Ruch idzie na sprzedaż. Chorzów przejmie większość akcji?

Jan Broda

Autor:Jan Broda

03 sierpnia 2026, 22:32 • 3 min czytania 4

Reklama
Ruch idzie na sprzedaż. Chorzów przejmie większość akcji?

Ruch Chorzów idzie pod młotek. Dosłownie, bo dwójka największych inwestorów klubu wprost ogłosiła, że jest otwarta na sprzedaż swoich akcji. – Mamy świadomość, że w klubie przydałoby się więcej finansów. Bardzo chętnie podzielimy się naszymi akcjami, by mogli dojść następni akcjonariusze i wzmocnić Ruch – powiedział Zdzisław Bik, jeden z głównych akcjonariuszy Ruchu, w rozmowie z Dziennikiem Zachodnim. 

Reklama

Na początek, dla kontekstu, przyjrzyjmy się strukturze akcjonariatu Ruchu, bo ta wygląda nader ciekawie. Mamy tutaj bowiem do czynienia ze specyficzną równowagą sektora prywatnego i publiczno-samorządowego. Struktura władzy w klubie jest mocno zrównoważona pomiędzy trzech głównych akcjonariuszy: Aleksandra Kurczyka (26,67%), Miasto Chorzów (25,53%) oraz Zdzisława Bika (24,27%). 5,45% należydo Skarbu Państwa, zaś pozostałe 18% jest w rękach innych akcjonariuszy.

Kurczyk i Bik są więc w posiadaniu ledwie 50 proc. akcji, jednak jak przekonuje ten drugi, nie stanowi to problemu w procesie decyzyjnym spółki, nawet jeśli obydwaj zachowają część udziałów po sprzedaży.

Chcielibyśmy zostać dalej akcjonariuszami, chociażby mając parę procent, ale oboje jesteśmy w stanie większość tych akcji odstąpić, tak by nowy potencjalny akcjonariusz miał decydujący głos. Ja chcę zachować odrobinę swoich udziałów. Chciałbym obchodzić 30-lecie z Ruchem. Nawet 40% w akcjonariacie ogólnym dawałoby decydujący głos. Mówimy oczywiście też o naszych firmach, z którymi współpracujemy i jesteśmy powiązani. Razem dysponujemy wspólnie 50,5%, ale do zarządzania wystarczy 40%, bo nigdy nie ma 100% obecności na Walnym. My swoimi akcjami 50% na Walnym stanowimy 70% głosów – przekonuje Bik.

Reklama

Ruch idzie na sprzedaż! Właściciele złożyli propozycję miastu

Choć w temacie sprzedaży akcji Ruchu nie ma jeszcze na horyzoncie wyraźnie zarysowanych konkretów, Bik do spółki z Kurczykiem poczynili już pierwsze kroki w tym kierunku. W poszukiwanie inwestora zaangażowali zewnętrzną firmę, szukają też na własną rękę.

Są pewne propozycje, są rozmowy. Wszyscy czekają na rozwój sytuacji w rundzie jesiennej. Są poważne osoby czy instytucje zainteresowane zainwestowaniem w Ruch. Mam nadzieję, że coś się z tego zrodzi, bo siła marketingowa piłki jest ogromna. Piłka jest coraz popularniejsza wśród naszych biznesmenów, ale liczymy także na zagranicznych inwestorów. Na pewno jednak w kraju by się nam łatwiej rozmawiało, gdybyśmy byli w ekstraklasie – zauważył.

W grze jest również miasto, które mogłoby przejąć większość akcji i stać się samodzielnie największym akcjonariuszem. Choć kluby miejskie nie cieszą się, delikatnie rzecz ujmując, przesadną sympatią w coraz bardziej sprywatyzowanym środowisku, w Chorzowie nie zgłosili sprzeciwu. Co ciekawe, w zamian za akcje klubu, Bik i Kurczyk chcieliby przejąć… chorzowskie nieruchomości.

Reklama

Spotkaliśmy się, również wraz z kibicami. Miasto do naszej propozycji nie zgłosiło sprzeciwu. Również miastu zaproponowaliśmy odkupienie udziałów. Bo słyszymy, że przy obecnym podziale nie może tak jednoznacznie dofinansowywać klubu. Złożyliśmy też propozycje, że nie chcemy gotówki od miasta. Miasto ma trochę zbędnych nieruchomości, czy innych aktywów zbędnych. Tu mówimy oczywiście o zasadach czysto profesjonalnych. Po wycenie można się wymienić. Miasto zleciło takie działania prawnikom, sprawa jest w toku. Sama wycena akcji też jest w toku – dodał.

Cóż, pożyjemy, zobaczymy. Nie da się jednak oprzeć wrażeniu, że przy Cichej – nomen omen – po cichu idzie nowe. Bik i Kurczyk chcą przerzucić ciężar odpowiedzialności za klub, zachowując symboliczny procent akcji. Większościowy pakiet mógłby przypaść w udziale Chorzowa, którego prezydentem jest Szymon Michałek, zdeklarowany kibic Ruchu.

Fot. Newspix

Reklama
4 komentarze
Jan Broda

Pasją do futbolu zaraził go tata, za co jest mu dozgonnie wdzięczny - głównie dlatego, że pierwszym meczem, jaki zaliczył z trybun, był bezbramkowy paździerz Wisły ze Śląskiem jesienią 2010 roku. Skoro przetrwał tamto 0:0, przetrwa już wszystko. Dumny wychowanek Bronowianki Kraków, którego nieuchronny marsz po Złotą Piłkę brutalnie zweryfikował chroniczny brak talentu i drewniane nogi. Zamiast więc w piłkę grać, zaczął o niej pisać. Z wykształcenia politolog, którego bardziej niż cyrk odbywający się w Sejmie interesuje wpływ rządów Nicolae Ceaușescu na sukcesy Steauy Bukareszt w latach 80. XX wieku. Kręci go piłkarski plankton, outsiderskie historie spoza mainstreamu i wersy Kaza Bałagane. Baczny obserwator zjawisk na styku świata sportu i brudnej dyplomacji. Z ciekawości nauczył się kilku języków, w tym rumuńskiego, ale najwięcej do powiedzenia ma chyba po polsku. W przeszłości związany m.in. z Tygodnikiem „Piłka Nożna".

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Ekstraklasa

Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Kacper Korpak
8
Cracovio, ogarnij napastnika! Bartosz Grzelak po raz pierwszy nie zremisował

Betclic 1. Liga

Reklama