Kolejna kompromitacja wisiała w powietrzu. Agnero uratował Lecha

Aleksander Rachwał

06 sierpnia 2026, 21:07 • 4 min czytania 29

Reklama
Kolejna kompromitacja wisiała w powietrzu. Agnero uratował Lecha

Lepsze wymęczone zwycięstwo niż żadne – tyle mogą powiedzieć po meczu gracze Lecha Poznań. Mistrz Polski przez większość spotkania bił głową mur w starciu ze słabiutkim Klaksvik, ale ostatecznie wygrał 1:0 po trafieniu Yannicka Agnero w końcówce spotkania. Tak skromna zaliczka, biorąc pod uwagę to, jak Kolejorz wygląda w ostatnich meczach, z pewnością nie zamyka dwumeczu przy perspektywie wyjazdu na Wyspy Owcze.

Reklama

Jak zauważył na portalu X Cezary Kawecki, Lech Poznań w tym sezonie jeszcze nie strzelił gola w pierwszej połowie na swoim stadionie. Sezon jest długi, pewnie w końcu strzeli, ale skoro nie potrafił przełamać tej serii z takim rywalem jak Klaksvik to możliwe, że trochę na to przełamanie poczeka.

Męczarnie Lecha z mistrzem Wysp Owczych. Skromna zaliczka Kolejorza

Ekipa z Wysp Owczych – z całym szacunkiem – była nie o klasę, a co najmniej dwie niżej od Lecha pod względem jakości piłkarskiej. Już przed meczem było wiadomo, że będzie się głównie bronić i czekać na kontrataki i stałe fragmenty gry. Na pewno nie był to poziom wyższy niż islandzki Breidablik, który rok temu Kolejorz ogolił u siebie 7:1 (choć fakt, że wtedy lechici długo grali w przewadze jednego zawodnika). A tutaj Kolejorz nie był w stanie wcisnąć niczego do sieci przez prawie półtorej godziny gry.

O ile pocieszające było to, że Lech tworzył sobie dogodne sytuacje, tak niepokoiło to, że jednej po drugiej nie wykorzystywał. W samej pierwszej połowie było ich kilka, a najlepszą zmarnował Allahyar Sayyadmanesh, który po świetnym dośrodkowaniu Joela Pereiry trafił w interweniującego bramkarza rywali. W tym miejscu trzeba podkreślić, że nieskuteczność mistrza Polski to jedno, ale Mark Jensen też zrobił sporo, by utrzymać bezbramkowy remis. Poza wspomnianą obroną strzału Sayyadmanesha znakomicie wyjął uderzenie Walemarka zza pola karnego czy sytuacyjną próbę Kozubala.

Przede wszystkim jednak gospodarze mogą mieć pretensje do siebie. Jakim cudem Pablo Rodriguez nie trafił do siatki na początku drugiej części meczu? Pomocnik Lecha dostał świetne podanie od Walemarka, miał w polu karnym mnóstwo czasu i miejsca. Wydawało się, że zbiera się wystarczająco długo, by wcelować w bramkę, ale nie – piłka po jego strzale poleciała obok słupka.

Reklama

No nie był to mecz Hiszpana. Sporo było z jego strony niedokładności, złych decyzji. W innej dogodnej sytuacji miał furę przestrzeni do uderzenia sprzed pola karnego, ale zbierał się do niego tak ślamazarnie, że gdy w końcu oddał strzał, rywal zdążył go zablokować.

Lechici napierali, przez większość czasu nie wypuszczali Farerów z ich połowy, ale to było granie, które gościom całkowicie odpowiadało. Dopóki Kolejorz w okolicach pola karnego grał przewidywalnie – a grał – przyzwyczajeni do głębokiej defensywy gracze Klaksvik czuli się jak ryba w wodzie. Do tego mało brakowało, by to oni ukąsili Lecha. Nie z otwartej gry, w tym elemencie byli absolutnie bezradni, a ze stałego fragmentu, które, jak wiadomo, są ich główną bronią w starciach z mocniejszymi rywalami. Specjalista od zagrań ze stojącej piłki, Arni Frederiksberg, postanowił spróbować pokonać Mateusza Lisa… bezpośrednio z rzutu rożnego. I prawie to zrobił – gdyby nie poprzeczka, golkiper Lecha nie miałby nic do powiedzenia.

Mur skruszony. Agnero wyratował mistrzów Polski

No ale wreszcie Lechowi udało się skruszyć farerski mur. Gola na wagę zwycięstwa gracze Nielsa Frederiksena (dziś prowadzeni przez Andreasa Hagena) zdobyli po kontrataku – Mikael Ishak wypuścił podaniem Yannicka Agnero, a ten po przebiegnięciu całej połowy pokonał bramkarza w sytuacji sam na sam. Miał przy tym jednak furę szczęścia. Jak chwaliliśmy bramkarza Klakvsik za pierwszą połowę, tak w decydującym momencie się nie popisał – jego poślizgnięcie się tuż przed strzałem Iworyjczyka zdecydowanie ułatwiło sprawę strzelcowi.

Trzeba jednak oddać Agnero, że ostatnie mecze należą do niego – ładny gol z Wieczystą, teraz bramka na wagę zwycięstwa w europejskich pucharach. Wygląda na to, że jego forma rośnie, co dla Lecha jest znakomitą wiadomością. Realna alternatywa dla Ishaka to coś, czego mistrz Polski zdecydowanie potrzebuje.

Reklama

Ma więc Lech zwycięstwo, ale tak skromna zaliczka absolutnie nie rozstrzyga rywalizacji przed wyjazdem na Wyspy Owcze? Klakvsik u siebie jest koszmarnie niewygodne, przekonywało się o tym już wiele mocnych zespołów. Strata tam przez Kolejorza jednej bramki zdecydowanie nie jest nieprawdopodobna, a wtedy znów może zrobić się nerwowo.

Lech Poznań – KI Klaksvik 1:0

  • 1:0 – Agnero 81′

Fot. Newspix

29 komentarzy
Aleksander Rachwał

Zainteresowany futbolem od kiedy jako 10-latek wziął wolne w szkole żeby zobaczyć pierwszy w życiu mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Na szczęście później zobaczył też Ronaldo wygrywającego mundial, bo mógłby nie zapałać uczuciem do piłki. Niegdyś kibic ligi hiszpańskiej i angielskiej, dziś miłośnik Ekstraklasy i to takiej z gatunku Stal Mielec – Piast Gliwice w poniedziałkowy wieczór.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
La Liga

Miał być Real, będzie Barcelona? Gwiazdor dał zielone światło!

Braian Wilma
0
Miał być Real, będzie Barcelona? Gwiazdor dał zielone światło!
Liga Europy

„Przegraliśmy sami ze sobą”. Trener Rangers zaskoczył po meczu z Jagiellonią

Maciej Piętak
3
„Przegraliśmy sami ze sobą”. Trener Rangers zaskoczył po meczu z Jagiellonią

Liga Europy

Reklama
Liga Europy

„Przegraliśmy sami ze sobą”. Trener Rangers zaskoczył po meczu z Jagiellonią

Maciej Piętak
3
„Przegraliśmy sami ze sobą”. Trener Rangers zaskoczył po meczu z Jagiellonią