Zwycięzca, który nigdy nie żałuje. Co serial Netfliksa mówi o Mourinho?

Jakub Radomski

14 sierpnia 2026, 16:28 • 8 min czytania 2

Reklama
Zwycięzca, który nigdy nie żałuje. Co serial Netfliksa mówi o Mourinho?

Trzyodcinkowy serial o portugalskim szkoleniowcu, który kilka dni temu ukazał się na Netfliksie, jest niezły. Ma tzw. „momenty”, ale musimy mieć świadomość, że to dość mocno kontrolowany przekaz. Ukazanie się takiego filmu akurat teraz, gdy Jose Mourinho po 13 latach wraca do Realu Madryt, a sporo osób kwestionuje, czy wciąż jest jednym z najlepszych trenerów świata, jest mu bardzo na rękę. Serial w niebanalny sposób opowiada o jego karierze, ale brakuje w nim pogłębienia niektórych wątków, zwłaszcza tych nowszych. Przede wszystkim brakuje dopytania o jedną rzecz…

Reklama

Na początku muszę się do czegoś przyznać. Gdy Mourinho zaczął odnosić wielkie sukcesy, jego postać mnie fascynowała. Kibicowałem jego FC Porto, gdy szło po triumf w Lidze Mistrzów, a później na swój sposób trzymałem kciuki za Chelsea, choć daleko było mi etycznie i ideologicznie do klubu budowanego za gigantyczne pieniądze Romana Abramowicza.

Portugalczyk był wtedy świetnym trenerem, ale – przede wszystkim – był inny. Jako jeden z pierwszych zrozumiał, jak ważne na początku XXI wieku w pracy trenera może być konstruowanie własnego, mocnego przekazu. Budowanie narracji, czasami wręcz tworzenie własnej rzeczywistości. Jego kolejne wypowiedzi na konferencjach prasowych czy w wywiadach powodowały refleksję, na ile to był prawdziwy Jose Mourinho, jego rzeczywiste przekonania, a na ile była to gra, obliczona na to, żeby wygrać.

Dziś myślę, że często to było to drugie. Sam Mourinho mówi w filmie, że dla zwycięstwa jest gotów poświęcić bardzo wiele.

Reklama

Jose Mourinho miał konflikt z piłkarzami Realu Madryt. Chodziło o wrogość i szukanie kreta

Interesujący może być zwłaszcza wątek pracy Mourinho w Realu w latach 2010-2013. Bez spojlerów, ale akurat to rozeszło się już bardzo mocno w polskich i zagranicznych mediach. Portugalczyk w filmie wspomina, co zaskoczyło go mocno, kiedy został trenerem słynnego klubu z Madrytu.

  • Iker Casillas, lider drużyny, podczas pierwszej rozmowy zaczął prosić go o dłuższy urlop dla piłkarzy reprezentacji Hiszpanii.
  • Wniosek o przesunięcie godziny rozpoczęcia treningów, ze względu na korki w stolicy Hiszpanii.
  • Prośba o to, żeby nie było przedmeczowych zgrupowań w hotelach, bo zawodnicy wolą spotkać się w dniu meczu i od razu jechać na stadion 

Mourinho podsumowuje to krótko: – Zrozumiałem, że byli rozpieszczeni.

Tłumaczy, że od samego początku musiał zmienić mentalność piłkarzy Realu. Do tego w kraju była konkurencja największa z możliwych – genialna Barcelona Pepa Guardioli. Mourinho pierwszy mecz z nią przegrał aż 0:5 (słynna manita), a później zaczął robić wszystko – piłkarsko i pozapiłkarsko – żeby Barcelonę dopaść. Jednocześnie rozwijał zespół i tworzył antagonizmy, wręcz wrogość między tymi drużynami, choć w ich składach byli koledzy z reprezentacji Hiszpanii. Czy mu się udało? W dużej mierze tak, bo Real w pierwszym sezonie wywalczył Puchar Króla, a w drugim wygrał rozgrywki La Liga.

Dlaczego trzeci sezon pracy Portugalczyka stał pod znakiem gorszych wyników i toksycznej atmosfery w szatni? W dokumencie Netfliksa niby jest to wszystko opisane. Mamy zarysowaną sytuację, w której koledzy z kadry w meczach Realu z Barceloną walczą na śmierć i życie, co przekłada się na ich relacje.

Reklama

Mamy historię ze składem, który wyciekł do mediów, co dla Mourinho jest największym możliwym grzechem i wywołało jego wściekłość plus poszukiwanie kreta. Wypowiada się Casillas, który nie jest w swoich osądach miły (ani też przesadnie krytyczny), swoje dokłada Sami Khedira, a Mourinho to wszystko kontruje. Przekaz dotyczący tamtego okresu, płynący z filmu, jest generalnie raczej korzystny dla Portugalczyka.

Mourinho z piłkarzami Realu Madryt

Mourinho z piłkarzami Realu Madryt

W sytuacji, gdy wraca do Realu po latach, a sporo osób nie jest do tego nastawionych optymistycznie (bo minęło tyle czasu, bo przecież miał wielki konflikt w drużynie), ukazanie się takiego filmu, z tak ujętym madryckim wątkiem, jest Mourinho zdecydowanie na rękę.

Reklama

To zresztą jeden z minusów całej produkcji, która generalnie jest niezła. Weźmy wątek Chelsea, w której Portugalczyk najpierw pracował w latach 2004-2007. Trafił do Londynu po nadzwyczajnym wyczynie, którym było wygranie Ligi Mistrzów z FC Porto. Narracja dotycząca tego okresu skupia się na świetnie grającej Chelsea i więzi, jaką Portugalczyk zbudował z piłkarzami.

Jeden z nich mówi, że do tego stopnia kochał swojego trenera, że był gotowy na boisku za niego umrzeć. Opuścić murawę w trumnie. Mamy ujęcia kolejnych wygranych spotkań, celebrowanych trofeów, ale twórcy nie wspominają np. o tym, że w sezonie 2004/2005 Chelsea odpadła z Ligi Mistrzów z Liverpoolem Rafy Beniteza, który miał dużo mniej pieniędzy i obiektywnie słabszych piłkarzy.

W kontekście rywalizacji z Barceloną pojawia się historia sędziego Andersa Friska, którego Mourinho publicznie oskarżył o to, że w przerwie meczu spotkał się z trenerem rywali, Frankiem Rijkaardem. Szwed otrzymywał później groźby śmierci, zdecydował się zakończył karierę arbitra. Mourinho w filmie odnosi się tego krótko, w swoim stylu. Brakuje trochę dociśnięcia, czy pokazania tej sytuacji również z drugiej strony.

Historii z czasów Realu Madryt, z meczu o Superpuchar z Barceloną, kiedy wsadził palec w oko asystentowi trenera rywali, Tito Vilanovie, nie ma w ogóle… Szkoda, bo aż prosiło się, by ją pokazać i zadać Mourinho pytanie: „Wszystko OK, dla zwycięstwa zrobisz wszystko, chcesz jako pierwszy iść na wojnę, by dawać przykład piłkarzom, ale nie uważasz, że czasami przesadzałeś? Że tu przesadziłeś na pewno?”

Reklama

Mourinho pewnie odpowiedziałby w swoim stylu, że niczego nie żałuje.

Jego ojca wszyscy kochali. Z nim jest inaczej. Jose Mourinho ma z tym problem

Portugalczyk wychodzi w tym filmie na geniusza, który od lat podąża swoją drogą i widzi pewne rzeczy inaczej niż inni. Dlatego budzi skrajne emocje, wiele osób go nienawidzi, ale on robi to dla piłkarzy i dla wygrywania. W jednej ze scen Mourinho porównuje się nawet do słynnych portugalskich odkrywców sprzed wieków, którzy potrafili zrobić coś wyjątkowego, mimo że pochodzili ze stosunkowo małego kraju. Typowy on.

Ale są momenty, gdy na chwilę przestaje być jak pewny siebie bokser, który ma na wszystko wytłumaczenie, prowokuje innych i nawet porażkę potrafi tak obudować narracyjnie, że brzmi jak sukces. Gdy na chwilę, mniej lub bardziej, opuszcza gardę.

W pewnym momencie Mourinho zaczyna opowiadać o swoim tacie, który też był trenerem. Co prawda nie osiągał takich sukcesów, raz udało mu się niespodziewanie awansować ze swoim zespołem do finału Pucharu Portugalii, ale pokazywał synowi, który spędzał mnóstwo czasu z jego drużyną, jak wygląda taka praca od środka. Młody Jose chłonął to, widział, jak tata zarządza grupą. – Ludzie nazywali mnie synem Mourinho i byłem z tego dumny – mówi. A chwilę później dodaje: – Ojciec był moim przeciwieństwem, bo jego wszyscy kochali. Jose jest poruszony. Widać, że to czuły punkt, że ma z tym problem, nawet pewien kompleks. Bo przecież jego raczej się nie kocha.

Reklama

Mourinho jako szkoleniowiec Chelsea

Mourinho jako szkoleniowiec Chelsea

Lekkie „opuszczenie gardy” widać też w temacie Barcelony. Bobby Robson, legendarny szkoleniowiec, który dał młodemu Mourinho szansę (pracowali razem w Sportingu, Porto i właśnie w Barcelonie), stwierdza, że Portugalczyk… raczej nie miał w tamtym czasie większej wiedzy o trenowaniu. Mourinho tymczasem wyraźnie zaznacza, że nie był w tych klubach tłumaczem Anglika, tylko pełnił szereg różnych funkcji, więc można go było spokojnie nazwać jego asystentem.

Szkoda, że oba te momenty nie zostały lepiej wykorzystane przez twórców. To trochę film, w którym ci postanowili najbardziej skupić się na latach 2004-2013, w których Mourinho osiągał największe sukcesy. Zabrakło przepracowanych porażek. Jeśli liczysz na to, że zaraz czeka się intrygująca anatomia gorszych wyników Portugalczyka, orientujesz się, że serial w zasadzie zmierza do końca i to odbywa się totalnie „po łebkach”.

Reklama

Joe Pearlman, reżyser filmu, robił w przeszłości dokumenty muzyczne („Robbie Williams” i „Lewis Capaldi: co u mnie”), ale też sportowe, jak film dotyczący Matta Busby’ego czy genialnego biegacza Mo Faraha. Był nominowany do nagród BAFTA i Emmy. W ostatnim odcinku pyta Mourinho, dlaczego przestał odnosić takie sukcesy. Zapada milczenie, widać, że pytanie nie przypadło Portugalczykowi do gustu. Ale odpowiada po swojemu. Krótko mocno, odwraca kota ogonem. To budowa prostej narracji, która jednak bardziej zadowoli laika.

Pearlman nie drąży, nie dopytuje. To wada tej produkcji, bo do momentu powrotu po latach do Realu, kluby, w których ostatnio pracował Mourinho, prezentują się tak: Tottenham (2019-2021), AS Roma (2021-2024), Fenerbahce (2024-2025), Benfica (2025-2026). To nie są już potęgi, tylko solidne drużyny w skali Europy. Aż się prosi, by w kontekście ostatnich lat zadać Portugalczykowi kilka pytań:

  • Dlaczego w ostatnim czasie nie zgłaszały się po ciebie najlepsze kluby świata?
  • Nie sądzisz, że twoje metody pracy mogą trochę nie pasować do obecnych czasów?
  • Nie jest tak, że świat największej, najlepszej piłki ci trochę odjechał?
  • Czy Jose Mourinho dostosowuje się do rzeczywistości, która pędzi i jest zmienna?
  • Co możesz w obecnych realiach dać Realowi Madryt?

Rok 2010. Portugalczyk prowadził wtedy Inter

Rok 2010. Portugalczyk prowadził wtedy Inter

Reklama

W filmie Netfliksa Mourinho w pewnym momencie mówi, że nie interesuje go dzieciństwo, przeszłość człowieka, a wyłącznie droga jego kariery. Dodaje, że w jego życiu liczy się tylko piłka, dlatego nie ma czasu np. na golfa czy padla. Poruszony jest też wątek empatii. Było już tutaj o Rafie Benitezie, który wygrał z Liverpoolem Ligę Mistrzów w 2005 roku. On też w ostatnich latach zaliczył trenerski „zjazd”, nawet większy od Mourinho. Kluby Beniteza od 2016 roku to: Newcastle United, Dalian Yifang, Everton, Celta Vigo, Panathinaikos.

Portugalczyk potrafił zbudować piłkarzy, powtarzając im, że są najlepsi na świecie, jednocząc ich wokół wspólnego wroga i przekazując szereg informacji o przeciwniku, które sprawdzały się podczas meczu. To ostatnie kilkanaście lat temu mogło być wyjątkowe, ale dziś staje się normą. Benitez natomiast traktował zawodników jak pionki na planszy, nie do końca widząc w nich ludzi ze swoimi problemami (dobrze obrazują to dokumenty Netflixa o finale LM z 2005 roku i o Jamesie Rodriguezie). Obu tym szkoleniowcom – tak mi się wydaje – brakowało i pewnie wciąż trochę brakuje empatycznego podejścia, które staje się wyjątkowo ważne w dzisiejszych czasach.

Prosty przykład, jak Jurgen Klopp budował otoczenie w Borussii Dortmund czy Liverpoolu. Lionel Scaloni ma coś z Mourinho (wspólny wróg, itd), ale jednocześnie, prowadząc Argentynę, rozmawia z zawodnikami o ich problemach wykraczających poza futbol. Jest czasem kumplem, czasem doradcą. Spójrzcie na polskie podwórko, na sposób pracy Adriana Siemieńca, który właśnie trzeci raz z rzędu awansował z Jagiellonią Białystok do fazy ligowej europejskich pucharów. W tym wszystkim bardzo ważni powinni być ludzie.

Uwielbiałem Mourinho, a zatrudnienie go po latach w Realu sprawiło, że będę teraz z większą uwagą patrzył na ten klub. Ale jednocześnie trudno mi sobie wyobrazić, że jego madrycka misja zakończy się powodzeniem. Dokument Netfliksa nie zmienił mojego patrzenia na Portugalczyka. Raczej mnie w nim tylko utwierdził.

Reklama

JAKUB RADOMSKI

Fot. Newspix.pl 

 

Reklama
2 komentarze
Jakub Radomski

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

300 zł za gola w meczu Legia – Radomiak w Lebull na start! (Stawka: 2 zł)

Damian Maniecki
0
300 zł za gola w meczu Legia – Radomiak w Lebull na start! (Stawka: 2 zł)

La Liga

Reklama
La Liga

Luis Suarez w Barcelonie? Katalończycy rozglądają się za napastnikiem

Braian Wilma
3
Luis Suarez w Barcelonie? Katalończycy rozglądają się za napastnikiem
La Liga

Magia sparingów. Kuriozalne sceny w starciu Malagi z Fulham [WIDEO]

Braian Wilma
1
Magia sparingów. Kuriozalne sceny w starciu Malagi z Fulham [WIDEO]