W Poznaniu najwyraźniej wzięli sobie do serca, że milczenie jest złotem. I w sumie trudno im się dziwić, bo wynik mówi sam za siebie. Lech po zwycięstwie 4:1 w pierwszym meczu skompromitował się w rewanżu porażką w dokładnie takim samym wymiarze i odpadł po serii rzutów karnych z duńskim Aarhus. Tym samym bramy Ligi Mistrzów bezpowrotnie zamknęły się dla piłkarzy Kolejorza, którzy po spotkaniu – jak jeden mąż – nie chcieli zabierać głosu.
Po historycznej kompromitacji, która swoimi rozmiarami niewątpliwie przewyższa legendarne klęski z Żalgirisem, Starjnanem czy Spartakiem Trnava, w Lechu zapanowała samozwańcza cisza medialna. Jak poinformował Dawid Dobrasz z Meczyków, żaden z zawodników Kolejorza pojawił się w strefie mieszanej, gdzie piłkarze spotykają się po meczach z przedstawicielami mediów.
Żaden piłkarz Lecha nie wyjdzie do Mix Zony.
— Dawid Dobrasz (@dobraszd) July 29, 2026
Lech schował głowę w piasek. Cisza medialna po klęsce z Aarhus
Jedynym, który odważył się wypowiedzieć i wziąć odpowiedzialność był Filip Jagiełło, który tuż po spotkaniu udzielił wywiadu przed kamerami TVP Sport. – Na gorąco nie powiem nic mądrego. Daliśmy ciała i tyle. Nie ma tu nic do dodania. Mieliśmy wszystko w swoich rękach, a dzisiaj odpadamy i tyle – przyznał wprost Jagiełło.
Filip Jagiełło w rozmowie z @hubertbugaj po odpadnięciu Lecha z eliminacji Ligi Mistrzów…
„DALIŚMY CIAŁA I TYLE…” pic.twitter.com/brUjCjAmwa
— TVP SPORT (@sport_tvppl) July 29, 2026
– Ciężko mi powiedzieć na gorąco co było problemem. Do 3:0 byłem na ławce i trudno mi było zobaczyć co nie gra. Myślę, że wynik 4:1 w pierwszym meczu trochę zakłamywał rzeczywistość, bo to był naprawdę dobry zespół, ale mieliśmy taki wynik i nie mieliśmy prawa dzisiaj odpaść – dodał wyraźnie rozgoryczony.
Szczerze mówiąc, trudno się dziwić piłkarzom Lecha, że nie chcą zabierać głosu. Wynik bowiem mówi sam za siebie. Kolejorz roztrwonił trzybramkową przewagę po pierwszym meczu wygranym na wyjeździe. W historii eliminacji Ligi Mistrzów nie dokonał tego jeszcze nikt w Europie. Co więcej, w żadnych innych rozgrywkach nie zaprzepaścił dotąd takiej zaliczki wyjazdowej żaden polski zespół.
Historia dzieje się więc na naszych oczach. Szkoda tylko, że o wieczorze 29 lipca 2026 roku chcielibyśmy najchętniej zapomnieć.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix