Z jednej strony można usłyszeć, że Miazga czekał na powołanie od niego, ale go nie dostał, a z drugiej – Sasal na łamach „Przeglądu Sportowego” twierdzi, że kilka razy próbował ściągnąć piłkarza, jednak Mattowi zawsze coś nie pasowało – a to testy w jednym z klubów, a to zgrupowanie. Poza tym raz miał się nie zgodzić Stefan Majewski, który powiedział, że bilet z USA do Polski jest za drogi! A wcześniej – dwa razy – Miazga przylatywał za własne pieniądze. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie wtedy mocno rozluźniły się jego związki z polską kadrą – czytamy dziś w Super Expressie.
FAKT
Lewandowski idzie do City? – pojawia się napis małą czcionką już na okładce. Więcej znajdziemy w dziale sportowym.
Jak ustalił Fakt, na Etihad Stadium już przygotowywana jest lista piłkarzy, którzy mieliby trafić do klubu latem. Transferem ofensywnym nr 1 miałby być Lewandowski, który rozwiązałby kłopoty z efektywnym wysuniętym napastnikiem.
I tyle wystarczy. Bo jeżeli na razie przygotowywana jest lista życzeń to kompletnie nie ma tematu. Zresztą, do lata sytuacja zmieni się jeszcze kilkukrotnie.
Przez Legię na Euro. Rozmowa z Adamem Hlouskiem.
Przeszedł pan do Legii z VfB Stuttgart, a to nie jest codzienna sytuacja, ze stosunkowo młody piłkarz zamienia Bundesligę na ekstraklasę.
– Ja tak tego nie odbieram. Nie trzeba wyjątkowo interesować się europejską piłką, by wiedzieć, ze futbol w Polsce jest bardzo popularny i przyciąga mnóstwo kibiców. Wiem, że liga jest na wysokim poziomie pod względem organizacyjnym i cały czas się rozwija. Z punktu widzenia sportowego też nie jest źle, przecież reprezentacja Polski w dobrym stylu dostała się do mistrzostw Europy. Do tego trafiłem do Legii, wielkiego klubu, z bogatą historią i oddanymi kibicami. Wiedziałem, że w nim wszystko jest znakomicie poukładane. Ale kiedy zobaczyłem stadion, warunki, jakie są stworzone dla piłkarzy, i tak byłem zaskoczony. Jest lepiej niż się spodziewałem.
Marcin Pietrowski zapowiada, że Piast będzie silniejszy niż jesienią, ale wrócimy do tego w Przeglądzie Sportowym. Tutaj jeszcze: Czerwiński, czyli niezniszczalny ministrant.
Łysy, wysoki, umięśniony. Choć wygląd Jakuba Czerwińskiego (25 l.) może wzbudzać strach, stoper Pogoni przekonuje, że w jego przypadku pozory mylą. A jako były ministrant nie zwykł kłamać. Religia jest dla Czerwińskiego bardzo ważna. W młodości był ministrantem, ale w pewnym momencie musiał zrezygnować, bo trudno był połączyć służenie do mszy świętej z grą w piłkę. Obecnie o wierze obrońcy świadczy tatuaż na lewym przedramieniu. – Mam wytatuowany krzyż i modlitwę „Aniele Boży”. Zrobiłem go, kiedy grałem w Termalice Bruk-Bet Nieciecza – wyjaśnia „Czerwo”.
GAZETA WYBORCZA
Najbardziej zwariowane okno.
Legia w tym sezonie zapłaciła za transfery najwięcej od rozgrywek 2010/11. Wtedy otwierała nowy stadion i szarpnęła się na wydatek blisko 3,5 mln euro. Teraz przeprowadza nowe otwarcie i jest to już przynajmniej 2,5 mln euro, w tym 1 mln euro zimą. W poprzednich latach wydawała szacunkowo o 1 mln euro mniej. Są to jednak kwoty nieoficjalne. Nie wiemy, ile Legia zapłaciła różnych prowizji dla menedżerów lub choćby za bonus dla Kaspra Hämäläinena i Adama Hlouška za ich podpis pod kontraktem. Całkiem więc prawdopodobne, że w obecnym sezonie Legia bije rekord transferowy w historii klubu. A ma zamiar sprowadzić jeszcze skrzydłowego. Również Lech wydał sporo, chociaż w połowie stycznia oświadczył, że nie zamierza prowadzić awanturniczej polityki transferowej pod presją mediów i kibiców. Zakup napastnika Nickiego Billego Nielsena za blisko 400 tys. euro (z prowizjami może wynieść 600 tys. euro) zbliżył całosezonowe wydatki do 2 mln euro. Podobną kwotę poznaniacy poświęcili też w ubiegłym sezonie. Jest ona zarazem największa od sezonu 2010/11. Poznaniacy wydali wtedy niecałe 3 mln euro, ale potem tego żałowali, bo wpadli w spiralę długów. Teraz wygląda na to, że Lech stanął na nogi. (…) Kapustka jest przekonany, że latem po Euro 2016 zgłoszą się po niego bardziej markowe kluby, a sam otrzyma wyższe zarobki niż 700 tys. euro netto, ile dawali Turcy. Nie jest jednak powiedziane, że Kapustka pojedzie na turniej. Strzelec dwóch goli w jesiennych meczach kadry Adama Nawałki musi wiosną potwierdzić formę, w poprzedniej rundzie miewał z tym problemy. Podobnie jak Ondrej Duda przez cały rok. Słowak również liczy, że pojedzie na Euro 2016 ze swoją reprezentacją i pokaże się zagranicznym skautom. Na kolejne pół roku zostaje w Legii, bo zabrakło dobrych ofert. Wprawdzie w ostatnich dniach jeden z klubów angielskiej Premier League sondował, ile kosztowałoby półroczne wypożyczenie piłkarza (z opcją wykupu latem), ale na tym poprzestał.
Guardiola, czyli brakujące ogniwo City.
Szkoleniowiec Bayernu (w Monachium zastąpi go Carlo Ancelotti) wydaje się brakującym ogniwem planu, który ma doprowadzić City na europejski szczyt. Przez osiem lat emiraccy szejkowie wydali na piłkarzy miliard funtów, ściągali zwycięzców Ligi Mistrzów (Yaya Touré) i Ligi Europy (Sergio Agüero) oraz gwiazdy najsilniejszych lig kontynentu (Carlos Tévez, David Silva, Jes s Navas, Kevin De Bruyne). Na ławce sadzali jednak trenerów co najwyżej dobrych. Roberto Mancini i Pellegrini wypracowali markę – odpowiednio – we Włoszech i Hiszpanii, ale jednak nie była to marka José Mourinho, Ancelottiego czy właśnie Guardioli. Trzech ostatnich w sumie wygrywało Ligę Mistrzów siedem razy, Mancini i Pellegrini europejskie rozgrywki najwyżej kończyli na półfinale. Sam Guardiola w Barcelonie i Bayernie cieszył się z 19 trofeów. W Anglii Włoch i Chilijczyk zdobywali mistrzostwo, dokładali krajowe puchary, ale w Europie ponosili klęski. City nigdy nie przebiło się przez 1/8 finału Ligi Mistrzów, zdarzało mu się kończyć fazę grupową z dwoma zwycięstwami (2014/15) i na dnie tabeli (2012/13). W tym czasie drużyna się postarzała, Pellegrini w tym sezonie wystawia jedenastkę mającą średnio 28,5 roku. W Premier League starsze jest tylko West Bromwich Albion (29,2). Drużyny uważane za faworytów LM są młodsze: Real ma średnią 26,5, Bayern – 27,1, PSG – 27,3, Barcelona – 27,4. Nowy trener będzie zatem musiał wymyślić zespół od nowa, zmian może być tak dużo, że trudno dziś zgadywać, jak będzie wyglądał Manchester według Guardioli.
Pytanie pada też z Gazety Stołecznej: Jak będzie grać Legia?
W ostatnim sparingu z Viktorią Pilzno (2:2) Czerczesow przetestował ustawienie z trójką obrońców. W drugiej połowie trener zastąpił Łukasza Brozia Michałem Pazdanem, którego ustawił pomiędzy Igorem Lewczukiem i Jakubem Rzeźniczakiem. Eksperyment potrwał niecałe 20 minut, do wejścia Adama Hlouška i powrotu do sprawdzonego ustawienia z czwórką obrońców. Po meczu Czerczesow mówił, że nowy wariant może być stosowany wiosną w lidze. – To będzie zależało od przeciwnika – dodał. Dla Czerczesowa to nie nowość. – W Dynamie Moskwa najczęściej graliśmy ustawieniem 4-2-3-1, w Tereku Grozny 4-1-4-1, w Amkarze Perm 3-5-2. To pokazuje, że nie mam jednego ulubionego ustawienia. W dużym stopniu zależy ono od zawodników, których mam do dyspozycji. Zresztą ustawienie to tylko cyfry, dużo ważniejszy jest charakter – mówił Rosjanin zaraz po przyjściu do Legii. Powodów, dla których teraz szuka alternatywnego ustawienia, jest kilka. Zabranie jednego zawodnika z obrony daje możliwość dołożenia środkowego pomocnika (Kaspra Hämäläinena) lub napastnika (Aleksandara Prijovicia). Dodatkowo, jesienią Legii zarzucano, że gra zbyt przewidywalnie. Płynne zmiany systemów (z 4-2-3-1 na 3-5-2) pozwalałyby zaskakiwać rywali w trakcie spotkań, zmuszać przeciwników do reagowania. To najnowszy trend w światowym futbolu, który dociera też do Polski. Najlepszym przykładem z obecnego sezonu jest liderujący w ekstraklasie Piast Gliwice trenera Radoslava Latala, który tak grał jesienią.
RZECZPOSPOLITA
Tekstu o Guardioli już nie cytujemy. Tutaj jeszcze: chiński smok na zakupach.
Wyjątkowo spokojne zimowe okno transferowe przerywane było tylko coraz głośniejszymi pomrukami budzącego się smoka. Zanim nadeszła północ i do desperackich ataków przystąpili Anglicy, skłonni w ostatnich godzinach wydać miliony funtów na kogoś, kto choć raz w ostatnich tygodniach kopnął prosto piłkę, najwyższe transfery należały do Chińczyków. 28 milionów euro wydał dziewiąty klub poprzedniego sezonu Jiangsu Sunig na pomocnika Chelsea, 28-letniego Ramiresa, który będzie zarabiał 200 tysięcy funtów tygodniowo. Brazylijczyk zdobył mistrzostwo Anglii i Puchar Mistrzów z londyńskim klubem, a w reprezentacji występuje regularnie. To nie jest rentier, który dał się skusić na lukratywną emeryturę, tylko piłkarz mający przed sobą przyszłość w Europie. Właścicielem jego nowego klubu jest jedna z największych prywatnych chińskich sieci sklepów. Sunig oferuje wyposażenie domowe, kosmetyki, książki i produkty dla niemo- wląt – działa zarówno stacjonarnie, ma ponad 1600 lokali w Chinach, Japonii oraz Korei, jak i w internecie. Przychód firmy za rok 2012 (późniejszych danych nie ma) to ponad 16 miliardów dolarów. 18 milionów euro kosztował Gervinho – 28-letni skrzydłowy, reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej, regularnie grający w AS Roma. Jego nowym klubem będzie beniaminek ligi chińskiej – Hebei China Fortune, którego właścicielem jest jeden z największych chińskich deweloperów. Gervinho został sprowadzony na miejsce Miroslava Radovicia.
SUPER EXPRESS
Superak rozwiązuje zagadkę zatytułowaną: Dlaczego Miazga nie gra dla Polski?
Miazga, urodzony w polskiej rodzinie w USA (świetnie mówi w naszym języku), po raz pierwszy został zaproszony na konsultację do kadry U-15, do Marcina Dorny. Potem ten szkoleniowiec powołał go do drużyny U-17, w której Miazga zagrał swój pierwszy i ostatni mecz dla Polski (ze Słowenią, 2:1, październik 2012 w Brzegu). Następnie kadrę przejął Marcin Sasal i tu… mamy pierwszy zgrzyt. Z jednej strony można usłyszeć, że Miazga czekał na powołanie od niego, ale go nie dostał, a z drugiej – Sasal na łamach „Przeglądu Sportowego” twierdzi, że kilka razy próbował ściągnąć piłkarza, jednak Mattowi zawsze coś nie pasowało – a to testy w jednym z klubów, a to zgrupowanie. Poza tym raz miał się nie zgodzić Stefan Majewski, który powiedział, że bilet z USA do Polski jest za drogi! A wcześniej – dwa razy – Miazga przylatywał za własne pieniądze. Wszystko wskazuje na to, że to właśnie wtedy mocno rozluźniły się jego związki z polską kadrą. Kontakt z Polską był słaby lub nie było go wcale, natomiast Amerykanie, mający go pod ręką, nie próżnowali. Druga kwestia: wydaje się, że strona polska, a przynajmniej niektórzy mający związek z tą sprawą, nie przewidzieli, że za kilka lat Miazga tak eksploduje. W ostatnim sezonie został wybrany czwartym obrońcą ligi MLS, otrzymał też kilka innych wyróżnień, a to wszystko zaowocowało transferem do Chelsea. Gdy Matt był sprawdzany w polskiej kadrze, aż tak bardzo się nie wyróżniał. To były momenty, w których wydawało się, że niekoniecznie zrobi dużą karierę.
PRZEGLĄD SPORTOWY
Na okładce Lewandowski.
Ale tekstu o Lewym nie przytaczamy – nie ma sensu. Wróćmy na chwilę do rozmowy z Hlouskiem.
O pana regularnych występach mówił nam też selekcjoner reprezentacji Czech Pavel Vrba. Postawił sprawę jasno: jeśli Hlousek będzie dobrze prezentował się w Legii, droga do kadry jest otwarta.
– Skłamałbym, gdybym powiedział, że nie myślę o reprezentacji. Ale w tej chwili priorytetem są dobre występy w Legii. Chcę z nią wygrać wszystko, co możliwe, bo wierzę, że dzięki tym sukcesom pojawi się szansa na kolejne osiągnięcia, jak występy w reprezentacji Czech i udział w mistrzostwach Europy.
Przegląd tematów:
– 15-latek z Ruchu, Bargiela robi furorę
– Bogactwo Czerczesowa: sprawdza grę i trójką, i czwórką w tyłach
– Sekulski może zostać wypożyczony do Korony
– Lechia chce Kobylańskiego
– Crivellaro będzie potrzebny i wraca do łask trenera
– Słabe wyniki i słaba gra Lecha w sparingach, do tego urazy nowych piłkarzy Volkova i Nielsena
Silniejsi niż jesienią – mówi Marcin Pietrowski.
Nikt nie odszedł z Piasta, a klub dokonał czterech transferów. Macie kadrę na mistrzostwo Polski?
– Rywalizacja zawsze jest czymś dobrym. Nigdy nikomu nie zaszkodziła, a wręcz przeciwnie. Trzeba czuć oddech konkurenta na plecach, aby zwiększać swoje możliwości. Cieszę się, że klub, pomimo dobrych wyników, dąży do tego, aby wzmacniać kadrę. Zdrowa rywalizacja to taka, w której na każdej pozycji jest dwóch równorzędnych zawodników. Wiadomo, że w rundzie jesiennej mieliśmy problem, gdy wypadało nam 2-3 graczy i wskakiwali rezerwowi. Ławka nie była wtedy aż tak mocna. Mam nadzieję, że teraz będzie inaczej. Także wydaje mi się, że Piast został wzmocniony wartościowymi zawodnikami. Mam nadzieję, że będziemy silniejsi niż jesienią.
Wtorkowy felieton publikuje też Dariusz Dziekanowski. Pisze: Wisła jest jak bokser po nokaucie.
A co mnie ostatnio poruszyło w piłce nożnej? W kraju mamy zamieszanie wokół transferu, tym razem Radosława Cierzniaka. I znowu namieszała Legia, ale akurat do niej nie można mieć pretensji. Sprzedała Dusana Kuciaka i na jego miejsce potrzebowała kogoś innego, więc szybko załatwiła sprawę. Jak wiadomo, umowa obowiązywać będzie od lipca, ale w Warszawie liczą, że Cierzniaka uda się ściągnąć już zimą. Wygląda na to, że sytuacja przerosła krakowskich działaczy. W sprawie bramkarza zachowują się jak bokser, który dostał prawym sierpowym i słania się na linach. Nie wiem, kiedy Wisła oprzytomnieje, ale w tej sytuacji są trzy rozwiązania – dwa dobre, jedno głupie. Po pierwsze – kluby dogadują się już teraz, Legia dopłaca i Radek od lutego gra w Warszawie. To wyjście najbardziej sensowne, chociaż dowodzące pewnego rodzaju gapiostwo szefów Białej Gwiazdy. Latem ściągnęli Cierzniaka i podpisali z nim roczny kontrakt. Jeśli byli z niego zadowoleni, to powinni przed rozpoczęciem okna zaproponować mu nową umowę. Jeśli zadowoleni nie są, to tym bardziej powinni sprzedać go teraz.








