatego, że trzeba było kogoś upchnąć.

Salamon i Kiwior szybko wyjechali z Polski.

Reklama

Oni nie potrzebowali preferencji

Sprawdźmy wszystkich tych spośród potencjalnych kadrowiczów-beneficjentów programu, którzy rozegrali w reprezentacji co najmniej dziesięć meczów.

Odpada nam na starcie Piotr Zieliński, bo w dniu wejścia w życie przepisu o młodzieżowcu w Polsce przeniósł się do zespołu Primavery – Udinese.

Jan Bednarek z kolei grał regularnie w Ekstraklasie przed przepisem o młodzieżowcu. Występowali w niej także: Arkadiusz Milik, Przemysław Frankowski, Karol Świderski, Karol Linetty, Tomasz Kędziora, Adam Buksa, Bartosz Kapustka, Łukasz Skorupski, Paweł Wszołek, Łukasz Teodorczyk, Paweł Dawidowicz, Ariel Borysiuk, Krystian Bielik czy Sebastian Walukiewicz. Wszyscy ci zawodnicy zaliczyli co najmniej dziesięć meczów w dorosłej reprezentacji.

Szesnastu graczy, którzy mimo że mogli na którymś etapie swojej kariery grać jako młodzieżowcy w 1. Lidze, bez żadnych preferencji występowało w tym czasie w Ekstraklasie. Nie skorzystali zatem w żaden sposób na tym przepisie.

Reklama

Sebastian Szymański był graczem Legii i występował w juniorach i rezerwach tego klubu oraz w Ekstraklasie. Gdy wszedł w niej w życie przepis o młodzieżowcu, przeniósł się do Rosji.

Lech głównym beneficjentem?

Byli jednak tacy, którzy z przepisu korzystali:

Bartosz Bereszyński w momencie wejścia w życie przepisu wrócił z Lecha do pierwszoligowej Warty, w której zaczął występować regularnie.

Krzysztof Piątek pokazał się w sezonie 2014/15 w 1. Lidze w barwach Zagłębia. Oczywiście, w Ekstraklasie nie otrzymywałby pewnie aż tak wielu szans, ale rok później już na najwyższym szczeblu rozgrywkowym wypadł wcale nie gorzej niż w 1. Lidze. Inna sprawa, że Piątek do 1. Ligi po prostu spadł wraz z Zagłębiem, a rok później wrócił z nim do elity. Możliwe zatem, że grałby w Lubinie nawet bez przepisu o młodzieżowcu.

Reklama

Jakub Moder w wieku 19 lat został przez Lecha wypożyczony do pierwszoligowej Odry Opole, gdzie zanotował całkiem niezły sezon. Rok później wprowadzono przepis o młodzieżowcu w Ekstraklasie, więc wrócił do Poznania i mógł się podobać. Nigdy nie dowiemy się, jak i gdzie spędziłby te dwa sezony, ale mogły być całkiem istotne dla rozwoju jego dalszej kariery. Nie sprawdzimy też, czy nie lepiej zrobiłoby mu, gdyby jednak został w Lechu zamiast wypożyczenia do Opola, którego bez przepisu mogłoby nie być.

Całkiem podobnie wyglądała droga Kamila Jóźwiaka, który wiosnę 2017 roku spędził na wypożyczeniu z Lecha do GKS-u Katowice, w którym grał jako młodzieżowiec. W sezonie 2019/20, gdy przepis wszedł w życie także w Ekstraklasie, występował w niej regularnie. Prawda jest jednak taka, że grał w niej dużo już rok wcześniej. Mało tego – występował w elicie nawet przed wypożyczeniem do Katowic. Trudno zatem w jego wypadku mówić o tym, że był beneficjentem programu.

Ten sam sezon co Moder, a nawet dwa kolejne, spędził w Ekstraklasie Jakub Kamiński, pełniąc tam rolę młodzieżowca i dobrze się prezentując. Michał Skóraś nie miał szans na grę w pierwszym składzie Lecha, więc dziewiętnasty rok życia spędził w pierwszoligowej Niecieczy. Zaraz po tym przepis wprowadzono także w najwyższej lidze i nagle okazało się, że ma papiery na Ekstraklasę – najpierw w Rakowie, a potem już w Poznaniu.

Niewielu graczy pełniło rolę młodzieżowca częściej niż Tymoteusz Puchacz. Najpierw w 1. Lidze wiosną 2018 roku w Zagłębiu Sosnowiec, rok później w GKS-ie Katowice, a po wprowadzeniu przepisu w Ekstraklasie – przez dwa kolejne sezony w Lechu. Z jednej strony można powiedzieć, że w Ekstraklasie w Lechu zadebiutował już w wieku 18 lat, ale też postawić tezę, że bez przepisu w kolejnych czterech sezonach mógłby nie otrzymywać tak wielu szans na dwóch najwyższych poziomach ligowych. Jeśli kogoś mielibyśmy nazwać „dzieckiem przepisu”, to właśnie jego. Miał duże szczęście, bo w Ekstraklasie wprowadzono go akurat, gdy był w odpowiednim wieku.

Reklama

Wygląda na to, że jednym z głównych beneficjentów przepisu o młodzieżowcu jest Lech. Trudno znaleźć inny klub, który choćby zbliżył się do Kolejorza pod względem liczby późniejszych całkiem poważnych reprezentantów Polski, którzy w jakiś sposób skorzystali na przepisie w 1. Lidze lub Ekstraklasie. Czy Poznaniacy zarobiliby na wszystkich tych zawodnikach tak dużo, gdyby nie obowiązek gry młodego gracza?

Góralski był młodzieżowcem

Jednak najpierw młodzieżowcy, a późniejsi reprezentanci to nie tylko Lech.

Bartosz Slisz jako nastolatek dostał szansę w 2. Lidze w ROW-ie Rybnik, gdzie pokazał się na tyle dobrze, by jeszcze jako młodzieżowiec występować w Zagłębiu Lubin.

Reklama

Niewielu już pamięta, że w pierwszym sezonie obowiązywania przepisu w pierwszoligowej Wiśle Płock swoją szansę dostał dwudziestoletni Jacek Góralski. Kilka lat później z podobnej okazji w tym klubie skorzystał Arkadiusz Reca, który wcześniej wypełniał miejsce młodzieżowca we Flocie Świnoujście. Reca po awansie zaczął regularnie grać w Ekstraklasie jeszcze zanim przepis zaczął obowiązywać.

Damian Szymański w sezonie 2013/14 (oraz po powrocie rok później) grał w 1. Lidze jako młodzieżowiec w Górniku Łęczna. Tyle tylko, że w międzyczasie zaprezentował się całkiem nieźle w Ekstraklasie. Górnik oddał go dopiero w 2016 roku, gdy przestał spełniać kryteria. Wtedy okazało się, że całkiem nieźle radzi sobie w elicie w Jagiellonii. Można wręcz postawić pytanie, czy nie trafiłby do niej rok wcześniej, gdyby w Łęcznej nie potrzebowali jego minut w 1. Lidze.

Jakub Piotrowski do 19. roku życia nie mógł się przebić do podstawowego składu ekstraklasowej Pogoni. Wiosną 2017 roku został wypożyczony do Stomilu, gdzie pokazał się z dobrej strony i po przerwie letniej wychodził już na boisko regularnie w barwach Portowców.

Reklama

Pora na zmiany

Tak wygląda przegląd późniejszych co najmniej dziesięciokrotnych reprezentantów Polski i wpływu przepisu o młodzieżowcu na ich karierę klubową. Na 34 zawodników w przypadku 12 z nich można dostrzec choćby cień pozytywnego wpływu nowych zasad na liczbę minut i szczebel ligowy, na którym grali. W co najmniej połowie przypadków efekt ten jest jednak mocno naciągany.

Gdyby zerknąć na wcześniejsze piętnastolecie, z pewnością graczy, którzy występowali w podobnym wieku w Ekstraklasie lub 1. Lidze, a potem odegrali dość istotną rolę w reprezentacji byłoby także co najmniej około dziesięciu. Wydaje się zatem, że wpływ przepisu na jakość naszej kadry jest dość ograniczony.

Z poprzedniego pokolenia poradzili sobie przecież bez przepisu Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski, Kamil Glik, Michał Żewłakow czy Kamil Grosicki, a więc zawodnicy, którzy rozegrali potem najwięcej minut w kadrze.

Kto zatem korzysta na przepisie o młodzieżowcu? Młodzi zawodnicy? Nie do końca, bo po 21. urodzinach czekają ich gigantyczne problemy z przebiciem się do składu. W karierach najlepszym ani ten przepis nie pomógł, ani nie zaszkodził. Wpływ na reprezentację jest znikomy i zresztą chyba nawet nie do końca takie było założenie, żeby program wspierał przyszłych kadrowiczów. Z pewnością do głównych beneficjentów należą Lech Poznań i… Olimpia Grudziądz, w której mnóstwo z nich kontynuuje swoje kariery.

Trener Paweł Chamera w mediach społecznościowych przedstawił porównanie tego, jak do tematu podchodzą inne kraje.

W Austrii mocno promuje się realną liczbę minut rozegranych przez zawodników, przy czym nagroda za 25-26 latków jest trzykrotnie mniejsza niż ta za minuty dwudziestolatków. Zaletą jest to, że nie ma nagłej przepaści w regułach po przekroczeniu konkretnego wieku.

Angielskie kluby mogą wystawiać w kadrze meczowej większą liczbę zawodników, jeżeli są wśród nich gracze wychowani w kraju, a szczególnie tacy, których wyszkolił dany klub. W dodatku statusu wychowanka nie traci się z wiekiem. W Holandii kluby, które wychowały profesjonalnych graczy otrzymują olbrzymie zachęty finansowe.

Sposobów na rozwiązanie problemu jest wiele i warto, abyśmy w Polsce zaczęli zastanawiać się nad tym problemem, zamiast spać spokojnie, bo przecież mamy „preferencje dla młodzieżowców”.

Fot. Newspix.pl

16 komentarzy
AbsurDB

Kocha sport, a w nim uwielbia wyliczenia, statystki, rankingi bieżące i historyczne, którymi się nałogowo zajmuje. Kibic Górnika Wałbrzych.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Betclic 1. Liga

Reklama