W sezonie 2025/26 dwa kluby z Trójmiasta solidarnie pożegnały się z Ekstraklasą, ale na starcie zmagań w Betclic 1. Lidze nastroje w Gdyni i Gdańsku diametralnie się różnią. Kibice Arki mają wszelkie powody, by spoglądać na rozpoczętą właśnie kampanię z optymizmem. Natomiast sukcesem Lechii jest to, że po dwóch kolejkach legitymuje się bilansem bramkowym 0:6. Bo naprawdę mogło być jeszcze gorzej.
Gdynianie zaczęli zmagania na zapleczu Ekstraklasy od dwóch zwycięstw. Gdańszczanie – od dwóch klęsk. I nie ma w tym przypadku.
Optymizm w Gdyni. Arka w dobrej dyspozycji po spadku
Oczywiście kierownictwu Arki można postawić sporo zarzutów, jeśli chodzi o miniony sezon w Ekstraklasie. Nie udało się w Gdyni skonstruować zespołu, który miałby naprawdę poważne szanse na uniknięcie degradacji. Spadek Arki był w gruncie rzeczy do bólu logiczny, nawet w tak nieprzewidywalnym sezonie, jak ten poprzedni. Żółto-Niebieskim brakowało czysto piłkarskiej jakości i zapłacili za to najwyższą cenę. Nie ma tutaj w zasadzie wielkiej filozofii. Zresztą trener Dawid Szwarga, który wprowadził Arkę do Ekstraklasy w 2025 roku, już po rundzie jesiennej alarmował, że zespół ma zbyt wiele słabych punktów, by zachować miejsce w elicie.
Koniec końców Szwarga nie dotrwał na ławce trenerskiej Arki do końca rozgrywek. Pieczątkę na spadku postawił Dariusz Banasik.
– Oczywiście z perspektywy czasu można gdybać, co by było, gdybyśmy jeszcze próbowali przepracować z Dawidem jego prywatne tematy, ale w tamtym momencie to była nasza wspólna konkluzja i decyzja o rozstaniu. Spróbowaliśmy z nowym trenerem, a Dawida zluzowaliśmy z obowiązków prowadzenia pierwszej drużyny. Na marginesie, byłem przygotowany do rozmowy z Dawidem o warunkowej współpracy w kolejnych sezonach, ale do tej rozmowy nie doszło – tłumaczył na łamach Weszło prezes Wojciech Pertkiewicz. – To była emocjonalna rozmowa i nie chodzi o emocjonalność między nami, tylko o temat tego spotkania, zatem w tamtym momencie nie przychodziło mi do głowy ciśnięcie kogokolwiek, żeby zmienił zdanie. Dla mnie to było wszystko zrozumiałe i wyszliśmy naprzeciw oczekiwaniom Dawida. Znów z perspektywy czasu można gdybać, ale w tamtym momencie: zdecydowanie nie. Nie wyobrażałem sobie innego rozwiązania.
Pertkiewicz: Oferty za Kubiaka i Jakubczyka muszą być powyżej rekordu [WYWIAD]
Tak czy owak, Ekstraklasa zweryfikowała Arkę negatywnie. Szybki powrót na drugi szczebel rozgrywkowy, na którym Gdynianie tkwili w latach 2020-2025, w naturalny sposób sfrustrował kibiców. Obrywało się przede wszystkim wspomnianemu Pertkiewiczowi, ale i właściciel Marcin Gruchała przyjął sporo gorzkich słów krytyki. Panowie nie schowali jednak głowy w piasek: po spadku byli aktywni medialnie, a nawet w bezpośrednim kontakcie z kibicami (np. w ramach dyskusji na platformie X).
– Budżet mieliśmy rekordowy w tym sezonie, ale nadal nikogo nie straszył na poziomie Ekstraklasy. Płacowy pakiet mieliśmy bodaj najniższy w lidze, ale szukaliśmy swoich przewag w doborze zawodników i tutaj nie odnieśliśmy sukcesu. Rolą trenerów jest też sprawienie, by drużyna była czymś więcej niż sumą umiejętności jedenastu zawodników i wydaje mi się, że były takie momenty, kiedy to funkcjonowało, ale było też tak – szczególnie na wyjazdach – że zatracaliśmy się kompletnie. Natomiast prawda jest taka, że taktyka polegająca na kontraktowaniu zawodników, których trzeba było przez pewien czas odbudowywać – dlatego byli wolnymi zawodnikami – była taktyką błędną – przyznał Pertkiewicz w rozmowie z nami.
Poza uderzeniem się w pierś, szefowie Arki podjęli konkretne działania naprawcze. Nowym dyrektorem sportowym został Tomasz Wichniarek, nowym trenerem Marek Jarolim, a poza tym Żółto-Niebiescy rozpoczęli strategiczną współpracę ze Slavią Praga, do której wytransferowany został Oskar Kubiak.
Nie udało się też utrzymać w zespole – co było do przewidzenia – Kamila Jakubczyka czy Sebastiana Kerka, ale do Gdyni trafiło kilku wartościowych graczy: Bartłomiej Pawłowski, Maciej Ambrosiewicz, Szymon Lewkot, Dominik Kun czy Konrad Gruszkowski. Co do zasady Arka przystąpiła zatem do rywalizacji w Betclic 1. Lidze z szeroką, przyzwoicie zbalansowaną kadrą. Spadek był dla Gdynian ciosem bolesnym, ale z pewnością nie położył ich na deski. Otrząsnęli się i walczą dalej.
– Postawiliśmy dosyć mocno cel przed sobą, żeby atakować Ekstraklasę już w tym sezonie – zapowiada Pertkiewicz, cytowany przez Trójmiasto.pl.

Pesymizm w Gdańsku. Szachista Urfer został zamatowany
W zestawieniu z działaniami Lechii, reakcja Arki na spadek jawi się wręcz jako wzorcowa.
W Gdańsku wraz z degradacją posypało się wszystko. Paolo Urfer, który lubił pozować na szachowego arcymistrza wśród amatorów, został bezlitośnie zamatowany. Rzecz jasna całkowicie na własne życzenie, bo jego właścicielska kadencja w Lechii od początku była jednym, wielkim gambitem. Czy też, by przejść do metafory karcianej, blefem. W przeciwieństwie do Gruchały, który z pokorą (może nawet przesadną) podszedł do ograniczeń finansowych – własnych oraz swojego klubu – Urfer budował zespół, na którego utrzymanie de facto nie było go nigdy stać. Przez jakiś czas nawet jakoś to wyglądało, karta mu szła. Ale w końcu został sprawdzony.
Efekt to oczywiście karne odjęcie pięciu punktów, które odbiło się Biało-Zielonym czkawką w najmniej fortunnym momencie.
– Do ostatniego momentu sezonu w ogóle o tym nie rozmawialiśmy. Ale w tym okresie, jak czuliśmy, że nie jesteśmy w formie, mam tu na myśli – powiedzmy – te ostatnie trzy mecze, po Widzewie szczególnie, to zauważyłem, że ten temat zaczął na nas trochę ciążyć. Wtedy pojawiły się rozmowy o tym w szatni. Kiedy ta presja trochę zaczęła drużynę przytłaczać. Wcześniej było tak, jak mówił publicznie trener Carver: myśmy w ogóle tego tematu nie poruszali. Ale też warto dodać, że inny jest ciężar rywalizacji, gdy zaczynasz sezon z pięcioma ujemnymi punktami – opowiadał na Weszło trener Radosław Bella.
Radosław Bella: Nie ma dnia, żebym nie myślał o spadku Lechii [WYWIAD]
Podczas gdy w Arce sprawnie i z rozmysłem przebudowano kadrę na pierwszoligową modłę, Lechia toczyła kuriozalną batalię o powrót do Ekstraklasy przy zielonym stoliku, której żenującą puentą było oświadczenie opublikowane przez klub 24 lipca. Biało-Zieloni postanowili wówczas wreszcie łaskawie przyjąć do wiadomości, że w sezonie 2026/27 nie wystąpią w najwyższej klasie rozgrywkowej. – Nie będziemy mieli innego wyjścia niż sprzedać naszych najlepszych zawodników i zbudować nowy zespół, który – mamy nadzieję – okaże się jeszcze silniejszy niż drużyna Lechii z sezonu 2024/2025 – zakomunikował z żalem Urfer.
Dalszy obrót wypadków to już całkowita katastrofa.
Rifet Kapić nie został miło pożegnany przez kibiców. pic.twitter.com/s3areP3X1l
— Tomasz Galiński (@T_Galinski) July 31, 2026
Koszmarna frekwencja, nieopierzeni juniorzy w wyjściowej jedenastce, dwa oklepy zabrane na własnym terenie, Rifet Kapić lżony przez kibiców i na dokładkę zdezorientowany trener Władysław Łupaszko. – Przed rozpoczęciem meczu cztery razy zmienialiśmy skład. Czekaliśmy, czy dadzą nam zgodę na rejestrację nowych graczy. To był problem ze strony federacji, z których pochodzą ci piłkarze – przyznał szkoleniowiec Biało-Zielonych.
Wróg pragmatyzmu. Czy Władysław Łupaszko poukłada Lechię Gdańsk?
Na dziś: w Lechii nie zgadza się nic. Docenić można tylko tych nastolatków, którzy z braku laku występują w meczach ligowych, bo bilans bramkowy 0:6 po dwóch kolejkach – w takich a nie innych okolicznościach – nie jest wbrew pozorom tragiczny. Naprawdę mogło być gorzej.

Lechia może się uczyć od Arki. Tak należy reagować na spadek
Reputacja Lechii została doszczętnie zszargana. Klub nie ma obecnie głównego sponsora na froncie koszulek. Odwróciło się od niego nawet miasto Gdańsk. Tymczasem Arka współpracuje owocnie zarówno z magistratem, jak i z takimi podmiotami jak Energa, Port Gdynia czy PGZ Stocznia Wojenna. Cokolwiek o tym sądzić, są to dla klubu fundamentalnie ważne kontrakty, świadczące też o wiarygodności Gdynian jako organizacji.
Tymczasem w obozie Biało-Zielonych wszystko sprowadza się do tego, ile uda się zarobić w najbliższych tygodniach na największych gwiazdach drużyny.
Wyprzedaż sreber rodowych zaczęto w sposób dość nieoczekiwany, bo od puszczenia Kacpra Sezonienki do Hellasu Werona. W kolejce do transferu ustawieni stoją natomiast Bobcek, Kapić, Mena, Wjunnyk, Pllana czy Żelizko. Wciąż słychać tu i ówdzie o astronomicznych oczekiwaniach Paolo Urfera, tylko że jego pozycja negocjacyjna jest obecnie gorzej niż marna. Cały świat doskonale wie, w jak trudnym położeniu znajduje się Lechia, jak pilnie potrzebuje zastrzyku gotówki. Zresztą w ogóle samo pokładanie wiary w tym, że klub wyjdzie na prostą dzięki masowej wyprzedaży najlepszych zawodników, przypomina trochę marzenia bankruta, że odzyska płynność po oddaniu biżuterii po babci pod zastaw w lombardzie. Co tu dużo mówić: desperację można wyczuć na kilometr.
Oczywiście zmagania w 1. lidze obfitują w zwroty akcji, wyciąganie daleko idących wniosków po dwóch kolejkach nie ma żadnego sensu. Niemniej, gołym okiem widać, że w przypadku Arki deklaracje dotyczące walki o powrót do Ekstraklasy są oparte na solidnych podstawach. W Gdańsku są to na razie marzenia ściętej głowy.
- 1. kolejka: Lechia Gdańsk – Pogoń Grodzisk Mazowiecki 0:3
- Odra Opole – Arka Gdynia 0:1
- 2. kolejka: Lechia Gdańsk – Warta Poznań 0:3
- Arka Gdynia – Stal Rzeszów 4:0
Na dziś: Lechia ma czego Arce zazdrościć. Wprawdzie jedni i drudzy spadli z Ekstraklasy w tym samym sezonie, zatem pozornie sporo ich łączy, ale gdyński projekt daje pewne nadzieje na sukces – czytaj: zakotwiczenie w najwyższej klasie rozgrywkowej – w przyszłości. Natomiast Lechia w obecnym kształcie wygląda na skazaną na niekończące się problemy. Nawet jeżeli Paolo Urfer jakimś cudem jedną ręką ugasi obecny pożar, to drugą już zacznie rozniecać następny.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. NewsPix.pl